Formula Jedi
Gdy myślę o tym bolidzie, to albo brakuje mi słów, albo mógłbym rozpisać się na tyle, że nikt nie chciałby tego nawet zacząć czytać. Skoro jest to garaż marzeń, załóżmy że jest też w wymarzonym miejscu. W miejscu, gdzie są ogólnodostępne tory wyścigowe, gdzie można wybrać się szalonym bolidem bez homologacji drogowej w sobotę na popołudniowy relaks. Relaks w iście petrolheadowym stylu.
Wybrałem ten bolid, a nie coś większego i bardziej wyrafinowanego, bo nim jeździłem i wrażenia z tej jazdy zapamiętam do końca życia. Uczucie przyspieszenia w Gallardo to jeszcze nic w porównaniu z tym, co się dzieje, gdy przyciśnie się gaz do oporu w takim bolidzie. Takich emocji nie daje też Caterham i podobne konstrukcje. Kto nie przyspieszał w pozycji półleżącej do 100 km/h w ciągu 3 s, przy swędzie spalonych slicków na dohamowaniu przed poprzednim zakrętem, ten nie wie, co to znaczy motoryzacyjna ekstaza.
Alfa Romeo Brera
Bezapelacyjnie jedno z najpiękniejszych aut w historii motoryzacji. Według mnie chyba najpiękniejsze. Jak wiemy, niestety jego produkcja już się zakończyła. Najwyraźniej też Alfa Romeo nie zamierza już kontynuować linii stylistycznej Brery i 159. Ogromna szkoda, bo potrójne przednie reflektory mogłyby na zawsze pozostać znakiem rozpoznawczym tej marki.
Moja wymarzona Brera miałaby czarny lakier, beżowe wnętrze i silnik 1,75 l z turbosprężarką. Zresztą po co jeździć nią szybko? Lepiej się powoli toczyć i liczyć spojrzenia przechodniów. Tyle że do tego mógłby się przydać licznik jak w reklamie AXE, bo kto by się za Brerą nie obejrzał? To też chyba najbardziej racjonalne auto w moim zestawieniu, także z powodu ceny. Dlatego zaraz po Alfie jest kolejna propozycja, czyli…
Lamborghini Gallardo Spyder
Gallardo, w skrócie - genialny silnik, świetny napęd i niezawodność. To superauto do jazdy na co dzień. Są samochody, którymi bałbym się podróżować w wielkomiejskim zgiełku. W Gallardo nie ma z tym problemu. Kiedy trzeba będzie pojechać spokojnie, będzie potulne jak baranek. Po przyciśnięciu prawej stopy do deski katapultuje do przodu.
Wszystko to przy niezwykłej precyzji prowadzenia i genialnej trakcji dzięki napędowi na wszystkie koła. Nie należy zapominać też o muzyce zapewnianej przez pracę silnika w układzie V10. A poza tym nie mieć żadnego Lamborghini w garażu marzeń? Byłoby to duże niedopatrzenie.
Ferrari FF
Niektórzy nie przetrawili tego, że w Maranello powstało takie auto. Ja zaliczam się do obozu jego fanów. Ma napęd na cztery koła, który faworyzuje tył, jest też miejsce dla czterech osób i bagażnik. Teoretycznie można uznać to auto za (prawie) rodzinne.
Ferrari na wakacje? Teraz to nie problem. A do tego wygląda obłędnie. Nadwozie shooting brake było strzałem w dziesiątkę i w zasadzie FF nie ma konkurencji. Jeśli chcesz mieć takie auto, to nie znajdziesz alternatywy o podobnych osiągach u żadnego innego producenta. Ja i tak nie próbowałbym szukać.
Ferrari F40
Legendarne Ferrari. Tak naprawdę nie wiem, czy muszę uzasadniać ten wybór. Wszystko w tym aucie jest idealne i genialne. Stylistyka, silnik, cała konstrukcja, właściwości jezdne - motoryzacyjny ideał. Plakaty z F40 wisiały w tysiącach pokoi młodych fanów motoryzacji w końcu lat 80. i na początku 90., bo o F40 marzył wtedy każdy.
Dziś dalej marzę o nim ja i wielu innych, dla których żadne inne Ferrari nawet nie dorosło F40 do pięt. Enzo? To świetne superauto, którego brzmienie i wygląd robią wrażenie. Gdybym jednak miał wybierać między Enzo a F40, na pewno postawiłbym na to drugie.
BMW M5
Czas na samochód „normalny”, czyli dużego sedana. Dla mnie wyborem oczywistym jest BMW serii 5, a dokładnie magiczna wersja M, która może być na życzenie zarówno wygodną limuzyną, jak i poskramiaczem supersamochodów. Podoba mi się niepozorność i anonimowość w M5.
Gdyby nie znaczek i widoczne końcówki układu wydechowego, można by powiedzieć, że to zwykła 5er. Tymczasem to istny demon prędkości, którym można zabrać się także w długą podróż z kompletem pasażerów. Nie wyznaję zasady, że nowsze jest wrogiem nowego, więc w moim garażu marzeń chętnie przywitałbym M5 generacji F10.
Range Rover
W garażu przydałoby się też mieć auto, które wszędzie dojedzie i zrobi to z kompletem pasażerów, załadowanym bagażnikiem i w dalszym ciągu szybko. Range wydaje się idealny. Podobnie jak 911 nie porzuca swoich pierwotnych kształtów, ale jednocześnie jest nowoczesny.
Za każdym razem, gdy widzę go na drodze, a zdarza się to coraz częściej, automatycznie wzbudza moją sympatię do osoby siedzącej za kółkiem. Wybór Range Rovera nie jest powielaniem schematu, to pewien rodzaj oryginalności, ale racjonalnej oryginalności w dobrym stylu. Chętnie w tym miejscu umieściłbym rewelacyjnego Range Rovera Evoque, ale ze względu na jego mniejszą uniwersalność w zestawieniu zostaje "zwykły" Range.
Porsche 911
Jeszcze niedawno w tym miejscu znalazłoby się Porsche 911 oznaczone numerem 997 lub 993. Ale po premierze 991 to ta odmiana jest bezapelacyjnie najładniejsza i - co na razie tylko słyszymy - najlepsza. Co prawda nie było jeszcze okazji zobaczyć jej na żywo, ale zdjęcia w zupełności mi wystarczają.
Z obecnej gamy, bazującej jeszcze na wersji 997, wybrałbym GTS, bo jest to idealny kompromis między Carrerą S a szaloną GT3. Mam nadzieję, że ta wersja z numerem 991 będzie jeszcze lepsza. Dlaczego w ogóle zdecydowałem się na Porsche 911? Głównie z powodu niepowtarzalnej stylistyki i tego, że nie zmienia się gwałtownie, tylko ewoluuje. W tym tkwi siła tego samochodu. Narzekanie, że kolejne generacje (prawie) niczym się od siebie nie różnią, jest w zasadzie pochwałą dla projektantów i konstruktorów tego auta. Porsche od wielu lat tworzy bezapelacyjnie jeden z najpiękniejszych samochodów w historii motoryzacji, mający bardzo ważną cechę – ponadczasowość.
Chevrolet Camaro
Bardzo się ucieszyłem, kiedy w ślad za Fordem poszedł Dodge z odrodzonym Challengerem i Chevrolet ze swoim Camaro. Mimo że z tamtych lat wybrałem konstrukcję Dodge’a, to z nowożytnych najbardziej przemawia do mnie Camaro. Po prostu ma to coś. Ale gdybym w Top 10 mógł zmieścić 12 aut, na pewno znalazłyby się tu także nowy Challenger i Mustang.
Tymczasem Camaro SS jest moim racjonalnym samochodem marzeń. Czemu nie ZL1? Po pierwsze, mniej osiągalne, po drugie - ponad 400 KM też w zupełności wystarczy. Poza tym SS jest od ZL1 po prostu ładniejsze. Camaro bez wątpienia przyciąga spojrzenia na ulicach, a w kolorze żółtym jest równie często pokazywane palcami jak podobnie polakierowane Lamborghini Gallardo. Nie oszukujmy się: gdy kupujemy takie auto, zależy nam także na tym, aby ludzie się za nim oglądali.
Dodge Challenger
Uwielbiam pony cars, a klasyczny Challenger to moim zdaniem najlepszy ich przedstawiciel. Przód auta pochodzi z jednego z projektów Chargera, który odłożono na półkę. Na szczęście nie zapomniano o nim i użyto w krewnym modelu. Klasycznego Challengera produkowano od 1970 do 1974 roku.
Jego kariera była krótka ze względu na rozpoczynający się kryzys paliwowy w USA, ale nie przeszkodziło mu to stać się jedną z największych legend motoryzacji. Szczególnie jeśli wspomnimy o przygotowanej przez Dodge'a wersji R/T (Road/Track) o mocy 425 KM osiąganych z silnika V8 o pojemności niecałych 7 l. Nic nie zastąpi dźwięku takiego motoru. Nic też nie zastąpiłoby leniwej przejażdżki takim autem, która z pewnością naładowałaby wewnętrzne baterie pozytywną energią.