Zielony liść klonu na białym tle z zieloną obwódką – taki znak, używany zarówno w krajach Europy Zachodniej, jak i w Polsce od lat 70. XX wieku, wskazuje na prowadzenie pojazdu przez początkującego kierowcę. Z racji zamieszania z przepisami nie wszyscy zdają sobie sprawę z jego oficjalnego statusu.
Młodzi kierowcy mieli być zobowiązani do naklejania zielonego listka na każdy samochód, jakim się poruszają. Obowiązywałyby ich też mniejsze limity prędkości oraz obowiązek przejścia szkolenia w Ośrodku Doskonalenia Techniki Jazdy. Takie przynajmniej były plany – te zasady miały wejść w życie, gdy baza danych Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców byłaby gotowa na udostępnianie takich danych. Jak nietrudno się domyślić – nie jest i nie wiadomo, kiedy będzie. Na razie więc przyklejanie zielonego listka na auto jest kwestią indywidualną.
Zielony listek – czy warto go naklejać?
Pozostaje jednak pytanie – czy kierowcy zwracają uwagę na takie oznaczenie auta? Na grupach w sieciach społecznościowych młodzi kierowcy wymieniają się doświadczeniami.
"Odkąd sprawiłam sobie listek, nikt na mnie nie trąbi", "jeżdżę z listkiem. Inni kierowcy zachowują odstęp, są bardziej wyrozumiali" – stwierdzają internauci. Jest też druga strona medalu - "Sama przez moment jeździłam z listkiem i tak szybko zdjęłam jak szybko założyłam. Za bardzo inni to próbowali wykorzystywać" – informuje jedna z użytkowniczek dróg. Sprawa jest więc bardzo indywidualna.
Co zamiast listka?
Pomysł "oznaczania" wybranych grup kierowców nie jest wykorzystywany tylko w Europie. Podobny system mają również Japończycy, którzy wykorzystują naklejkę zwaną Shoshinsha lub Wakaba. Z kolei starsi kierowcy mają oznaczyć auto znakiem Koreisha.