Anna Gańczarek po Baja Drawsko Pomorskie: "Kawałek Dakaru w Polsce"

Anna Gańczarek po Baja Drawsko Pomorskie: "Kawałek Dakaru w Polsce"12.04.2021 09:27
Baja Drawsko Pomorskie
Baja Drawsko Pomorskie
Źródło zdjęć: © fot. Tomasz Sarna

W tym roku kultowy polski rajd terenowy na poligonie w Drawsku stanowił jeszcze większe wyzwanie niż zwykle. Jak wygląda ściganie się w cieniu pandemii miała szansę zobaczyć Anna Gańczarek. Przyznaje: było inaczej, ale atmosfera tak dobra jak zawsze!

O Annie Gańczarek pisaliśmy już w zeszłym roku przy okazji jej startów w wyścigach płaskich i górskich, gdzie odnosiła sukcesy zarówno na torach, jak i poza nimi, inspirując kolejne dziewczyny do próbowania swoich sił w motorsporcie.

W tym wyjątkowym sezonie, w którym wiele imprez się nie odbywa, skorzystała z zaproszenia Hołowczyc Racing i spróbowała swoich sił w zupełnie nowej dla siebie dyscyplinie: rajdzie terenowym Wysoka Grzęda Baja Drawsko Pomorskie, gdzie wystartowała pucharową Dacią Duster. Autokult objął patronat medialny nad tym startem.

Baja Drawsko Pomorskie
Źródło zdjęć: © fot. Tomasz Sarna
Baja Drawsko Pomorskie

Mateusz Żuchowski, Autokult: Jak się ściga dacią?

Anna Gańczarek: Wiem, co można sobie pomyśleć o dacii w roli rajdówki. Przyznam, że jeszcze kilka dni temu sama stanęłam na światłach koło zwykłego dustera i pomyślałam sobie: serio? Ja mam tym jechać rajd? Tymczasem dosłownie chwilę później jechałam już takim autem po poligonie, 110 km/h w piaszczystych koleinach po progi drzwi i przez rozległe kałuże, z których woda była wyrzucana na kilkanaście metrów.

Mój pilot Filip Chilarzewski, który w tej dyscyplinie jest dużo bardziej doświadczony ode mnie, czasem musiał nawet studzić mój zapał i sugerować zwolnienie tempa. Warunki ze względu na opady deszczu były bardzo trudne. Było ślisko, błotniście i grząsko. To najgorsze warunki dla auta, bo stanowią dla niego ogromne obciążenie. Czasem nawet zastanawiałam się, czy to już urwane koło, czy jeszcze takie błoto.

Moim celem w debiucie było jednak przede wszystkim dojechać do mety i to się udało. Zawody ukończyłem na drugim miejscu w Baja Poland Series, co uznaję za ogromny sukces biorąc pod uwagę warunki, doświadczenie konkurentów i fakt, że był to mój debiut w rajdach tego typu!

M.Ż.: Czym różnią się rajdy baja od typowych oesów? Z perspektywy kibica widać przede wszystkim walkę o wyjechanie z piachu i pędzenie długimi prostymi, więc może się wydawać, że wystarczy tylko wcisnąć gaz w podłogę i gnać przed siebie.

A.G.: Rajdy baja trzeba jechać chytrze. Jak mówi Krzysztof Hołowczyc, to są rajdy na doświadczenie. Tutaj nie ma jednej linii przejazdu, każdy musi znaleźć swoją. Musisz wiedzieć, gdzie jechać, jak przyjmie się która dziura. Gdzie trzeba jechać ostrożnie, a gdzie pełnym gazem. Techniki jazdy jest więc w tym wszystkim bardzo dużo.

W treningach przed startem zawisłam na koleinach i bałam się, że na zawodach będę musiała kopać łopatą pod swoim autem. Do zakopania na szczęście nie doszło. Trenowałam również zmianę koła, ale i tej czynności udało się uniknąć podczas zawodów. Nie mam problemu z wysiłkiem fizycznym, ale na takich czynnościach traci się dużo czasu.

Baja Drawsko Pomorskie
Źródło zdjęć: © fot. Tomasz Sarna
Baja Drawsko Pomorskie

M.Ż.: W dłuższych rajdach cross-country, jak np. Dakar, ważny jest czynnik nawigacyjny. Na ile da się go odczuć na takim jednak stosunkowo kompaktowym rajdzie jak ten, który był rozgrywany na zamkniętym terenie poligonu Sił Zbrojnych RP?

A.G.: Jak najbardziej nawigacja jest tutaj nadal bardzo ważna. W jednym momencie myśleliśmy, że się zgubiliśmy. Nie byłam pewna, gdzie jedziemy, a co więcej, nagle z naprzeciwka wyłonił się pędzący na nas konkurent! Zawróciliśmy, ale potem się okazało, że to on się zgubił. Takie błędy kosztują wiele nerwów i mogą być bardzo niebezpieczne, dlatego tak ważna jest rola pilota i doświadczenie kierowcy.

Przyznam, że nawet trasa, którą jechaliśmy w serii Baja Poland Series, czyli trzykrotnie pokonywany odcinek o długości około 65 kilometrów (raz w prologu), stanowi ogromne wyzwanie dla ciała i umysłu. Na samym końcu byłam już tak zmęczona, że nie słyszałam informacji pilota o ostatnim nawrocie i nieomal zamiast na metę to pojechałam na wprost, poza trasę. Takie są rajdy – trzeba zachowywać skupienie do ostatniej chwili. Choć nigdy nie byłam na Dakarze, to jestem sobie w stanie wyobrazić, że polskie baja choć częściowo oddaje ducha tego kultowego rajdu!

Baja Drawsko Pomorskie
Źródło zdjęć: © fot. Tomasz Sarna
Baja Drawsko Pomorskie

M.Ż.: Śmiejesz się, gdy to mówisz, jakby to miał być żart, ale rzeczywiście ścigałaś się na jednych trasach z kilkoma dakarowymi weteranami.

A.G.: Tak, w rajdzie brali udział między innymi Krzystof Hołowczyc (który go wygrał), Maciej Giemza, Miroslav Zapletal. Oni wszyscy są niesamowitymi ludźmi, którzy są gotowi w każdej chwili pomóc i podzielić się cenną radą. Pod tym względem w rajdach się nic nie zmienia – zawodnicy są jak jedna rodzina, których łączy pasja.

O mój samochód w czasie rajdu dbał zespół Hołowczyc Racing i Paweł Paź, który w czasie rajdu Dakar serwisuje Stéphana Peterhansela. To było więc dla mnie idealne miejsce na start, bo pracowałam z najlepszymi profesjonalistami w stawce.

Największe wrażenie jako osoba zrobiła na mnie Annett Fischer. To rajdowa legenda, doświadczona zawodniczka, której cała rodzina żyje rajdami. I jej cały czas chce się tym żyć. W Drawsku Pomorskim startowała can-amem, czyli tylko takim ledwo obudowanym quadem bez przedniej szyby. Wieczorem skończyła wcześniej kolację, żeby osobiście, dokładnie umyć maszynę przed porannym startem. Tego typu ludzie startują w tych zawodach.

Baja Drawsko Pomorskie
Źródło zdjęć: © fot. Tomasz Sarna
Baja Drawsko Pomorskie

M.Ż.: Jak się startuje w cieniu pandemii? Czy ma to jakiś wpływ na rywalizację?

A.G.: Jak zauważył już wcześniej Krzysztof Hołowczyc, rajdy akurat potrafią się dobrze odnaleźć w nowym rygorze sanitarnym, bo kontakt ludzki można ograniczyć do minimum. Mimo wszystko wiele imprez motorowych jest niestety odwoływanych, więc tym większy szacunek dla organizatorów Wysoka Grzęda Baja Drawsko Pomorskie, że udało się zrealizować plan i umożliwić start wszystkim zawodnikom. Niestety organizatorzy nie mogli udostępnić terenu kibicom, ale tutaj z pomocą przyszły współczesne technologie i kanały społecznościowe, z pomocą których fani być na bieżąco bardzo blisko całej rywalizacji.

Sam rajd odbył się bez incydentów i jeśli pojawiały się jakieś niedogodności, to tylko tego typu, który znamy z codziennych realiów. Nie przeszkodziły mi one w tym, by naprawdę zafascynować się rajdami terenowymi. Liczę na to, że wkrótce powrócę na trasy baja, które tym razem będą już otoczone kibicami.

Źródło artykułu:WP Autokult
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (3)