Audi RS 5 zawitało do Polski. To prawdziwy brutal z krwi i kości
Najnowsze dzieło inżynierów z działu Audi Sport robi ogromne wrażenie już na papierze. Miałem okazję zobaczyć samochód i muszę przyznać, że o ile na zdjęciach RS 5 wygląda obiecująco, to dopiero na żywo odsłania swoje prawdziwie złowrogie oblicze i pokazuje, że nie jest potulnym misiem. Szczególnie w pakiecie z prasowanym włóknem węglowym i lakierem Bedford Green.
Audi już jakiś czas temu zapowiedziało, że następca kultowego RS 4 będzie hybrydą plug-in. Patrząc na to, jaki efekt osiągnął Mercedes-AMG z C63, niektórzy mogli czuć niepokój. Ale myślę, że fani marki mogą spać spokojnie, bowiem towarzystwo z Ingolstadt nie zawiodło. Trzeba co prawda przyzwyczaić się do zmiany nazwy na RS 5, ale Audi zapewnia, że samochód jest szybszy i ostrzejszy, niż kiedykolwiek wcześniej.
Swoistą obietnicę w tej sprawie składa już sam wygląd. Na pierwszy rzut oka nowe RS 5 wygląda po prostu tłusto i złowrogo. Poszerzenia są trudne do przeoczenia, a ich wymiar podkręca szeroki, czarny grill, jawiący się niczym pochłaniająca potulne dusze czarna dziura. Sportowe Audi jest szersze od swojego ułożonego brata aż o 9 cm.
Audi postanowiło także zerwać z dotychczasową tradycją wypuszczania RS 4 przede wszystkim jako Avanta i tym razem klienci będą mieli wybór między sedanem a bardziej praktycznym nadwoziem, choć nie jest to pierwszy raz w historii modelu, kiedy Audi daje taką możliwość.
Do Warszawy zawitał akurat sedan, który wyposażony został nie tylko w bardzo efektowny lakier Bedford Green, ale także pakiet Carbon Camouflage, który wyróżnia się dekorami z prasowanego włókna węglowego. To ciekawa ścieżka wobec wzoru z siateczkowym splotem, po który najczęściej sięgali do tej pory producenci.
Materiał znajdziemy nie tylko na lusterkach i przy przednich wlotach, ale także na dyfuzorze czy skromnym tylnym spojlerze. A skoro przy tyle jesteśmy, to nie da się pominąć niemałych końcówek wydechu o owalnym kształcie. Szkoda jednak, że Audi porzuciło dotychczasową filozofię umieszczania ich na skrajach zderzaka – moim zdaniem potęgowało to mocny, brutalny charakter auta. W RS 5 zamontowano je bliżej środka. Ciekawym detalem są także światła z sygnaturą szachownicy, którą można zmieniać w zależności od nastroju.
Zajrzyjmy do środka. Tutaj zmiany są bardziej stonowane niż na zewnątrz, choć trudno nie zorientować się od razu, że siedzimy w poważnej maszynie. Kubełkowe fotele pewnie otulają ciało, a kierownica została nie tylko obszyta alcantarą, ale i doposażona o dwa przyciski: "RS" oraz "Boost". Kokpit został ozdobiony tym samym włóknem węglowym, które możemy spotkać na nadwoziu, a pasy korespondujące z lakierem dodają wnętrzu charakteru. Miło też, że na kierownicę wróciły fizyczne pokrętła.
Sportową prezencję Audi RS 5 dopełniają 21-calowe felgi, za którymi kryją się gigantyczne tarcze hamulcowe – jeśli zamówicie ceramiczny zestaw (lżejszy od stalowego o 30 kg), ich średnica wyniesie z przodu aż 440 mm (z 10-tłoczkowym zaciskiem), a z tyłu – 410 mm. Dzięki temu zatrzymanie auta od 100 do 0 będzie możliwe po ok. 30 m. A jest co zatrzymywać.
Wielu z pewnością się ucieszy, że Audi nie poszło w ślady Mercedesa — pod maską zachowano 2,9-litrowe V6, które poddano szeroko zakrojonym modyfikacjom (m.in. wydajniejsze wtryski, większe i inaczej ułożone turbosprężarki, zmodyfikowany układ dolotowy, zastosowanie intercoolera typu water-to-air, odciążenie silnika od zasilania urządzeń pokładowych), a do napędu dodano elektryczną część.
Efekt? Aż 639 KM i 825 Nm. Tymi liczbami RS 5 przewyższa nawet wyżej pozycjonowane RS 6, które wciąż czeka na swoją odsłonę w nowej generacji. Sprint do "setki" trwa 3,6 s, a prędkościomierz zatrzyma się na 285 km/h.
Jeśli akurat nie będziecie żądni wrażeń, możecie skorzystać ze zgromadzonej energii elektrycznej i pokonać na prądzie nawet 87 km. To zasługa obecności akumulatora o pojemności 25,9 kWh brutto. Dla kontekstu – podobny zestaw miało pierwsze Renault Zoe.
Dodanie elektrycznej sekcji do napędu niestety podnosi masę do poziomu 2355 kg, przy czym Audi nie tylko zwiększyło sztywność nadwozia, ale i solidnie przebudowało zawieszenie (dodając m.in. amortyzatory z podwójnymi zaworami). Tylna część podwozia została zresztą zaprojektowana od nowa, wskutek czego RS 5 ma delikatnie inny rozstaw osi, niż zwykłe A5.
Oczywiście mamy tutaj napęd na cztery koła z centralnym mechanizmem Torsen, który domyślnie rozdziela napęd w stosunku 40:60 (a maksymalnie 15:85), ale na szczególną uwagę zasługuje tylny dyferencjał.
Został on sprzęgnięty z przekładnią planetarną i 11-konnym silnikiem elektrycznym, a całość odpowiada za aktywne wektorowanie momentu obrotowego – dzięki wspomnianej przekładni dodatkowy silnik jest w stanie dostarczyć na koła nawet bonusowe 2000 Nm. Imponujące? To mało powiedziane.
Jak twierdzą przedstawiciele marki, zainteresowanie nowym Audi RS 5 już jest. Zamówienia ruszą jednak dopiero za miesiąc. Wówczas poznamy także oficjalne ceny auta.