Batur to tak naprawdę najmocniejszy produkcyjny samochód w historii Bentleya. Sześciolitrowe W12 z podwójnym doładowaniem zostało wyposażone w wydajniejsze sprężarki, nowe intercoolery, tytanowy układ wydechowy i oczywiście oprogramowanie sterujące. Efekt? 740 KM mocy i 1000 Nm maksymalnego momentu obrotowego.
Poza tym na pokładzie jest 8-stopniowy automat przekazujący napęd na wszystkie cztery koła. Producent nie zdradza szczegółowych osiągów. Można jednak przypuszczać, że są one lepsze niż w Continentalu GT Speed, który robi setkę w 3,6 sekundy i rozpędza się nawet do 335 km/h.
Bentley wyposażył Batura również w adaptacyjne, pneumatyczne zawieszenie i węglowo-ceramiczny układ hamulcowy z dziesięciotłoczkowymi zaciskami i 440-milimetrowymi tarczami z przodu. Z tyłu natomiast dostaniemy cztery tłoczki i 410 mm.
Najpotężniejszy bentley w historii ma również wyznaczać kierunek stylistyczny dla przyszłych modeli marki. Także tych zasilanych prądem. Wygląd budzi nieco kontrowersji, ale ma swoje aerodynamiczne uzasadnienie. Osłona chłodnicy jest zauważalnie niższa niż w starszych propozycjach, a gładko opadający tył z wąskimi światłami całkowicie różni się od innych aut Bentleya.
Jeśli chodzi o detale, uwagę zwracają przede wszystkim 22-calowe felgi przeznaczone wyłącznie do tego modelu. Jest też wysuwany spojler, przedni splitter i tylny dyfuzor. Wszystko dość dyskretne, lecz spełniające swoje zadanie.
Nieco bardziej klasycznie prezentuje się za to wnętrze z szerokim tunelem środkowym, trzema okrągłymi zegarami umieszczonymi tuż nad nim i sportową, czerwono-czarną kolorystyką. Z pewnością jednak powstaną także inne konfiguracje, na życzenie klientów.
Łącznie Mulliner stworzy tylko 18 egzemplarzy, z wyjściową ceną 1,94 mln euro każdy. Pierwsze sztuki powinny wyjechać na drogi w połowie 2023 roku.