Z pewnością każdy z Was stanął w obliczu sytuacji gdzie nie zostały spełnione pewne obrane przez siebie oczekiwania. Coś jak uścisk dłoni prezesa w podziękowaniu za przepracowane nadgodziny, jak wręczenie po cukierku na weselu zamiast ogromnego tortu, jak herbata i miła pogawędka z prostytutką. Niestety przytrafiło się to również tym razem mi. Niestety, a może i nawet "stety", ponieważ na warszawskim lotnisku zamiast nowego Focusa ze stajni Forda czekał na mnie samochód, o którym nigdy wcześniej bym nie pomyślał. Gdy osoba zdająca mi auto powiedziała, że Focus na daną chwilę nie jest dostępny i że dostanę auto z podobnego segmentu ogarnął mnie delikatny strach. Polska-kraj niedomówień, gdzie pojazd podobny do rzeczonej drezyny może okazać się być Jelczem, Trabantem bądź nawet rowerem. Szczerze, nawet sięgając w najbardziej odległą przyszłość nie przypuszczałem, że będę kiedykolwiek miał okazję siedzieć za kółkiem Citroëna C-Elysee.