Do wyzwań w postaci rosnącej konkurencji ze strony Chin i hamującej elektromobilności w Europie producenci muszą dorzucić kolejny problem. Są nim cła, którymi w ostatnim czasie nieustannie straszy Donald Trump.
Amerykański prezydent ogłosił właśnie 25 proc. cła na towary z Kanady i Meksyku, by po chwili zawiesić część z nich. Zapowiedział też, że na początku kwietnia przedstawi nowe opłaty na produkty z Europy. Sytuacja jest nieprzewidywalna, lecz koncerny robią wszystko, by zareagować w porę.
Przykładem jest Volvo, które niedawno przeniosło produkcję części modeli z Chin do Europy po tym jak UE nałożyła wyższe cła na produkty z Państwa Środka. Teraz szwedzka marka stanęła przed kolejnym wyzwaniem i coraz wyraźniej spogląda w kierunku USA.
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
Volvo XC40 P8 Recharge: pierwszy test pierwszego elektryka Szwedów
— Wygląda na to, że ta liczba (wysokość cła — przyp. red.) wzrośnie. Jeśli będzie to 10 proc. w obie strony, damy sobie z tym radę, ale jeśli wzrośnie do 25 proc., będzie to o wiele trudniejsze z perspektywy zysku — powiedział Reutersowi Jim Rowan, dyrektor generalny Volvo. — Mamy przestrzeń, lakiernie, budynki, wszystko. Musimy tylko podjąć ostateczną decyzję, które modele i które platformy przeniesiemy do USA.
Według artykułu Reutersa szwedzka marka samochodów mogłaby przenieść produkcję miękkich hybryd XC60 i XC90 do USA. Ostateczna decyzja zapadnie jednak wtedy, gdy Trump ogłosi wysokość ceł.
Volvo obecnie produkuje w USA w pełni elektryczny model EX90 w swojej fabryce w Ridgeville w Karolinie Południowej, a także sedana S60. Zakład ma roczną zdolność produkcyjną 150 tys. pojazdów. Firma dokonała dużych inwestycji w tę fabrykę w ostatnich latach. Oprócz znacznej rozbudowy, odnowiono nadwoziownię i lakiernię.