Historia 5-letniego "kierowcy" z Utah, która w ostatnich dniach obiegła media na całym świecie, budzi mieszane uczucia. Z jednej strony trudno ukryć podziw dla dziecka, które poradziło sobie z prowadzeniem na tyle, że nie doprowadziło do żadnego wypadku, a z drugiej nietrudno wyobrazić sobie jak niewiele brakowało do tragedii.
Koniec końców sprawa znalazła jednak szczęśliwy finał. Po zatrzymaniu na autostradzie chłopiec został oddany w ręce rodziców, którzy teraz będą zapewne baczniej przyglądać się jego zachowaniu. Sam 5-latek stał się natomiast sławny. Przynajmniej na tyle, by bez problemu spełnić marzenie o lamborghini, po które przecież jechał do Kalifornii - tak przynajmniej tłumaczył się policjantowi podczas zatrzymania.
Kilka dni po tych wydarzeniach do małego Adriana zgłosiło się kilku właścicieli lambo, którzy zaproponowali mu przejażdżkę. Młodzieniec postanowił skorzystać z propozycji Jeremy'ego Nevesa, posiadacza czarnego Huracana.
Tym razem jednak zasiadł na miejscu pasażera i lepiej, by do czasu zdobycia prawa jazdy zawsze wybierał już prawy fotel. Wystarczająco skusił los i zapewne napędził stracha rodzinie, ale gdyby nie to, pewnie jeszcze długo marzyłby o przejażdżce lamborghini.