Volkswagen i Stellantis jednym głosem. Chodzi o auta "Made in Europe"

Przedstawiciele największych koncernów motoryzacyjnych w Europie apelują o przepisy, które pozwolą ochronić lokalną motoryzację i będą stanowić bodziec do jej dalszego rozwoju.

Zwickau. Produkcja samochodów VolkswagenaZwickau. Produkcja samochodów Volkswagena
Źródło zdjęć: © Materiały prasowe | Oliver Killig
Aleksander Ruciński

Prezes Stellantis, Antonio Filosa, oraz szef Volkswagena, Oliver Blume, zaapelowali do unijnych władz o wprowadzenie specjalnego certyfikatu "wyprodukowano w Europie", dla aut wyjeżdżających z europejskich fabryk. Certyfikat i związane z nim korzyści miałyby stanowić narzędzie do walki z rosnącą konkurencją, głównie ze strony Chin.

"Nasze firmy zawsze produkowały samochody przez Europejczyków dla Europejczyków. Około dziewięć na dziesieć pojazdów, które sprzedajemy w UE jest również produkowanych tutaj. Jednak nasza europejska działalność napotyka konkurencję ze strony importerów działających w mniej rygorystycznych warunkach regulacyjnych i socjalnych niż w UE" - czytamy we wspólnym oświadczeniu prezesów, którzy chcą specjalnych przywilejów dla elektrycznych samochodów "Made in Europe".

Fiat Grande Panda z bliska. Zabawny, wygodny i plastikowy

Filosa i Blume chcieliby, by takie auta były objęte krajowymi zachętami zakupowymi, takimi jak programy dopłat, ulgi podatkowe czy inne korzyści, a także stanowiły pierwszy wybór przy zamówieniach publicznych, co miałoby napędzić popyt. Producenci oczekują również, że samochody "Made in Europe" zostałyby objęte "premią CO2". Filosa i Blume nie zdradzają szczegółów. Można się jednak domyślać, że chodzi o preferencyjne rozliczanie rocznej puli emisji, za której przekroczenie UE przewiduje kary.

Wszystko to zdaniem prezesów miałoby nie tylko ułatwić funkcjonowanie na coraz trudniejszym europejskim rynku, ale i przyspieszyłoby rozwój elektromobilności tak pożądany przez unijne władze. Warto jednak odnotować, że UE pracuje już nad podobnymi przepisami, choć - na niekorzyść producentów - rozumianymi nieco inaczej.

Komisja Europejska przedstawiła ich zarys już w marcu 2025 roku. Plan zakłada, by auta sprzedawane w Europie miały w sobie odpowiednią dawkę europejskiego pierwiastka, w postaci np. określonej, minimalnej liczby europejskich komponentów.

Zmiany miałyby polegać na wprowadzeniu wymogu odpowiedniego procenta europejskich akumulatorów, europejskiej stali i innych komponentów we flotach pojazdów służbowych i zamówieniach publicznych.

Problem w tym, że takie regulacje mogą utrudnić życie nie tylko konkurencji z Chin, ale i lokalnym graczom, gdyż obecnie Europejscy producenci wykorzystują wiele komponentów obcego pochodzenia. Szczególnie jest to widoczne w przypadku akumulatorów. Potentatem w ich produkcji są Chiny. Wydaje się więc, że dalsze procedowanie nowych regulacji, bez uniezależnienia się od zewnętrznych dostawców, będzie bardzo trudne.

Wybrane dla Ciebie
ZATRZYMAJ SIĘ NA CHWILĘ… TE ARTYKUŁY WARTO PRZECZYTAĆ