Top 5 samochodów na The I.C.E. Najlepsze z najlepszych na konkursie elegancji
Czas na bardzo subiektywne zestawienie samochodów, które najbardziej zwróciły moją uwagę podczas konkursu elegancji The I.C.E w St. Moritz. Wybór był bardzo trudny i bez problemu mógłbym tu umieścić zupełnie inną piątkę. W końcu mowa o imprezie, na której pojawiły się wyjątkowe i legendarne modele historyczne.
Talbot-Lago T150C SS "Teardrop"
Jestem wielkim fanem francuskiej motoryzacji luksusowej z lat 30. To czas, kiedy moim zdaniem powstawały najładniejsze samochody w historii - obłe, aerodynamiczne kształty połączone ze stylistyką art deco, a wszystko to uzupełnione modnymi wtedy motywami lotniczymi. Gdy tylko wszedłem na The I.C.E., stojący w ostatnim rzędzie Talbot-Lago T150C SS od razu przyciągnął mój wzrok. To po prostu dzieło sztuki na kołach, które w ruchu wygląda jeszcze lepiej.
Audi Quattro S1 E2
Na lodzie w St. Moritz pojawiło się kilka legendarnych rajdówek. I znowu - każda z nich jest kultowa, każda zasługuje, żeby znaleźć się w czyimś TOP5, ale na mnie największe wrażenie zrobiło Audi Quattro S1. Powody są dwa. Pierwszy, bardziej osobisty - od zawsze był to dla mnie najbardziej imponujący samochód Grupy B. Drugi, związany z samą imprezą - podczas przejazdów był to najostrzej prowadzony samochód ze wszystkich. Wyglądał, jakby faktycznie brał udział w rajdzie, sunąc bokiem i wyrzucając spod kół ogromne ilości śniegu.
Pontiac Vivant
Samochodem, który wzbudził chyba największe zainteresowanie odwiedzających The I.C.E., był pewien wyjątkowy model z USA. Obok niego nikt nie przeszedł obojętnie, każdy robił mu zdjęcia. To Pontiac Vivant z lat 60., samochód, który po remoncie zdobył już uznanie na słynnym Pebble Beach Concours d’Elegance. To model, który powstał tylko w jednym egzemplarzu. Jego niesamowita stylistyka była zainspirowana słynnymi Alfami Romeo BAT, ale Vivant był dziełem pracującego w Generał Motors Herba Adamsa. Zadbał on nie tylko o wyjątkowy wygląd, ale też osiągi, montując pod maską ponad 400-konny silnik. Co ciekawe, samochód ten po premierze w 1966 r. przez kolejne 12 lat był użytkowany przez samego Adamsa.
Ferrari F50
Kolejny wybór też jest subiektywny, bo chyba każdy fan motoryzacji miał swój ulubiony supersamochód z lat 90. Moim było Ferrari F50. Na The I.C.E. było zarówno wiele różnych aut z kategorii nazwanej "narodziny hipersamochodu", jak i spory zestaw zabytkowych Ferrari. Choć F50 z parą nart zamontowaną nad silnikiem było najnowszym autem z Maranello, to nie tylko u mnie wzbudzało największe zainteresowanie. W końcu to nawet dziś niesamowicie wyglądające auto, które napędzane jest silnikiem opartym na konstrukcji z Formuły 1, a całość uzupełnia kontrastujące z ceną spartańskie wnętrze.
Bugatti Type 35
Na mojej liście nie mogło też zabraknąć samochodu klasy grand prix z okresu międzywojennego. Tu było w czym wybierać, a wśród wyjątkowych maszyn były dwa Bugatti - w tym najsłynniejsze ze wszystkich, czyli Type 35 w charakterystycznym niebieskim lakierze. Model ten był konstrukcją, która zdominowała wyścigi w swojej erze. Bezkonkurencyjne auto, które udowadniało, że lekkość i zaawansowanie techniczne są najważniejsze.
VW Garbus Ice Control
Choć jest to lista top 5, to na koniec jeszcze coś, co Anglosasi nazywają "honorable mention", czyli auto, które nie załapało się do piątki. Ba, tak naprawdę nie mogło, bo nie było uczestnikiem konkursu elegancji, tylko samochodem technicznym. A mowa o starym Volkswagenie Garbusie, który choć wyglądał jak okaz muzealny, to zgodnie z "kogutem", na którym widniał napis "ice control", był autem technicznym do sprawdzania lodowego toru między przejazdami kolejnych grup samochodów.