Gadżet z PRL wraca do łask jako odpowiedź na nowe metody złodziei
Metoda "na walizkę" jest często wykorzystywana przy kradzieżach nowych aut. Jak się przed nią obronić? Skuteczne mogą okazać się wyjątkowo proste rozwiązania.
Metoda kradzieży "na walizkę" stanowi duże zagrożenie dla samochodów wyposażonych w system bezkluczykowego dostępu. Utrudnienie życia złodziejom może być zaskakująco proste. Mowa o starym, dobrze znanym gadżecie z czasów PRL-u.
Złodzieje używają "walizki", aby w ciągu kilku sekund przechwycić sygnał z kluczyka i otworzyć auto. Badania ADAC wykazały, że niewiele samochodów potrafi oprzeć się tej technice. W odpowiedzi na to, można zastosować kilka metod ochrony. Mowa tutaj o pokrowcach tłumiących sygnał, owinięciu kluczyka folią czy ukryciu go w metalowym pojemniku. Coraz więcej osób sięga jednak po dobrze znane blokady na kierownice, które zyskują na popularności.
Choć takie zabezpieczenie może się wydawać nieco przestarzałe, blokada na kierownicę skutecznie odstrasza złodziei. Elektronika dominująca we współczesnych pojazdach nie jest kompatybilna z fizycznymi zabezpieczeniami, które wymagają więcej czasu i sprzętu na ich usunięcie.
Blokady na pedały czy dźwignię zmiany biegów również mogą się okazać pomocne, przynajmniej częściowo zniechęcając potencjalnych złodziei do dalszych prób. Wyzwaniem dla przestępców jest tutaj przede wszystkim konieczność użycia siły i potrzeba czasu, co zwiększa ryzyko wykrycia.
Podstawową wadą takich gadżetów jest nieco archaiczny wygląd, który kontrastuje z nowoczesnymi, luksusowymi autami. Tego typu zabezpieczenia wymagają również dodatkowego czasu na montaż i demontaż, co może być nieco irytujące dla właściciela. Niemniej jednak są tanie - kosztują od 100 do 300 zł, a mogą okazać się naprawdę skuteczne w odstraszaniu amatorów cudzej własności.