Zdarzenie z udziałem policyjnego Forda Mustanga odbiło się szerokim echem w polskich mediach. Trudno się dziwić, bo to jedyny taki radiowóz. Nie tylko z powodu mocnego V8 pod maską, ale i ciekawej przeszłości - auto zostało odebrane pijanemu kierowcy, a następnie wcielone do służby w radomskiej policji.
Niestety nie posłużyło długo. 9 lipca ucierpiało w kolizji, do której doszło na ulicy Radomskiej w Milejowicach. Z komunikatu policji wynikało, że "radiowóz wyprzedzał pojazdy mając włączone sygnały uprzywilejowania, natomiast kierująca VW rozpoczęła manewr skrętu w lewo. W wyniku zderzenia radiowóz uderzył w ogrodzenie posesji, a VW wjechał do rowu". Na szczęście nikt nie odniósł obrażeń.
Zapytaliśmy policję o to, kto został uznany winnym zdarzenia i jakie będą dalsze losy Mustanga.
"Za spowodowanie kolizji drogowej kierująca VW została ukarana mandatem i punktami karnymi. W sprawie uszkodzonego pojazdu prowadzone będzie postępowanie szkodowe i to od jego zakończenia uzależnione są dalsze czynności" - poinformował Rzecznik Prasowy KMP w Radomiu.
Wiadomo więc, że to nie funkcjonariusz policji spowodował kolizję, ale dalsze losy wyjątkowego radiowozu wciąż pozostają nieznane. Auto jest zdane na łaskę ubezpieczyciela. Jeśli ten orzeknie szkodę całkowitą, Mustang najprawdopodobniej nie wróci do służby.