Już teraz można powiedzieć, że ten samochód to strzał w dziesiątkę. Jak bowiem inaczej określić fakt, że wszystkie 1955 egzemplarze z inauguracyjnej serii (liczba stanowi nawiązanie do roku założenia marki) zostały zarezerwowane w przeciągu kilku dni? Teraz auto szykowane jest do produkcji seryjnej, która według planów ma wynosić 6000 sztuk na rok. Francuzi dobrze wiedzą, jak istotne jest odnoszenie się do historii, szczególnie tej pisanej złotymi zgłoskami. Dlatego najnowsze Alpine nosi oznaczenie A110 - takie samo, jak najbardziej znany model firmy, wytwarzany w latach 1962-1977. Jego rajdowa wersja ma na swoim koncie m.in. tryumfy w Rajdzie Monte Carlo oraz zwycięstwo w klasyfikacji generalnej rajdowych mistrzostw świata. Kluczem do sukcesów tego opartego o technikę Renault 8 samochodu nie był silnik o ogromnej mocy, ale niska masa. Niewielkie rozmiary, lekka konstrukcja oraz nadwozie z włókna szklanego sprawiały, że umieszczona za tylną osią jednostka napędowa bez trudu radziła sobie z napędzaniem auta. No i ten design! Bez najmniejszych wątpliwości klasyczne A110 to wizytówka Alpine. Nie dziwne więc, że teraz, po wskrzeszeniu, marka odwołuje się właśnie do tego modelu. I trzeba przyznać, że robi to w bardzo udany sposób. Już na pierwszy rzut oka widać, gdzie styliści nowego Alpine A110 szukali inspiracji. Ułożenie przednich świateł, przetłoczenia z przodu i na bokach nadwozia, charakterystycznie wygięta tylna szyba - wszystko to nie pozostawia wątpliwości, że wzorem był ceniony przodek. Nawiązanie do przeszłości wyszło Francuzom wyjątkowo dobrze. Bez względu na to, z której strony patrzymy samochód prezentuje się naprawdę świetnie. Jego nadwozie mierzy 418 cm długości, a więc niemal dokładnie wpisuje się pomiędzy Alfę Romeo 4C a Porsche 718 Cayman. Jednym z priorytetów podczas projektowania nowego A110 była jak najniższa masa (kolejne nawiązanie do historii), dlatego zarówno do budowy podwozia, jak i karoserii wykorzystano aluminium. Odstępstwem od modelu sprzed lat jest natomiast umiejscowienie silnika. We współczesnej interpretacji najsłynniejszego Alpine został on bowiem umieszczony centralnie. Ta 1.8-litrowa, czterocylindrowa, turbodoładowana jednostka generuje 252 KM. Może się wydawać, że jak na tego typu samochód to niedużo. Wszak każdy szanujący się współczesny hot-hatch jest mocniejszy. Tyle tylko, że żaden nie waży 1103 kg i nie może się pochwalić rozkładem mas 44 (przód) / 56 (tył). Dlatego też w kwestii osiągów Alpine nie zawodzi. Do 100 km/h przyspiesza w 4.5 sekundy, a jego maksymalna prędkość wynosi 250 km/h. Napęd przenoszony jest na tylne koła za pośrednictwem 7-biegowej dwusprzęgłowej skrzyni DCT, w której przełożenia można zmieniać także za pośrednictwem łopatek pod kierownicą. Kierowca ma do wyboru jedno z trzech ustawień samochodu: Normal, Sport lub Track. W każdym z nich zmianie ulegają m.in. reakcja przepustnicy, siła wspomagania układu kierowniczego, szybkość zmiany biegów, ingerencja systemu ESP oraz dźwięk wydobywający się z wydechu. Niezależnie od tego, który tryb wybierzemy stała pozostaje charakterystyka zawieszenia. Nikt jednak nie powinien narzekać, ponieważ inżynierowie dołożyli wszelkich starań, aby nowe A110 nie tylko prowadziło się sportowo, ale jednocześnie zapewniało dobry (oczywiście, jak na rodzaj auta) komfort jazdy. Pod tym względem zdecydowanie bliżej mu do Porsche 718 Cayman, niż do Alfy Romeo 4C.