To we wnętrzu nastąpił totalny przewrót i całkowita zmiana ustroju, gdzie żaden element nie przypomina tego znanego z poprzednika. Teraz we środku rządzi duży, centralny ekran, czyli wszystko w zgodzie z panującą modą. To ogromna zmiana na plus, choć cały koncept "doczepiania" do deski rozdzielczej odstającego ekranu jest raczej słaby i lepiej wyglądają ekrany wtopione w deskę. To zmiana wręcz przełomowa, ponieważ nareszcie do lamusa odszedł malutki wyświetlacz z poprzedniej generacji, przywodzący na myśl Twoją starą Nokię. Teraz do dyspozycji mamy urządzenie znacznie bardziej na czasie i o to chodzi. Z okolic ekranu przy okazji zniknęło wiele przycisków, co pewnie ucieszy większość ludzi, jednak dla mnie to właśnie ilość guziczków definiuje "fajność" auta. Na szczęście w Fordzie słuchają rynku i zdecydowali aby pozostawić "analogowy" panel klimatyzacji, oszczędzając tym samym konieczność klikania w ekran za każdym razem, gdy chcesz zmienić temperaturę. Co ważne, we wnętrzu znajdują się teraz nowe siedzenia, które zdają się być znacznie wygodniejsze niż w poprzedniku. Prezentem od producenta jest też podłokietnik, którego dotychczas strasznie brakowało, nawet na krótszych trasach. Teraz w kabinie dostępne są lepsze materiały wykończeniowe, które zamykają pole do popisu jakościowym malkontentom. Skoro coś dali, to musieli też zabrać, no i zabrali... lusterka! Nie wiedzieć czemu zostały one zmniejszone i po prostu mniej w nich widać. Dotychczas martwe pole było wielkości mrówki i przy dobrym ustawieniu lusterek, nawet niedzielny kierowca - kapelusznik w Seicento nie pozostawał niezauważony. Nowe lusterka są węższe i niższe. Z zewnątrz prawdopodobnie nie zrobiłoby to nikomu różnicy, gdyby pozostawić te z poprzednika, ale może księgowy policzył, że kilka cm szkła mniej to wymierna oszczędność a przy okazji ludzie kupią układ monitorowania martwego pola. Ku mej radości za kierownicą są nadal tradycyjne zegary, szkoda tylko,ze zostały totalnie zepsute. Dynamiczne, dzikie tuby zostały zastąpione przez coś co przy wyłączonym podświetleniu czcionką i grafiką przypomina Poloneza, serio! Po "odpaleniu" wszystko wygląda znacznie lepiej ale widać, że przesadzili tutaj z hasłem "czytelność ponad wszystko". Zmiany nie ominęły też cennika. Fiesta musiała zrobić miejsce dla Ka+, więc jeśli ktoś nie chce wysupłać 50.000zł na minimalnie sensowną wersję Fiesty, to jest skazany na wizytę w salonie konkurencji, bo nie podejrzewam, by ktoś był na tyle szalony, żeby kupić sobie Ka+.