209 km/h na ograniczeniu do 60 km/h - to niechlubny rekord ubiegłorocznej majówki. Kierowca Forda Mondeo mimo ewidentnego dowodu wykroczenia w postaci zdjęcia z fotoradaru w terenie zabudowanym nie zamierzał jednak przyznać się do winy. W odpowiedzi na wezwanie poinformował, iż nie wie, kto prowadził samochód. 31-latek został więc wezwany na przesłuchanie.
Gdy zjawił się na posterunku, Inspektorzy Transportu Drogowego nie mieli już wątpliwości, że to właśnie on kierował pojazdem. Mężczyzna wyraził skruchę i przyznał się do winy, choć najwyraźniej za późno. ITD uznało wykroczenie za skrajnie rażące i mimo wszystko skierowało sprawę do sądu, co jak nietrudno się domyśleć, nie okazało się zbyt korzystne dla szybkiego kierowcy.
Sąd uznał, że zachowanie 31-latka było skrajnie nieodpowiedzialne, a początkowe uchylanie się od odpowiedzialności nie stawiało go w dobrym świetle, co przełożyło się na dotkliwy wyrok, który zapadł w styczniu 2020 roku.
Zamiast 500 zł mandatu, kierowca musi teraz zapłacić 4000 zł kary oraz 470 zł koszów sądowych. Straci też prawo jazdy na okres 3 miesięcy, a na jego konto trafi 10 punktów karnych.