Sprzedawali tylko przez rok. Przycisk zamiast zimowych opon
Amerykańska motoryzacja w latach 60. była dość szalona. I nie chodzi tylko o kształt nadwozia. Chevrolet postawił na nietypowe rozwiązanie - zamiast tradycyjnych opon zimowych czy łańcuchów, wprowadził produkt znany jako łańcuchy do opon w płynie.
Czasy gospodarczej prosperity i taniego paliwa były w USA okresem, gdy motoryzacja rozwijała się bujnie niczym roślinność w amazońskiej dżungli. Producenci prześcigali się nie tylko w pojemności silników czy fantazyjności detali karoserii, ale też w rozwiązaniach, które postęp technologiczny łączyły z niczym nieskrępowaną fantazją inżynierów.
W tamtych latach, dzięki niezwykłej pomysłowości producentów, samochody mogły być wyposażone w zaskakujące urządzenia. W katalogach modeli jako dodatkowe wyposażenie można było spotkać odtwarzacze płyt winylowych, ekspresy do kawy, a nawet mechanizm do przełączania stacji radiowych obsługiwany stopą.
Chevrolet nie ustępował innym firmom. W 1969 roku wypuścił na rynek V75 Liquid Tire Chain - innowacyjne łańcuchy do opon w płynie. Użytkownik mógł jednym przyciskiem spryskać opony polimerowym preparatem z aluminiowej puszki, która ukryta była pod karoserią na wysokości błotników. W założeniu w ten sposób kierowca mógł znacznie poprawić przyczepność pojazdu na śniegu bez wychodzenia z samochodu.
Elektryczna Toyota Hilux. Tak, ma to sens
Dodatek był dostępny dla szerokiej gamy modeli Chevroleta, z wyłączeniem kombi i El Camino, choć oferowano go tylko przez rok. Chociaż kosztował 22 dolary, co dzisiaj odpowiada około 150 dolarom, znalazł 2600 nabywców, w tym 188 właścicieli Chevroleta Camaro, który słynął z problemów z przyczepnością tylnej osi. Nawet na suchym asfalcie.
Zaskakująco, polimer w sprayu wciąż można znaleźć na rynku. Już za 15 złotych można nabyć spray, który zapewni dodatkową trakcję. Niemniej jednak, lepiej postawić na wypróbowane opony zimowe i zdrowy rozsądek podczas jazdy. To chyba jednak nie przypadek, że kierowcy ich masowo nie używają.