Opinia: Ford ma plan na siebie. Taki średni powiedziałbym

Ford najwyraźniej poważnie odczuł niezbyt ciekawą sytuację rynkową w Europie, więc postanowił zmienić priorytety działalności. Chce inwestować w to, w czym jest dobry. Na jednym rynku to zaleta, na innym – rozminięcie się z klientami.

Ford Ranger SuperdutyFord Ranger Superduty
Źródło zdjęć: © WP Autokult
Mateusz Lubczański

Nie były to łatwe lata. Kto jeszcze pamięta ambicje wejścia do klasy premium z modelami Vignale? Problemy z produkcją Mondeo, później jego całkowite skasowanie? Nawet taka marka jak Fiesta nie mogła uciec spod korporacyjnego Excela. A później już było łatwo: pandemia, wojna, chińskie auta. Idealny sztorm dla korporacyjnego statku.

Zawsze jednak kibicowałem marce, bo nie dość, że auta doskonale się prowadziły, to (mimo amerykańskiego rodowodu Forda) były mocno zakorzenione w Europie. Do dziś pamiętam wrażenie, pod jakim byłem, gdy wysiadałem po pierwszej przejażdżce Fiestą ST. Wówczas to auto kosztowało ok. 70 tys. zł. To se ne vrati.

Wideo: pierwsza jazda Toyotą bZ4X Touring – ta lepsza wersja

Ford więc dokonał najwyraźniej analizy SWOT i jej wyniki przedstawił mi podczas konferencji w Salzburgu. Najważniejszy wniosek to: "jesteśmy silni w rodzinie aut dostawczych (pod nazwą Pro) i tutaj będziemy poświęcać swoją uwagę". Nie tylko chodzi o wszelkie Transity czy świetnie sprzedające się pick-upy Rangery (służą nawet u nas w wojsku), ale i działalność dot. monitorowania floty, oprogramowania, współpracy bezpośrednio z małymi i średnimi firmami, gdzie bus, który nie jeździ, nie zarabia na siebie.

Do tego do oferty dojdzie Ranger Superduty, czyli ten od naprawdę ciężkiej pracy. Pod maską będzie miał diesla V6, weźmie na pakę prawie dwie tony i pociągnie przyczepę mającą nawet 4,5 t. Tutaj firma celuje w energetykę, kopalnie, leśnictwo i wszędzie tam, gdzie trzeba mieć specjalistyczne narzędzie. To rozumiem.

Trzylitrowy Diesel pod maską Rangera
Trzylitrowy Diesel pod maską Rangera © WP Autokult | Mateusz Lubczański

Przejdźmy jednak do samochodów osobowych. Puma sprzedaje się świetnie, więc tego modelu – mówiąc w skrócie – nikt nie ruszy. Lecz ze sceny w Salzburgu płynęły słowa dotyczące tego, jak duże doświadczenie w sporcie ma Ford i jak bardzo chce to przenieść na europejskie drogi: te wąskie, niedoskonałe, dziurawe oraz pozwalające, przynajmniej w Niemczech, naprawdę "pocisnąć". Auto ma dawać przyjemność z jazdy.

– Koniec z tosterami na kołach – powiedział dyrektor europejskiej części Forda Jim Baumbick.

Po czym zapowiedział nadchodzące nowości: elektryczne auto klasy B, małego elektrycznego SUV-a, dwa (prawdopodobnie) hybrydowe crossovery mocno czerpiące ze świata rajdów. Dojdzie też coś z rodziny Bronco, co ma rozruszać fabrykę w Walencji.

Pominę oczywiste złośliwości, ale ktoś zamknięty w korporacyjnym światku prawdopodobnie nie zauważył, że europejski rynek to auta tanie: spalinowe/hybrydowe Dacie, Renault Clio, Peugeot 208 czy może nieco mniej przystępny, ale dalej w zasięgu ręki przeciętnego Europejczyka Volkswagen T-Roc. I zapewniam was, że osoby kupujące takie auta nie interesują się, jak one jeżdżą "na winklach". Zresztą, zapytajcie nowych właścicieli chińskich modeli – które są dobre, bo są tanie.

Nadchodzące modele Forda
Nadchodzące modele Forda © WP Autokult | Ford media

Ford doskonale wie, że na małych autach zarabia się mało, stąd też ze sceny podkreślano rolę synergii z innymi markami – nie tylko z Volkswagenem, któremu "oddano" Transita pod Transportera, by zyskać elektryczne SUV-y rodziny .ID pod Explorera i Capri. Ford podjął też współpracę z Renault i tam szukałbym właśnie partnera dla małych, elektrycznych aut.

Spełnia się więc wizja zmarłego już szefa koncernu Fiata-Chryslera Sergia Marchionne, który stwierdził, że branża będzie składała się z sześciu-siedmiu korporacji, które będą w stanie dzielić się technologiami, by pozostać na rynku. Renault przecież wymienia się rozwiązaniami z Nissanem, a też czasem coś skapnie do Mitsubishi. Francuzi pracują też z Chińczykami nad silnikami z serii Horse, które trafią do Lotusów, które oryginalnie korzystały z silników Toyoty. I tak to się kręci.

Być może w końcu doczekamy się też jednego, silnego głosu branży w sprawie planów Komisji Europejskiej i dalszego kierunku zmniejszania emisji spalin. W Salzburgu mówiono o określeniu jasnych celów na przyszłość w kwestii rozwoju infrastruktury, uwzględnianiu europejskiej produkcji części i skupieniu się na dostarczaniu klientom tego, czego potrzebują – czyli patrząc na wyniki sprzedaży 2026 r. – tanich aut.

Wybrane dla Ciebie
ZACZEKAJ! ZOBACZ, CO TERAZ JEST NA TOPIE