"Przychodzi facet do warsztatu samochodowego i mówi: panie, bo mi coś bije przy hamowaniu". Tak właśnie zaczynał się wpis. Mechanik, który przyjął samochód do naprawy, nie mógł uwierzyć w to, co zobaczył.
Po zbadaniu problemu i zdjęciu koła zrozumiał jednak, że pojęcie "skończyły się hamulce" może mieć różne konotacje. W tym przypadku, dla niego nabrało ono zupełnie nowego, niecodziennego znaczenia.
"Czegoś takiego w swoim życiu nie widziałem" – napisał mechanik w swoim poście na stronie warsztatu, opisując nietypową sytuację.
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
Benzyna E5 vs. E10 - bez panikowania oraz propagandy
Co zaskakujące, właściciel samochodu nie zauważył ani nie odczuł, że powierzchnia robocza tarczy hamulcowej jest całkowicie zużyta. Dopiero wibracje, które pojawiły się podczas hamowania, skłoniły go do wizyty w warsztacie.
Ta sytuacja jest doskonałym przykładem skrajnego zaniedbania serwisowego pojazdu. Wygląda na to, że przez długi czas nikt nie sprawdzał stanu hamulców, a jeśli już to robił, to nie ocenił prawidłowo ich kondycji. Hamulce nie zużyły się nagle. Prawdopodobnie przejechały o wiele więcej kilometrów, niż wynikało to ze stopnia ich zużycia.
Właściciel warsztatu, w rozmowie ze mną, wyjawił, że to nie tylko tarcze, ale wszystkie elementy robocze układu hamulcowego były do wymiany. Podkreślił przy tym, że samochód ten nigdy wcześniej nie był u niego serwisowany.
Post na Facebooku opublikował jako ostrzeżenie dla innych. I słusznie — przynajmniej raz w roku warto sprawdzić stan swojego auta, aby uniknąć podobnych sytuacji.