Kierowcy w końcu zaczęli się bać. Efekty od razu widać na drogach
W 2025 r. Polska wyprzedziła Włochy i Francję, a w 2026 r. w naszym zasięgu jest unijna średnia. Nasze drogi stają się coraz bezpieczniejsze. Zmiana, na jaką wskazują ostatnie miesiące, może być po prostu epokowa. Jednocześnie wszystko dzieje się właściwie bez żadnych kosztów dla tzw. zwykłych kierowców.
Doganiamy czołówkę
Jest rok 2016. W wypadkach na polskich drogach ginie 3026 osób, co w przeliczeniu na milion mieszkańców daje 79 osób. Unijna średnia wynosi 50 i dokładnie tyle samo ofiar śmiertelnych na milion mieszkańców odnotowano w Słowacji, a we Francji i Włoszech - 54. W 2025 r. w wypadkach na polskich drogach zginęło 1660 osób, co daje 45 osób na milion. Unijna średnia wyniosła w tym czasie 43 osoby na milion, tymczasem współczynnik w Słowacji wyniósł 42 osoby, a we Włoszech i Francji 49 osób. To prawdziwa przepaść, a wiele wskazuje na to, że w tym roku będzie jeszcze wyraźnie lepiej.
Jak pokazują policyjne dane, od początku stycznia do końca maja w wypadkach na polskich drogach zginęło 508 osób. W porównywalnym okresie 2025 r. śmierć poniosło 588 osób. Nastąpił więc spadek o 13 proc. W samym maju spadek ten wyniósł zaś aż 19 proc. Jeśli tendencja się utrzyma, 2026 r. może zakończyć się tak, że na naszych drogach zginą 33 osoby na milion mieszkańców. Biorąc pod uwagę dynamikę spadku unijnej średniej w ostatnich latach prawdopodobne jest, że Polska po raz pierwszy w historii osiągnie rezultat niższy niż średnia dla państw UE.
Skąd tak spektakularna zmiana? Złośliwi powiedzą, że to skutek starzenia się społeczeństwa. I będą mieć nieco racji. Nie od dziś wiadomo, że najbardziej niebezpieczni są właśnie młodzi kierowcy. Im zaś ich mniej w społeczeństwie, tym – przynajmniej w teorii – bezpieczniej. Inni stwierdzą, że wzrost bezpieczeństwa to skutek rozbudowy infrastruktury. Rzeczywiście, autostrady i "eskpresówki" to najbezpieczniejsze rodzaje dróg i wydłużenie ich sieci musiało przełożyć się na mniejszą liczbę tragicznych wypadków. Słowacja do dziś nie ma jednak imponującej sieci autostrad, a mimo to już przed laty osiągnięto tam poziom bezpieczeństwa, który wciąż gonimy.
Jest coś jeszcze
Zmiana, która może okazać się epokowa, nie byłaby możliwa bez zmodyfikowania przepisów. 1 stycznia 2022 r. w życie wszedł znacznie zaostrzony taryfikator mandatów. Skutek był natychmiastowy. Liczba śmiertelnych ofiar wypadków drogowych w całym 2022 r. spadła względem 2021 r. o 15,5 proc. – do blisko 1,9 tys. i na tym poziomie utrzymywała się przez dwa kolejne lata. Zmianę taryfikatora we własnej kieszeni odczuł prawie każdy, kto popełnił wykroczenie. Teraz zmiany uderzyły przede wszystkim w tych, którzy na drogach stanowią potencjalnie największe zagrożenie.
29 stycznia w życie weszły przepisy przewidujące dotkliwe kary za udział w nielegalnym wyścigu ulicznym. Również od 29 stycznia obowiązują ostrzejsze zasady dla osób łamiących sądowy zakaz prowadzenia. W takim przypadku sąd musi orzec dożywotni zakaz prowadzenia, a lista przypadków, w których można orzec więzienie w zawieszeniu stała się krótsza.
Od 3 marca policja zatrzymuje na trzy miesiące prawo jazdy za przekroczenie poza obszarem zabudowanym limitu prędkości o więcej niż 50 km/h. Od 3 czerwca nie można usuwać przed upływem roku punktów karnych za szereg wykroczeń związanych z zagrożeniem dla innych uczestników ruchu. Dotyczy to m.in. przekroczenia dozwolonej prędkości o więcej niż 30 km/h.
W zasadzie można powiedzieć, że nowe zasady tak zwanych "normalnych kierowców" nie dotyczą. Wdrożone w tym roku przepisy nic nie zmieniają w przypadku osób, które nie ruszają w drogę z zamiarem drastycznego łamania prawa. Ci, którzy "jeżdżą szybko, ale bezpiecznie" lub mają za nic kolejne zakazy prowadzenia, mogą jednak ponieść dotkliwe konsekwencje. Jak na razie wiele wskazuje na to, że takie podejście działa.
Kto wie, być może już niebawem do historii przejdzie transformacja polskiego kierowcy, który wyjeżdżając z kraju na granicy przypomina sobie, że możliwe jest prowadzenie samochodu zgodnie z przepisami.