Wracają gminne fotoradary. Idzie duża zmiana w przepisach
Rząd szykuje dużą zmianę w przepisach określających zasady funkcjonowania fotoradarów. Po latach do porządku prawnego wrócą gminne fotoradary, ale odbędzie się to na innych zasadach niż te, które pamiętamy. Na początek pilotaż ma ruszyć w 16 miastach.
Fotoradary w ręce gmin, ale…
Wielu kierowców pamięta czasy, gdy samorządy miały szerokie możliwości używania fotoradarów. Przenośne urządzenia pokazywały się na poboczach dróg, a ich obsługa często powierzana była pracownikom straż miejskiej lub gminnej. Kierowcy wielokrotnie mieli wątpliwości co do używania tych urządzeń zgodnie z rozporządzeniem określającym warunki pomiaru, a sprawa z czasem stała się tak kontrowersyjna, że w 2016 r. straże gminne i miejskie straciły prawo do używania fotoradarów. Teraz szykuje się powrót starej idei, ale w nowej odsłonie.
W odpowiedzi na interpelację posłanek Doroty Olko, Darii Gosek-Popiołek i Joanny Wichy Ministerstwo Infrastruktury potwierdziło, że pracuje nad zmianami w prawie, które przywrócą samorządom możliwość zdecydowania o tym, gdzie na ich terenie będą stały fotoradary. System ma być jednak zupełnie inny niż przed laty.
Nowa koncepcja zakłada, że samorządy będą mogły kupować fotoradary i decydować, w których miejscach na zarządzanych przez nich drogach będą stały urządzenia. Fotoradary będą jednak działały w systemie CANARD (Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym), funkcjonującym w ramach Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego. Dokładnie tak samo, jak wszystkie fotoradary działające obecnie na naszych drogach. To miałoby zapewnić spełnianie przez samorządowe fotoradary wszystkich wymogów przepisów metrologicznych.
Jest jeszcze jedna różnica. W myśl przygotowywanych przepisów mandaty mają być wystawiane przez GITD, a wpływy z nich mają trafiać do skarbu państwa. W przeszłości gminy samodzielnie używały fotoradarów i wystawiały mandaty, a wpływy z nich zasilały lokalny budżet. Dla niektórych gmin, szczególnie tych położonych przy ważnych trasach nad morze czy w góry, wpływy z fotoradarów były istotnym elementem corocznego planu finansowego.
Po co to gminom?
Skoro w nowym systemie wpływy z mandatów będzie przejmować państwo, to po co samorząd ma inwestować w fotoradar? Na to pytanie jest prosta odpowiedź. Celem ma być zwiększenie bezpieczeństwa na lokalnych drogach. Nie chodzi tylko o dobrą wolę samorządu, ale także o pieniądze. Materialne konsekwencje wypadku drogowego, przynajmniej częściowo, ponoszą przecież samorządy.
Z danych publikowanych przez Krajową Radę Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego wynika, że w 2022 r. wypadek z ofiarą śmiertelną statystycznie generował straty na poziomie 2,6 mln zł, a wypadek z ciężko ranną ofiarą aż 4,2 mln zł. Chodzi tu nie tylko o koszt akcji ratunkowej, porządkowania czy naprawy infrastruktury drogowej, ale także koszty hospitalizacji czy braku wpływów podatkowych związanych z czasem leczenia i rehabilitacji, gdy ofiara wypadku nie może pracować. Z punktu widzenia samorządu dbałość o bezpieczeństwo to dobry interes.
Jak w odpowiedzi na interpelację informuje Ministerstwo Infrastruktury, na początku program gminnych fotoradarów ma być realizowany w 16 miastach wojewódzkich. Po dwóch latach od jego wdrożenia ma nastąpić ocena skutków ich funkcjonowania dla bezpieczeństwa. Jeśli rezultaty będą pozytywne, rząd może podjąć decyzję o rozszerzeniu pomysłu na mniejsze gminy. Pozostaje jeszcze pytanie o to, kiedy ruszy program. Nie ma tu jednak prostej odpowiedzi.
Najpierw zmiany w egzekwowaniu
Jak czytamy w odpowiedzi na interpelację, umożliwienie samorządom finansowania fotoradarów, których montaż nie jest przewidziany w planie GITD, będzie możliwe dopiero wtedy, gdy wprowadzone zostaną zmiany prawne, mające zwiększyć skuteczność egzekwowania kar z fotoradarów. Temu ma służyć nowelizacja, której projekt (UD263) jest już opracowywany.
Nowelizacja ma wprowadzić jasno określone uprawnienia GITD do pełnienia roli oskarżyciela publicznego w sprawach o niewskazanie osoby, która w momencie zarejestrowania wykroczenia prowadziła pojazd. Obecnie część sądów w takich sprawach odmawia wszczęcia sprawy z powodów formalnych. Ponadto aktualnie właściciel pojazdu ma wskazać komu pojazd powierzył, a nie kto kierował. W efekcie możliwe jest tworzenie "łańcuszków", w których kolejne osoby wskazują następne aż do przedawnienia sprawy.
Jak czytamy w założeniach do nowelizacji UD263, problemów jest więcej. Przepisy nakazują wskazanie osoby, której powierzono pojazd, ale nie określono dokładnie, jakie dane mają zostać dostarczone. W efekcie podanie imienia i nazwiska jest w orzecznictwie uznawane za spełnienie tego obowiązku. Osób o takim samym imieniu i nazwisku jest jednak wiele, a z problemem musi poradzić sobie GITD. Co więcej, jedną z utartych linii orzecznictwa jest, że jeśli właściciel pojazdu nie wskazuje osoby, której powierzono pojazd, to jest to wykroczeniem tylko wtedy, gdy jest ono popełnione umyślnie. GITD musi więc udowodnić, że właściciel pojazdu wie, komu powierzył pojazd, ale tego nie ujawnia.
Po zmianach wskazanie innej osoby będzie wymagało podania jej adresu zamieszkania, a taka osoba będzie musiała złożyć zgodę na przyjęcie mandatu. Stworzony zostanie wykaz pojazdów zarejestrowanych za granicą, których kierowcy zostali przyłapani w Polsce przez fotoradary. Jeśli taki pojazd ponownie wjedzie do Polski i zostanie wykryty przez służby, zostanie zatrzymany jego dowód rejestracyjny. Będzie można go odzyskać, wpłacając kaucję w wysokości równej zaległościom za mandaty z fotoradarów.
Ponadto wprowadzony ma zostać system, zakładający karę niższą o 25 proc., jeśli zostanie ona zapłacona w ciągu 14 dni. Wprowadzone mają zostać też kary za nieodbieranie pism z GITD, a organ ten ma uzyskać status oskarżyciela publicznego w sprawach o nieskazanie osoby, która kierowała pojazdem w momencie wykrycia wykroczenia.
Nowelizacja przepisów UD263 miała zostać przyjęta przez rząd do końca 2025 r. Tak się nie stało. Można podejrzewać, że zmiana nastąpi w ciągu najbliższych miesięcy, a potem przyjdzie czas na gminne fotoradary.