Co można zbudować na Volkswagenie Amaroku? Glamping!
Może i Europa nie jest najważniejszym rynkiem dla segmentu pick-upów, ale rywalizacja o klienta jest zaciekła. Volkswagen najwyraźniej zaczyna czuć na plecach oddech konkurencji, bo wprowadził do sprzedaży nową wersję i pakiet interesujących dodatków.
Z jednej strony pożegnaliśmy Nissana Navarę czy Mitsubishi L200, z drugiej mamy dominację Forda Rangera (wraz z ekstremalną wersją Raptor), nową generację Toyoty Hilux oraz napływ chińskich pick-upów z dwulitrowymi silnikami. I tak pod koniec 2025 r. tylko w ciągu miesiąca Maxus zdobył 250 rezerwacji na model T60. Czyli jakieś zapotrzebowanie na auta z paką jest.
Volkswagen jest w trochę niecodziennej sytuacji. Niby Amaroka zna każdy, ale to nie do końca autorska propozycja Volkswagena, a mocno "zniemczony" Ford Ranger. Wystarczy wskoczyć za kółko, by dostrzec fordowskie oprogramowanie, przełączniki i fonty w multimediach.
Z drugiej jednak strony to interesująca platforma, wykorzystująca trzylitrowy silnik Diesla V6 opracowany w ramach współpracy Forda z Jaguarem-Land Roverem. Generuje 240 KM i aż 600 Nm.
Żeby nieco rozwinąć ofertę, Volkswagen zdecydował się na wprowadzenie – obok uterenowionej Pan-Americany i eleganckiej (jak na woła roboczego) Aventury – odmianę Dark Label. Nietrudno się domyślić co to oznacza: ciemny lakier, przyciemnione szyby, czarny pałąk czy chociażby 20-calowe felgi. W środku znajdziemy przyjemną w dotyku tapicerkę z alcantary, ale i czujnie obserwującą nas kamerę, czekającą tylko na pierwsze ziewnięcie, aby nas upomnieć (jest to niestety już wymagane w każdym nowym aucie).
Centrala marki Volkswagen Dostawcze chce jednak iść o krok dalej. Dlatego też przygotowano pakiet dodatków firmy Seikel, dostępnych też u dealera (niemieckiego, ale zawsze). Autem wyposażonym w akcesoria za ponad 10 tys. euro (około 42 tys. zł) ruszam więc do marokańskiego miasteczka Chefchaouen.
Jest ono znane z tego, że jest… niebieskie. Medina przyciąga turystów, którzy chcą sfotografować na Instagrama najbardziej niebieską ulicę Afryki, a i może świata. Miasto pełne jest też niemniej fotogenicznych bezpańskich kotów i psów, które to mimo wszystko są pod opieką lokalnej społeczności.
Przeczytaj więcej o Chefchaouen poniżej:
Wróćmy jednak do naszego głównego. bohatera. Pakiet firmy Seikel składa się z trzech płyt pod podwoziem (aluminiowych, o grubości 5 mm), delikatnego, bo 25-milimetrowego podniesienia zawieszenia, kompletu terenowych opon oraz wąskich progów. Jadąc w kolumnie po piaszczystych drogach dodałbym do tego snorkel, bo jednym dniu jazdy filtr powietrza wymagał przynajmniej przedmuchania – a tak mógłby sięgać po powietrze powyżej chmury pyłu.
Moim celem są pobliskie góry Rif, popularne na jednodniowe wycieczki po szlakach. Dojazd do Chefchaouen utwardzonymi drogami wskazuje, że Touareg w takim środowisku może nie do końca się męczy, ale to nie jest jego idealne pole do działania. Dziesięciobiegowa skrzynia i silnik Diesla nie są nastawione na gwałtowne przyspieszanie, terenowe opony szumią, a resory piórowe sprawiają, że autem jeździ się jak wozem drabiniastym.
Te wady znikają oczywiście, gdy zjedziecie z asfaltu. Tu zaczyna się zabawa: można wciskać gaz bez obaw o zawieszenie, choć trzeba przyznać, że nie jest to Raptor na "zawiasie" Foxa. Standardowy kąt natarcia to 30 stopni, zejścia: 26 stopni – czyli odrobinkę lepiej niż w nowym Hiluxie. A ja jeszcze mam podniesione zawieszenie!
I nawet jeśli jesteście offroadowymi laikami, nie ma się czego obawiać – sięgacie do tunelu środkowego i macie spięte mosty. Możecie też puścić napęd przez reduktor, ale pomykając po górach w ogóle nie było to konieczne. Nawet jeśli nie wciśniecie hamulca przy zjeździe z góry, auto i tak utrzyma wybraną prędkość (np. 4 km/h) automatycznie, samemu dobierając, które koła muszą być zatrzymane. Potrzebne w całkowitej dziczy? Nie do końca. Wygodne? Jak diabli. W przeciwieństwie do klimatyzacji na ekranie dotykowym, w który trudno trafić gdy autem buja na lewo i prawo.
Jeśli bardzo się uprzecie (a raczej pozwoli wam na to konto bankowe), Amaroka można też przerobić na całkiem wygodne gniazdko. W zależności od specyfikacji i dodatków, namiot można zamontować na pace lub na dachu. W tym drugim przypadku na pace zmieścimy zbiornik z wodą (40 l), wysuwaną kuchnię z dwoma palnikami, plus miejsce na potężny powerbank oraz trapy. Zresztą, zobaczcie to sami na poniższym filmie.
Volkswagen Amarok z namiotem i kuchenką. Jak to jest zapakowane?
Sam Volkswagen podkreśla, że Amarok to "marka premium w segmencie użytkowo-rekreacyjnych pick-upów". Samo użycie słowa premium już pozwala na kreatywne podejście do cen – najtańszy Amarok Style to 235 tys. zł bez VAT-u. Topowa Aventura to już 271 tys. zł netto.
Chińskie marki nie mają takiej sieci serwisowej, rozpoznawalności, ale z kolei mieszczą się w niskiej akcyzie i poniżej 200 tys. zł. Cennik nowej Toyoty Hilux (choć ze słabszym silnikiem) kończy się na 220 tys. zł bez VAT-u. A jeszcze mamy Rangera, który na razie jest mocno rabatowany. Co więcej, oferowany jest z napędem plug-in i to ta wersja może doczekać się jeszcze silniejszych promocji.