Urzędnicy nie dbają o bezpieczeństwo, przejścia są źle zaprojektowane. Miażdżący raport NIK‑u

"Zebra" przez trzy pasy ruchu bez sygnalizacji na pewno nie jest dla pieszych oazą bezpieczeństwa. Problemem jest też źle widoczne oznakowanie poziome i pionowe to bolączka polskich przejść.
"Zebra" przez trzy pasy ruchu bez sygnalizacji na pewno nie jest dla pieszych oazą bezpieczeństwa. Problemem jest też źle widoczne oznakowanie poziome i pionowe to bolączka polskich przejść.
Źródło zdjęć: © Policja
Tomasz Budzik

23.02.2021 10:19, aktual.: 16.03.2023 14:30

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Policja i urzędnicy jak mantrę powtarzają stwierdzenie o nadmiernej prędkości jako najistotniejszej przyczynie wypadków. Kontrola NIK-u, podobnie jak audyt GDDKiA z 2020 r., pokazała, że bardzo istotne są również zaniedbania urzędników odpowiedzialnych za infrastrukturę oraz samej policji.

Skok na głęboką wodę

Zgodnie z projektem nowelizacji przepisów, nad którym pracuje teraz parlament, od 1 czerwca 2021 r. mają zmienić się zasady obowiązujące na przejściach. Od tego dnia, podobnie jak od lat w Europie Zachodniej, piesi będą mieli pierwszeństwo przed jadącymi drogą pojazdami już w momencie wchodzenia na "zebrę". Od kierowców będzie to wymagało większej uwagi i wolniejszej jazdy. Prawdopodobne jest również, że większa liczba potrąceń będzie klasyfikowana jako zdarzenie z winy kierowców. Tyle że nie zawsze będzie to odzwierciedlało rzeczywistość.

Takie wnioski płyną z raportu Najwyższej Izby Kontroli, która sprawdziła poziom bezpieczeństwa na przejściach w woj. kujawsko-pomorskim oraz mechanizmy działania samorządów oraz policji w związku z powstawaniem infrastruktury drogowej. Dokument to nieprzerwana fala krytyki istniejącego systemu.

W latach 2016 - 2019 woj. kujawsko-pomorskie było jednym z regionów kraju, w którym ciężkość wypadków, czyli liczba śmiertelnych ofiar na 100 zdarzeń, a także udział w wypadkach pieszych należały do najwyższych w kraju. Skąd taki rezultat? Z raportu NIK-u wynika, że winą za taki stan rzeczy nie można w pełni obwiniać kierowców. Problemem jest również infrastruktura, a szerzej system, który leży u podstaw jej projektowania i budowy.

Nikomu nie zależy

Jak wskazuje NIK, w większości skontrolowanych samorządów zatwierdzano organizację ruchu na podstawie niekompletnej dokumentacji, a po zrealizowaniu inwestycji nie sprawdzano rzetelnie wykonania prac. W efekcie na co czwartym przejściu dla pieszych skontrolowanym przez NIK organizacja ruchu była niezgodna z dokumentacją projektową. Na 91 sprawdzonych przejść w 4,4 proc. miejsc zdiagnozowano podwyższone ryzyko korzystania z "zebry", a w jednym przypadku stwierdzono bezpośrednie zagrożenie dla zdrowia i życia. Problemem często okazuje się ograniczona widoczność pieszych przez kierowców i pojazdów przez pieszych, a także zieleń zasłaniająca znaki drogowe.

Po kontroli przesunięto znak. Piesi wciąż wchodzą jednak na "zebrę" zza pnia drzewa
Po kontroli przesunięto znak. Piesi wciąż wchodzą jednak na "zebrę" zza pnia drzewa© NIK

Zgodnie z rozporządzeniem w sprawie zarządzania ruchem na etapie prac projektowych obowiązkowym elementem dokumentacji jest opinia policji na temat planowanej inwestycji. Kłopot w tym, że opinie te mają charakter niewiążący dla organu, który zatwierdza projekty. Policja doskonale o tym wie i nie przykłada do tego aspektu pracy specjalnej uwagi. Jak zauważa NIK, komendant główny policji nie określił zasad realizowania obowiązku opiniowania planowanych inwestycji drogowych, nie powstały również ogólnopolskie wymogi dotyczące kompetencji wykonujących takie zadania funkcjonariuszy. W efekcie w części skontrolowanych komend normalną praktyką było wydawanie opinii bez oględzin miejsc, których one dotyczyły.

Co więcej, większość zarządców dróg skontrolowanych przez NIK w woj. kujawsko-pomorskim nie monitorowała stanu bezpieczeństwa na przejściach dla pieszych ani nie przeprowadza analiz co do przyczyn wypadków. Aż 14 na 17 sprawdzanych jednostek nie zbierała danych na temat wypadków. W razie potrzeby korzystano ze statystyk policji, a te – zdaniem NIK-u – nie były wystarczająco wiarygodne. Policyjna dokumentacja wypadków (SEWiK) często była niekompletna albo wręcz sprzeczna. Nieprawidłowości w policyjnej dokumentacji sprawdzonej przez NIK wahały się od 34 do 82 proc. - w zależności od komendy. Bez precyzyjnych informacji o wypadkach nie da się trafnie zdiagnozować problemu i poprawić sytuacji.

Policja się poprawia

Według NIK-u działania policji nie zasługują ani na jednostronną pochwałę, ani na całkowitą krytykę. Według kontrolerów mundurowi słusznie typowali te miejsca, w których ze względu na nieprawidłowości w infrastrukturze przekraczanie jezdni na przejściach dla pieszych było obarczone największym ryzykiem. Spostrzeżenia te nie były jednak wystarczająco skutecznie przekazywane zarządcom dróg. Ograniczano się do informacji ustnej wypowiadanej na posiedzeniach komisji zajmujących się bezpieczeństwem i organizacją ruchu.

Od 2018 r. wypadki drogowe ze skutkiem śmiertelnym z inicjatywy policji badane są przez specjalne komisje. W ich skład wchodzą mundurowi oraz przedstawiciele zarządcy dróg, na których doszło do zdarzeń. Jak jednak informuje NIK, "Z informacji przekazanych przez KWP w Bydgoszczy wynikało, że nie wystąpiły przypadki, by zespoły te za przyczynę zdarzenia uznały niewłaściwie utrzymaną infrastrukturę drogi lub brak odpowiednich urządzeń technicznych zabezpieczających ruch". W zestawieniu ze skalą nieprawidłowości na przejściach opisaną przez NIK oraz z faktem, że według audytu GDDKiA nieprawidłowości występują aż na 70 proc. przejść dla pieszych, takie wyniki prac komisji mogą budzić zdumienie.

NIK zauważył, że w objętych kontrolą latach 2016 - 2019 policja zintensyfikowała działania w okolicy przejść dla pieszych. Niestety, nie zawsze oznaczało to adekwatne do sytuacji działania. "Oddziaływanie policji koncentrowało się w znacznej mierze na egzekwowaniu odpowiedzialności pieszych za naruszenia przepisów, przez co aspekt oddziaływania wobec kierujących pojazdami nie został w wystarczającym stopniu uwzględniony. Z przekazanych przez KWP w Bydgoszczy informacji wynikało, że pomimo znacznie mniejszego zagrożenia powodowanego przez pieszych niż przez kierujących, to wciąż ci pierwsi uczestnicy ruchu objęci byli częstszymi działaniami represyjnymi", informuje NIK.

Obecnie policyjne założenia mówią, by stopień karania w relacjach piesi - kierujący był adekwatny do liczby odsetka wypadków powodowanych przez te grupy. Sama policja zapowiada też nasilenie swoich działań w pobliżu przejść. - Zagrożenie, jakie powodują kierowcy naruszając prawa pieszych jest bezsprzeczne, dlatego też policja będzie zwracać szczególną uwagę, aby działania funkcjonariuszy były skierowane do właściwej grupy(...), a efektywność prowadzonych działań była adekwatna do występującego zagrożenia – stwierdził w rozmowie z Polską Agencją Prasową insp. Mariusz Ciarka z Komendy Głównej Policji.

Już w 2014 r. zmiany w przepisach dotyczących pierwszeństwa na przejściach były bliskie realizacji. Wówczas zrezygnowano m.in. ze względu na stan infrastruktury i niską świadomość uczestników ruchu. Niestety, raport NIK-u pokazuje, że pod względem poprawy stanu i lokalizacji przejść dla pieszych nie zrobiono w zasadzie nic, a w kwestii poprawy egzekwowania przepisów dotyczących przejść niewiele. Od 1 czerwca 2021 r. mamy zacząć gonić Europę Zachodnią, ale kwestia dbania o bezpieczeństwo zostanie w dużej części przerzucona na kierowców. To oznacza tylko jedno – w okolicach przejść lepiej zauważalnie zwalniać.

Źródło artykułu:WP Autokult
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (10)