W annałach amerykańskiej motoryzacji możemy wskazać wiele legendarnych samochodów. Jeśli jednak mielibyśmy wskazać świętą trójcę pony carów, wybór jest dość prosty: Ford Mustang, Chevrolet Camaro oraz Dodge Challenger.
Ostatni wspomniany model na rynku zadebiutował w 1969 r. i produkowany był przez 14 lat. Potem jednak powrócił w glorii i chwale w 2008 r. i ponownie zachwycał fanów myśli technicznej zza Wielkiej Wody. Przez te łącznie kilkadziesiąt lat Challenger stał się jednym z symboli i towarem eksportowym Dodge'a.
Wiadomość o zakończeniu produkcji trzeciej generacji modelu wraz z końcem 2023 r. zasmuciła wielu fanów, lecz ci mogli się jeszcze łudzić, że samochód ten zaliczy po prostu kolejną przerwę i ponownie będzie cieszyć swoich wielbicieli. Amerykański producent jednak postanowił rozwiać marzenia.
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
Bullitt 50 lat później: współczesne wersje Forda i Dodge'a w pościgu
W odpowiedzi na pytanie serwisu Motor1 rzecznik Dodge'a potwierdził, że "na ten moment marka nie ma żadnych planów dotyczących modelu Challenger". Ktoś mógłby teraz wysnuć pytanie: dlaczego więc nie stworzyć nowego auta, które mogłoby z sukcesem zastąpić udanego Challengera? Cóż, okazuje się, że Dodge już to zrobił.
Technicznie rzecz ujmując zastępstwem dla kultowego pony cara w gamie modelowej producenta jest zaprezentowany w marcu 2024 roku Charger Daytona — elektryczny konkurent Dodge'a, który w świecie motoryzacji wywołał ogromne zamieszanie i naprawdę gorącą dyskusję.
Zamiast Chargera i Challengera mamy więc dwa Chargery — z pewnością nie wszyscy będą z tego zadowoleni. Kto jednak wie, może za ćwierć wieku Dodge ponownie przypomni sobie o nazwie Challenger i ponownie wprowadzi ją na rynek? Wyrwa pomiędzy zakończeniem produkcji drugiej a premierą trzeciej generacji modelu liczyła sobie przecież aż 25 lat.