Kompaktowe wzmocnienie
Stellantis jest europejskim specjalistą od aut dostawczych. Udział w rynku tego koncernu, który auta użytkowe sprzedaje pod markami Citroën, Peugeot, Fiat, Opel i Vauxhall, wynosi 28,7 proc. Jednak prawdziwą dominację widać w przypadku kompaktowych vanów – tu jest to już 47,4 proc. Oznacza to, że blisko co drugie takie auto sprzedawane w Europie to Berlingo, Partner, Doblò lub Combo. Ponieważ koncern nie chce stracić swojej dominacji, a nawet ją wzmocnić, to w Hanowerze premierę miały nowe wersje wymienionych modeli.
Wizualnie wyróżniają je zmienione przody, ale ważniejsze jest to, co zmodyfikowano w środku. Zostało ono mocno przeprojektowane, a po prawej stronie znalazło się rozwiązanie nazwane Fexiseat. Po złożeniu siedzenia pasażera (które często pozostaje puste podczas codziennej pracy) można uzyskać dodatkowe 500 l przestrzeni przewozowej. Alternatywnie można na tym miejscu zamontować specjalny stolik Modutable. Jest na nim dodatkowy uchwyt na kubek i wysuwany pulpit, na którym można np. położyć komputer lub dokumenty i je podpisywać.
Nie tylko samochód
Stellantis Pro One (oddział odpowiedzialny za samochody użytkowe) szuka też nowych pól rozwoju. Koncern wie, że auto dostawcze to tylko jedna część równania. Drugą jest jak najwydajniejsze zarządzanie flotą i dlatego wprowadza usługę NEXT, która ma wspomagać właścicieli w jak najlepszym wykorzystaniu pojazdów. Jak zaznaczają przedstawiciele koncernu Stellantis – samochód użytkowy musi jeździć, żeby zarabiać i ich system ma pomóc w osiągnięciu jak największego (najlepiej 100-procentowego) wykorzystania pojazdów we flocie.
Pudełko na kołach
Europejski lider rynku LDV patrzy też w przyszłość, a ta będzie między innymi autonomiczna. Dlatego w Hanowerze Stellantis pokazał pojazd nazwany Box on Wheels. "Pudełko na kołach" to świetny opis tego, czym jest ten koncept. Tu chodzi o maksymalne wykorzystanie przestrzeni w samochodzie, który bez udziału kierowcy ma odpowiadać za lokalny transport – czy to w mieście, czy np. na lotnisku lub w fabryce.
DLA CIEBIEJedna noc. Jedno auto. Jeden prowadzący. Miasto po godzinach. After HOURS by Cupra
Co z dieslem i czy Chińczycy przejmą rynek?
BoW to jednak na razie tylko koncept i (choćby z powodu braku odpowiednich regulacji) raczej bardziej odległa przyszłość. Najbliższe lata przyniosą bardziej tradycyjne nowości. A będzie ich sporo, bo do 2030 r. Stellantis chce wprowadzić do sprzedaży aż 11 nowych lub odświeżonych modeli.
Wszystko wskazuje na to, że najbliższa przyszłość w dostawczej motoryzacji będzie powielała sprawdzone schematy. O to, co dalej z dieslem, a także o ekspansję chińskich producentów zapytaliśmy Lucę Marengo odpowiedzialnego w Stellantis Pro One za produkt.
– Rynek jest dziś w 10 proc. elektryczny, a w 90 proc. należy do diesla – mówi Luca Marengo. – Takie są fakty i to się nie zmieniło od zeszłego roku. Przed elektryfikacją znajdują się trzy lub cztery bariery. Jedną jest cena, inną sieć ładowarek. Kolejną barierą są możliwości samochodów wynikające z tego, że baterie dużo ważą. I wreszcie jest chęć konsumentów do sprostania tym zmianom.
– Pierwszą pokonaliśmy, zrównując ceny wersji elektrycznej i spalinowej – tłumaczy Marengo. – Ale nie tylko cena jest powodem odrzucania napędu elektrycznego, gdyż 85 proc. klientów wybiera diesla niezależnie od rosnących cen paliw. Nawet w takim kraju jak Norwegia, gdzie sprzedaje się niemal tylko auta w pełni elektryczne, to wśród samochodów użytkowych jest to tylko 50 proc. Najważniejsze dla wyboru napędu przez klienta jest to, jak sprawdzi się on w jego biznesie. Weźmy przykład Polski i polskich kierowców, którzy prowadzą transport na duże odległości – trudno sobie wyobrazić, aby przeszli w najbliższym czasie na napęd elektryczny.
– Dlatego dalej inwestujemy w silnik Diesla – podsumowuje przedstawiciel koncernu Stellantis. – Teraz budujemy wersję, która spełni normę Euro7.
Chińczycy w ostatnim czasie wręcz szturmują europejski rynek samochodów osobowych. Na targach w Hanowerze dało się odnieść wrażenie, że chcą to powtórzyć z samochodami użytkowymi. Jednak tutaj pojawia się jeszcze bardziej znacząca kwestia różnic rynkowych, a także tego, że klienci samochodów użytkowych potrzebują odpowiedniego zaplecza (choćby rozbudowanej sieci serwisowej).
– W przypadku samochodów użytkowych chińskie środowisko mocno różni się od europejskiego – stwierdza Marengo. – Tam inaczej korzystają z takich pojazdów, więc są one inne od europejskich. Inne jest też podejście do klienta. My mamy jego zaufanie i programy jak NEXT, który ma dać naszym klientom możliwość 100-procentowego wykorzystania samochodów. My nie zostawiamy klientów samych sobie.
Jak widać kocur Stellantis, mimo prezentacji konceptu Box on Wheels, nie spodziewa się w najbliższym czasie rewolucji na rynku aut użytkowych – czy to spowodowanej elektryfikacją, czy ekspansją chińskich producentów.