Subaru BRZ 2.0i Sport+ 6AT (2017) – test [wideo]

Subaru BRZ 2.0i Sport+ 6AT (2017) – test [wideo]
Project Automotive

07.09.2017 09:58, aktual.: 01.10.2022 19:46

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

To przedstawiciel zapomnianego gatunku. Prosty, niedrogi sportowy samochód. Czy tegoroczny facelifting go jeszcze poprawił?

Subaru BRZ 2.0i Sport+ 6AT (2017) - test [PL] | Project Automotive

Wystarczy jedno spojrzenie na odświeżone Subaru BRZ i już wiemy, że mamy do czynienia ze starym, dobrym znajomym. Zajmując pozycję za kierownicą dosłownie wpadamy w nisko umieszczony i świetnie wyprofilowany fotel. Podpiera on ciało w każdym punkcie i jest jednocześnie zaskakująco miękki i wygodny. Nogi mamy wyciągnięte daleko do przodu, a przed nami znajduje się umieszczona niemal pionowo kierownica – w nowym modelu jeszcze mniejsza, od teraz też z przyciskami do sterowania radiem. Nasza ręka samoczynnie szuka przycisku startera i po chwili budzi do życia silnik, a do uszu dociera niepodrabialny gang jednostki typu bokser.

Obraz

To ten sam motor co przed zmianami – nadal ma 200 koni i 215Nm momentu obrotowego. Pozwala na niezłe osiągi: setkę w 7,6 sekundy i rozwinięcie 226km/h. W segmencie opanowanym przez coraz szybsze hot hatche nie są to rzucające na kolana dane, ale w BRZ liczy się co innego – zdolność do pokonywania zakrętów. Aktywujemy nowy tryb Track i zaczynamy zabawę. Pierwszy zakręt Subaru przejeżdża jak przyklejone. W kolejnym pozwalam sobie na trochę więcej, a auto raczy mnie uślizgiem tylnej osi. Wszystko w granicach rozsądku, bo nowa opcja pozwala na nadsterowność, ale jedynie „usypia” system ESP – w sytuacji granicznej elektronika pomoże nam wyprostować samochód. Dla głodnych wrażeń jest też kolejne ustawienie, w którym będziemy już w całości zdani na siebie. Jednak nawet wtedy auto nie przeraża – mechanizm różnicowy typu Torsen, niemal idealny rozkład masy (53:47) i środek ciężkości znajdujący się 42 cm nad ziemią – to wszystko pomaga w kontroli poślizgów. Nie zawodzi też bardzo precyzyjny układ kierowniczy, który pomimo wspomagania elektrycznego stawia znaczny opór i przekazuje masę informacji z kół.

Obraz

Jazda modelem BRZ jest trochę jak zajęcia praktyczne z sił działających na samochód. To auto pozwala fizycznie czuć przesuwanie się masy zarówno podczas skręcania, jak i przyspieszenia i hamowania. Dzięki świetnemu wyważeniu nie jest to transfer, nad którym nie możemy zapanować, a raczej wskazówka przy szukaniu limitów przyczepności na bocznych drogach. Dołóżmy do tego sztywnie zestrojone zawieszenie i metaliczne brzmienie silnika, który kręci się nawet do 7500 obrotów/min, a otrzymamy samochód, z którego nie chce się wysiadać.

Obraz

W tym morzu pochwał jest jedna rzecz, która mi w tym aucie zupełnie nie pasuje. To automatyczna skrzynia, czyli opcja za którą trzeba dopłacić 6000 zł. Lepiej przeznaczcie te pieniądze na paliwo – przekładnia w trybie automatycznym pracuje wolno, potrafi szarpnąć, nie reaguje też dobrze na kickdown. Sytuację nieco polepsza zablokowanie jej w tryb manualny, bo wtedy nie wrzuci ona sama kolejnego przełożenia, lecz przyjemność z operowania łopatkami jest wątpliwa. Na każdym kroku czuć, że to auto było konstruowane jako lekkie coupe z manualem, a automat został po prostu dołożony do skończonego projektu.

Obraz

Ciesząc się jazdą i pokonując kolejne kilometry można nie zauważyć, że BRZ przeszedł też inne zmiany. W kabinie znalazł się system inforozrywki z ekranem dotykowym, na tablicy przyrządów pojawił się wyświetlacz, jest też kilka zmian z zewnątrz. To minimalne ulepszenia, które jednak sprawiają, że Subaru jest jeszcze lepsze niż dotychczas.

Obraz

Zapraszamy także na projectautomotive.pl oraz do śledzenia nas na Facebooku www.facebook.pl/projectautomotive.

Źródło artykułu:WP Autokult
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)