WAŻNE
TERAZ

Oficjalnie. Lewandowski ogłosił decyzję ws. przyszłości!

Będzie musiał kupić każdy. "Jest z tym problem" - ekspert o nowym prawie

Ministerstwo Infrastruktury chce, by apteczka doraźnej pomocy stała się obowiązkowym elementem wyposażenia każdego samochodu osobowego. Czy to jednak wystarczy, by zapewnić lepszą pomoc ofiarom wypadków drogowych? Zapytałem o to doświadczonego ratownika.

Apteczka ma dołączyć do obowiązkowego wyposażenia autApteczka ma dołączyć do obowiązkowego wyposażenia aut
Źródło zdjęć: © WP
Tomasz Budzik

Austria, Belgia, Bułgaria, Chorwacja, Czechy, Estonia, Grecja, Litwa, Łotwa, Malta, Niemcy i Słowenia – to kraje UE, w których przepisy narzucają obowiązek posiadania w samochodzie apteczki doraźnej pomocy. Jak w odpowiedzi na moje pytanie odpowiedziało Ministerstwo Infrastruktury, Polska również ma dołączyć do grona państw z takimi przepisami.

To logiczne posunięcie, bo polskie przepisy nakładają na świadka wypadku obowiązek udzielenia pomocy jego ofiarom. Oczywiście by zadośćuczynić temu wymogowi, wystarczy samo wezwanie karetki i zabezpieczenie miejsca zdarzenia. Wiele osób mogłoby jednak udzielić dalej idącej pomocy, gdyby mieli do dyspozycji odpowiedni sprzęt. Obowiązkowe wyposażanie aut w apteczki ma w tym pomóc.

To jednak nie koniec nowości. Od 3 czerwca osoby, które nie ukończyły 16. roku życia, podczas korzystania z roweru czy elektrycznej hulajnogi będą musiały nosić kask. Czy te dwie zmiany wystarczą jednak wystarczą, by stało się bezpieczniej?

Tomasz Budzik: Jak często zdarza się, aby świadkowie wypadków drogowych rzeczywiście próbowali udzielać pierwszej pomocy?

Krzysztof Samoliński, dr nauk o zdrowiu, ratownik medyczny: Na podstawie własnej praktyki nie potrafię powiedzieć, jak często się to zdarza, ani stworzyć czegoś na kształt statystyki. Pamiętam jednak pewne badania na ten temat. Wynikało z nich, że tylko 20 proc. ankietowanych Polaków uważa, że jest gotowych merytorycznie, żeby udzielić pomocy. Tak naprawdę jednak trudno powiedzieć, co to właściwie znaczy.

Czy to więc dobry pomysł, żeby apteczka była obowiązkowa?

- Tak, ale jest z tym jeden problem. Żeby skutecznie udzielić pomocy, to trzeba umieć korzystać z wyposażenia apteczki. Niestety, w przypadku większości pacjentów, z którymi miałem do czynienia, nawet założenie prostego opatrunku sprawia trudności. Ludzie nie potrafią tego robić. Wiele osób ogranicza się do podstawowych czynności, czyli wezwania służb ratowniczych czy pomocy w wydostaniu się z samochodu przez ofiarę wypadku.

Czyli umiejętności nabyte podczas szkolenia na kursie na prawo jazdy nie wystarczają?

Ten program szkoleń to zdecydowanie za mało. Na takim kursie są podstawowe elementy – o tym jak zabezpieczyć miejsce wypadku, prowadzić resuscytację, ale nie spotkałem się z tym, żeby podczas kursu uczyć opatrywania ran u ofiar wypadku. Tymczasem jest cała masa rzeczy, które można zrobić. Na przykład opatrzenie mocno krwawiącej rany może sprawić, że nie dojdzie do zatrzymania krążenia u poszkodowanego, a tym samym nie trzeba będzie wykonywać resuscytacji. Ale trzeba umieć to zrobić. A ludzie boją się pomóc, żeby nie zaszkodzić.

Praktyka, praktyka i jeszcze raz praktyka. Czymś innym jest usłyszeć czy przeczytać o tym, jak się opatruje rany, a czym innym jest próba wykonania opatrunku. Poza tym szkolenia z pierwszej pomocy powinny być powtarzane. W moim odczuciu co dwa lata. Dzięki temu nabrać można pewności siebie, automatyki działań. Jest wiele firm, które oferują wartościowe szkolenia. Warto wydać od czasu do czasu nieco pieniędzy.

Czy naprawdę można pogorszyć sytuację, nieumiejętnie udzielając pomocy?

Na to pytanie nie da się łatwo odpowiedzieć. To zależy od sytuacji. Ogólnie, jeżeli poszkodowany jest nieprzytomny, ale jego bezpieczeństwu nic nie zagraża (pożar, dym, wyciek niebezpiecznej substancji), to najlepiej sprawdzić czy oddycha, ew. udrożnić drogi oddechowe, i jeśli oddech jest, to lepiej nie ruszać poszkodowanej osoby, bo może być uraz kręgosłupa. Ale jeśli jest zagrożenie, to nawet nieumiejętne udzielenie pomocy jest lepsze niż jej zaniechanie.

Chyba dwa lata temu był na S8 tragiczny wypadek. Kobieta spaliła się w samochodzie, bo nikt nie próbował ugasić auta ani wyciągnąć jej z jego wnętrza. Ludzie boją się, że jeśli auto płonie, to wybuchnie. To pokłosie kina akcji, samochody nie wybuchają, jest czas na reakcję.

Co powinna zawierać apteczka, pytam, bo w Polsce nie ma normy wyposażenia.

Ja osobiście mam bogato wyposażoną apteczkę oraz Automatyczny Defibrylator Zewnętrzny (AED). Ale nie można od ludzi oczekiwać, że będą chcieli takowe kupować, bo jest to dość drogi wydatek. W samochodowej apteczce powinny być jałowe opatrunki, bandaż, bandaż elastyczny, opaska uciskowa (a najlepiej staza taktyczna), nożyczki ratownicze do rozcięcia ubrania jeśli mamy do czynienia z poparzeniami albo musimy obnażyć klatkę piersiową w celu prowadzenia resuscytacji krążeniowo-oddechowej, chusta trójkątna na zwichnięcia i złamania, folia ratunkowa do termicznej ochrony poszkodowanego.

Co ważne, folię ratunkową trzeba umiejętnie założyć. Zwykle samo przykrycie poszkodowanego to za mało, ponieważ nie uchroni takiej osoby przed wyziębieniem, jeśli wypadek miał miejsce zimą. Warto też pamiętać, że jeśli mamy do czynienia z krwotokiem tętniczym, a w apteczce nie mamy opaski uciskowej, można użyć np. paska do spodni. Ważne, żeby nie było to nic cienkiego, jak np. sznurówki, bo te mogą po zaciśnięciu doprowadzić do dalszych urazów.

Jeśli jedziemy na wakacje i mamy alergika, możemy rozważyć wyposażenie apteczki w epipeny. To automatyczna strzykawka z adrenaliną, która jest podstawowym lekiem podawanym przy wstrząsie anafilaktycznym. Można dołożyć polopirynę, do podania w razie objawów zawału serca.

Od 3 czerwca kaski staną się obowiązkowe do 16 roku życia. Czy to dobrze?

Uważam, że każdy powinien jeździć w kasku, także dorośli.

Jakie widzi Pan różnice u ofiar wypadków w kaskach i bez kasków?

W zdecydowanie lepszym stanie są osoby, które miały kask. Mechanizmy urazów są takie, że najbardziej narażona jest odsłonięta głowa. Nogi i ręce mamy zajęte. Nogi pedałują, a gdy widzimy niebezpieczeństwo, podejmujemy próbę hamowania. W efekcie w momencie uderzenia nie mamy żadnej ochrony głowy, bo ręce też są zajęte.

Przy uderzeniu bocznym rowerzysta najczęściej uderza głową w szybę. Ale to pół biedy, bo szyba nieco tej energii odbierze. Jeśli trafi w słupek, to cała energia idzie na czaszkę. To twardy element, nie ma amortyzacji i często obrażenia wewnętrzne głowy potrafią być znaczne. W takich krwotokach trzeba możliwie szybko trafić na stół operacyjny. Ofiara wypadku w kasku ma o wiele większe szanse.

Jakiego kasku szukać?

Najlepiej kupować certyfikowane. Nie patrzeć na to, że tańszy "wygląda tak samo" jak ten droższy, bo może być wykonany z tanich materiałów. Tanie kaski nie zawsze chronią kompleksowo. Uraz głowy może najłatwiej doprowadzić do zagrożenia życia i warto o tym pamiętać. Osoby w kasku zawsze mają urazy o wiele mniejsze niż bez.

Wybrane dla Ciebie
ZATRZYMAJ SIĘ NA CHWILĘ… TE ARTYKUŁY WARTO PRZECZYTAĆ