Historia Land Rovera Defendera rozpoczyna się w 1947 roku, kiedy bracia Maurice i Spencer Wilks, pracujący w firmie Rover, wpadli na pomysł zbudowania taniego i prostego samochodu terenowego wzorowanego na amerykańskim Willysie. Tak powstał Land Rover, który dzięki nieskomplikowanej konstrukcji był bardzo tani w produkcji i prosty w obsłudze. Z biegiem lat zyskiwał jednak nie tylko na renomie. Zmieniała się także cena.
Był jednak pewien problem. W przypadku poprzedniego Defendera, choć byście doposażyli go we wszystkie możliwe dostępne ekskluzywne dodatki, ciężko było uzyskać efekt "wow". I to zwłaszcza przypominając sobie, ile na ten samochód wydaliście pieniędzy. Każdy, kto go zobaczył, a nie do końca znał jego możliwości, to nadal zadawał dwa pytania. Ile? Zwariowałeś?
W nowej generacji jest zupełnie inaczej. Najbogatsza wersja o oznaczeniu X może mieć nawet 22-calowe koła, reflektory Matrix LED czy wentylowane fotele przednie regulowane elektrycznie w 14 kierunkach z pamięcią ustawień. To wszystko pokazuje, że nowa generacja chce również trafić do innego niż dotychczas klienta. Czyli jakiego? To klient, który chce przede wszystkim wyglądać, a właściwości terenowych będą mu potrzebne tylko od święta.
Nie myślcie jednak, że to samochód, który terenu zaczął się bać jak ognia. Co to, to nie. A żeby to potwierdzić, wybrałem się do Krynicy-Zdrój, gdzie mogłem przetestować najnowszą odmianę Defendera o oznaczeniu 130.
Land Rover Defender 130 to samochód, który z pewnością może zaliczać się do segmentu autobusów. Na swój pokład zabierze aż osiem osób, a jego gabaryty mogą przerazić niejednego kierowcę. Pytanie, czy ta odmiana nadal jest zwinna w terenie i nie tylko? No i co otrzymujemy, dokładając sporą sumkę, aby mieć największego Defendera? Zapraszam na test.