Szef Mercedesa wygarnął Brukseli. Wymienił potrzebne rozwiązania
Złote czasy europejskiej motoryzacji mamy już za sobą, ale nie musi oznaczać to jeszcze, że Staremu Kontynentowi pozostanie jedynie chwała muzealnych zbiorów. Ole Källenius, stojący na czele Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Samochodów ACEA i szef Mercedesa, wymienił rozwiązanie, których rozpaczliwie potrzebuje branża.
Po pierwsze, zdaniem Källeniusa, władze UE powinny skupić się na działaniach zapobiegających deindustrializacji Unii Europejskiej. Temu celowi służyć ma budowanie użytecznych partnerstw. Szef Mercedesa apeluje również o sprawne zatwierdzenie umowy o wolnym handlu z Indiami i krajami Mercosur. Ten apel jest zrozumiały, bo umowy to nowe rynki zbytu dla europejskich firm motoryzacyjnych, które nie mogą już liczyć na takie dochody w Chinach, jak było to przed laty.
Källenius apeluje również o starania w kierunku obniżenia kosztów energii, zmniejszanie barier administracyjnych, jak na przykład szybsze i prostsze uzyskiwanie pozwoleń, a także większe początkowe wsparcie dla inwestycji w branży motoryzacyjnej. To ostatnie miałoby dotyczyć przede wszystkim budowy fabryk akumulatorów trakcyjnych dla samochodów o napędzie elektrycznym.
Fiat Grande Panda z bliska. Zabawny, wygodny i plastikowy
Kolejną propozycją jest złagodzenie zasad dotyczących emisji CO2, które mają obowiązywać od 2030 r. dla samochodów osobowych i dostawczych. Jak wskazuje Ole Källenius, największe trudności mogą dotyczyć właśnie aut dostawczych i ciężarowych. Popyt miałyby też stymulować zachęty dostępne we wszystkich państwach unijnych.
Dyrektor ACEA proponuje też wdrożenie działań, które będą miały na celu odmłodzenie samochodów posiadanych przez Europejczyków. Jak słusznie zauważył, problemem jest tu m.in. nikła opłacalność produkcji małych samochodów. Te muszą bowiem być wyposażone w szereg rozwiązań obniżających emisję i zwiększających bezpieczeństwo, co podwyższa cenę produkcji.
Ole Källenius proponuje także, by zrewidować sposób wprowadzania nowych wymogów względem samochodów. Rzecz w tym, że wchodzenie w życie kolejnych etapów wymogów emisyjnych powinno być dostosowane do czasu trwania cyklu rozwojowego pojazdów, a nie na zasadzie arbitralnych terminów wymyślonych w Brukseli.