O planach Pałacu Prezydenckiego poinformował w czwartek szef gabinetu prezydenta Paweł Szefernaker. Zapowiedział, że propozycja trafi do Sejmu do końca tygodnia i ma służyć obniżeniu cen paliw. Jak przekazał, projekt funkcjonuje pod nazwą "PKN" – "Paliwo kosztuje normalnie".
W projekcie mają znaleźć się trzy kluczowe rozwiązania: pełne zwolnienie sprzedaży paliw na stacjach z podatku od sprzedaży detalicznej, ustawowe ograniczenie marż koncernów paliwowych oraz przywrócenie możliwości elastycznego obniżania stawek akcyzy na paliwo przez ministra finansów.
DLA CIEBIEJedna noc. Jedno auto. Jeden prowadzący. Miasto po godzinach. After HOURS by Cupra
Równolegle Sejm zajmuje się w tym tygodniu rządowym projektem dotyczącym podatku od nadzwyczajnych zysków ze zbycia paliw ciekłych osiągniętych w okresie od marca do grudnia 2026 r. Założenia przewidują wpływy budżetowe z tej daniny na poziomie 4 mld zł.
Minister w Kancelarii Prezydenta Karol Rabenda wyjaśniał podczas konferencji, że propozycja prezydenta zakłada zamrożenie marż koncernów paliwowych w drodze rozporządzenia ministra energii. Marże miałyby kwotowo odpowiadać – jak to ujął – "marży uczciwej", co w założeniu ma wyeliminować nadzwyczajny składnik obecny dziś w cenach paliw. Według pomysłodawców taki mechanizm mógłby obniżyć cenę litra o 1,7–2,6 zł.
Rabenda wskazywał, że obecnie marża w realiach rynkowych wynosi ok. 2,30–2,50 zł na litrze, a po jej zamrożeniu na poziomie "kilkudziesięciu groszy" – zależnie od analiz Ministerstwa Energii – ceny na stacjach miałyby spaść natychmiast. Podkreślał też, że projekt łączy zamrożenie marż z "tarczą podatkową": zwolnieniem z podatku detalicznego oraz przywróceniem elastyczności w zakresie akcyzy.
W ocenie Rabendy budżet państwa nie miałby na tych rozwiązaniach stracić, ponieważ nie pojawiłyby się dodatkowe wpływy wynikające z wysokich cen paliw – wpływy, które nie były uwzględniane w planach budżetowych. Zaznaczył też, że projekt ma uniemożliwić – jak to ujął – osiągnięcie przez rząd dodatkowych 10 mld zł z powodu wysokich cen paliw oraz uzyskanie przez Orlen nadzwyczajnych zysków rzędu 17–20 mld zł.
Doradca prezydenta Leszek Skiba doprecyzował, że wskazywane 10 mld zł to – według tej argumentacji – większe wpływy z VAT, które mają wynikać zarówno ze wzrostu ceny ropy, jak i z podwyższonej marży Orlenu. Skiba tłumaczył, że porównanie poziomów z przełomu roku i obecnych pokazuje wyższą cenę ropy, a to przekłada się na wyższy VAT. Drugim czynnikiem ma być – jak wskazywał – silny wzrost marży Orlenu w ostatnich miesiącach, od której również naliczany jest VAT.
Spór o ceny paliw: rząd stawia na podatek, prezydent na limity marż
Skiba ocenił, że rządowy pakiet CPN kosztował dotąd ok. 4,8 mld zł, a jednocześnie – według jego wyliczeń – budżet nadal ma dysponować nadwyżką ok. 5 mld zł wynikającą z wyższych wpływów z VAT ze sprzedaży paliw.
Paweł Szefernaker odniósł się również do zapowiedzi premiera Donalda Tuska, który stwierdził, że program "CPN" ("Ceny Paliw Niżej") mógłby wrócić, jeśli prezydent podpisze ustawę o podatku od nadmiarowych zysków koncernów paliwowych. Szef gabinetu prezydenta podsumował, że premier chce obniżać ceny poprzez wprowadzenie nowego podatku.
We wtorek premier zapowiedział ponowne skierowanie do Sejmu projektu dotyczącego podatku od nadzwyczajnych zysków, z innymi terminami obowiązywania. Ostrzegał przy tym, że ceny paliw mogą wkrótce osiągnąć rekordowe poziomy i apelował bezpośrednio do Karola Nawrockiego o podpis pod ustawą. Donald Tusk wiązał ryzyko wzrostu cen m.in. z wojną na Bliskim Wschodzie, wojną wytoczoną przez Rosję oraz – jak mówił – blokadą ze strony prezydenta, dodając, że to nie obywatele powinni ponosić koszt kryzysu paliwowego.
Pod koniec lipca prezydent Karol Nawrocki skierował do Trybunału Konstytucyjnego – w ramach kontroli prewencyjnej – ustawę o podatku od nadzwyczajnych zysków osiągniętych w okresie od marca do grudnia 2026 r. ze zbycia paliw ciekłych. W uzasadnieniu wskazywał m.in. na wątpliwości dotyczące działania przepisów wstecz.