Sami na siebie donoszą. Policja musi tylko zacząć korzystać
Mimo głośnych procesów sądowych potencjalnych naśladowców drogowych morderców wciąż nie brakuje. Niektórzy z nich sami rejestrują swoje szaleństwa i publikują je w sieci. Wystarczy, by policja po nici dotarła do kłębka.
W czasie ostatnich lat można zauważyć, że ogólnie polscy kierowcy stają się bardziej przewidujący i rozsądni. Ale nie wszyscy. Są i tacy, którzy swoim postępowaniem zasiewają ziarno niepewności co do własnej równowagi psychicznej. Co więcej, niektórzy swoje pirackie przejazdy rejestrują i publikują w internecie.
Pierwsze z brzegu nagranie tego typu ukazuje dwa samochody ścigające się po zmroku na ulicach, po których jedzie całkiem spora liczba innych kierowców. Nie przeszkadza to jednak autorowi nagrania oraz – najwyraźniej – jego znajomemu. Pędzą z szaloną prędkością i wyprzedzają jadące samochody każdą z możliwych stron.
Tego typu jazda to gotowy przepis na tragedię. Nawet jeśli błędu nie popełni żaden z tego typu kierowców, do wypadku może dojść dlatego, że nikt o zdrowych zmysłach nie spodziewa się, że na ulicy w obrębie miasta będzie wyprzedzany przez drogowego wiariata, jadącego trzy lub cztery razy szybciej, niż pozwala na to ograniczenie prędkości.
Czy takim osobom powinno się dożywotnio odebrać prawo jazdy? Nie tylko. Nowe, obowiązujące od 29 stycznia przepisy, przewidują inną karę.
Kto prowadzi pojazd mechaniczny rażąco przekraczając prędkość oraz rażąco naruszając inne zasady bezpieczeństwa w ruchu lądowym i przez to naraża człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo nastąpienie skutku określonego w art. 156 § 1 lub w art. 157 § 1, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.
Zdrowy rozsądek łatwo pozwala osądzić, że jazda taka jak ta, którą zaprezentowano na filmie udostępnionym w mediach społecznościowych, wypełnia wszystkie przesłanki wskazane w zacytowanym powyżej przepisie. W teorii policja ma więc materiał, który może posłużyć do oskarżenia potencjalnych przestępców. Zupełnie jakby sami na siebie donosili. Reszta byłaby w rękach sądu. Tak, wiem, polskie sądy potrafią mocno zaskakiwać – jak na przykład w sprawie "Froga".