Jeremy Clarkson ma raka. Ujawnił diagnozę
Jeremy Clarkson przekazał, że zdiagnozowano u niego agresywną postać nowotworu. Informacja padła w finałowych odcinkach piątego sezonu "Farmy Clarksona" na Prime Video.
Clarkson miał wyjaśnić, że o diagnozie dowiedział się w maju, po badaniach, które na pewien czas wyłączyły go z codziennych zajęć. W programie wspominał też o wykonanej biopsji oraz o tym, że choć lekarze rozpoznali agresywną postać choroby, to wykryto ją na wczesnym etapie.
Z dalszej części odcinków wynika, że chodzi o agresywnego raka prostaty. Clarkson sygnalizował, że czeka go operacja, a po zabiegu przez pewien czas może nie być w stanie pracować. Widzowie zobaczyli również, że trafił do szpitala; obok jego łóżka wisiała tabliczka z napisem "nic doustnie".
Uprzedzenia, nerwy i wydane miliony. Polscy zwycięzcy 24h Le Mans zdradzają kulisy sukcesu
Prezenter relacjonował następnie, że czeka na wyniki badań krwi, ale przebieg leczenia nie układa się tak, jak zakładano, dlatego zostanie w szpitalu dłużej. Clarkson nie jest w stanie przesądzić, co wydarzy się dalej, dodając jednocześnie, że jeśli wszystko pójdzie dobrze, to pojawi się w szóstym sezonie, a jeśli nie, "to się nie zobaczymy" - powiedział.
Jednocześnie Prime Video zapowiedziało już zamówienie szóstego sezonu programu, co w kontekście diagnozy Clarksona zostało przedstawione jako sygnał dający nadzieję.
To nie jedyny problem zdrowotny, z którym Clarkson mierzył się w ostatnim czasie. W 2024 r. trafił do szpitala z bólem w klatce piersiowej, a lekarze mieli wykryć całkowicie zablokowaną tętnicę. Później w programie mówił, że było bardzo blisko, ale ostatecznie najgorszy scenariusz się nie spełnił.