SsangYong na chwilę obecną rekordów sprzedaży nie bije – ostatnie dane mówią o 10 tys. samochodów sprzedanych globalnie w lutym – ale konsekwentnie dąży do zbudowania gamy modeli, które najbardziej interesują klientów. W Genewie zaprezentowanego zgrabnie wydłużonego Tivoli XLV dla osób potrzebujących większej przestrzeni bagażowej. Ważne, że zgrabnie, bo gdyby zrobiono to na siłę, samochód nie byłby interesujący. A jeżeli potrafią w ten sposób, to może teraz czas zrobić kolejny krok i zaproponować klientom cross-cabrio? Takie plany producent z Korei miał już w 2012 roku kiedy to w Genewie pokazał koncept XIV-2 Convertible Crossover.
SsangYong Tivoli i tak byłby na rynku rodzynkiem, bo z całą pewnością sprzedawałby najtańszy tego typu model na rynku. Inni producenci na razie nie wykazują chęci wejścia w ten wąski segment. Chyba, że Nissan spróbuje po raz kolejny z czymś awangardowym, jednak po niezbyt udanym Murano Cabriolet byśmy się tego raczej nie spodziewali.
Wyobrażacie sobie SsangYonga Tivoli Cabrio? Auto straciłoby drugą parę drzwi, ale przednie na pewno zostałyby wydłużone. Do tego niżej poprowadzona szyba pod większym kątem i ładny, płócienny dach, składany elektrycznie. Kiedyś większość osób interesująca się motoryzacją nie wierzyła, że takie "coś" jak Nissan Juke może znaleźć choć jednego klienta, a dziś jest to samochód, z którego Nissan jeszcze długo nie zrezygnuje. O tym jak polscy klienci go pożądają nie świadczą nawet wyniki sprzedaży, ale mała utrata wartości aut używanych.
SsangYong Tivoli Cabrio byłby prawdziwą gratką w Europie. Plotki o wersji kabriolet pochodzą z Wielkiej Brytanii. Cena podstawowej wersji Tivoli u nas to 56 900 zł. Nawet jeżeli bazowe cross-cabrio byłoby droższe o ok. 20 proc, to kosztowałoby ok. 70 000 zł. Patrząc na "konkurencyjne" modele, które mogłyby pojawić się na rynku praktycznie nie ma szans, aby któryś z nich był tańszy.