Przez niemal cały weekend szło mu świetnie. Notował najlepsze czasy, wygrał kwalifikacje i przewodził stawce. Kilka metrów przed metą, według ustaleń śledczych, podbiło jego maszynę na nierówności po czym wypadł z drogi i uderzył o skały. Zginął po kilku minutach od rozpoczęcia akcji ratunkowej. Podobno zdążył zamienić słowo z medykami.
Organizatorzy wydali komunikat:
"Przez lata doświadczaliśmy największych radości po kolejnych zwycięstwach, byliśmy świadkami rozczarowań po porażkach, a teraz musimy opłakiwać niespodziewaną stratę. Straciliśmy zawodnika, którego miłość do Pikes Peak doprowadziła na sam szczyt".
W słynnym "wyścigu do chmur" Carlin Dunne startował piąty raz. W 2012 roku ustanowił rekord czasu przejazdu, który pozostał niepobity aż do 2017 roku. W tym roku przed samą metą miał 8 sekund przewagi nad drugim zawodnikiem, więc zmierzał po pewne zwycięstwo. To tragiczne zdarzenie przywołuje stare wyścigowe zasady, że nie ma pewnych zwycięstw i że zwycięzcę poznaje się na mecie. Tu niestety zabrakło kilku metrów.