Nowa kara zależna od prędkości. Sięgnie nawet 7,5 tys. zł

W opublikowanym przez resort infrastruktury projekcie zmian zawarto nie tylko zapis o niższej tolerancji fotoradarów. Można tam znaleźć także propozycję, by ci, którzy nie wskażą winnego wykroczenia lub będą ignorować korespondencję CANARD-u zostali obciążeni dodatkową opłatą administracyjną. Ta będzie zależeć od rodzaju i powagi wykroczenia, ale może sięgnąć nawet 7,5 tys. zł.

Fotoradar nie zrobi zdjęcia każdemu kierowcy łamiącemu limitFotoradar nie zrobi zdjęcia każdemu kierowcy łamiącemu limit
Źródło zdjęć: © Materiały prasowe | GITD
Filip Buliński

Od zarejestrowania wykroczenia przez kamery odcinkowego pomiaru prędkości czy stacjonarny fotoradar do wystawienia mandatu jest daleka droga. Przykładem może być OPP na warszawskim odcinku S2, który w ciągu pierwszych sześciu miesięcy zarejestrował ponad 30 tys. wykroczeń, natomiast mandatów z tego tytułu zostało wystawionych dopiero niespełna 10,6 tys.

Jedną kwestią są braki kadrowe CANARD-u, które utrudniają bieżącą analizę spraw, ale nierzadko zdarza się też, że właściciele aut nie wskazują kierujących lub ignorują korespondencję. Wkrótce ma się to skończyć.

Ostatnio Ministerstwo Infrastruktury opublikowało projekt zmian, który określony został mianem "ustawy fotoradarowej". Znajdziemy tam m.in. propozycję, by zmniejszyć tolerancję kamer rejestrujących prędkość – obecnie są one ustawione w taki sposób, że dopiero kierowcy jadący 11 km/h powyżej limitu muszą liczyć się z mandatem. Wedle propozycji tolerancja miałaby zostać obniżona do 5 km/h z wyjątkiem dróg ekspresowych i autostrad, gdzie "limit" wynosiłby 6 km/h.

W projekcie ustawy pojawia się jednak jeszcze jeden temat, który może pomóc uszczelnić system karania kierowców popełniających wykroczenia. Jeśli kierujący dopuści się przekroczenia prędkości, CANARD wystosuje pismo do właściciela pojazdu. Jeśli właścicielem okaże się leasingodawca, będzie on zobowiązany przekazać dane osoby użytkującej pojazd.

Następnie, jeśli to nie właściciel kierował w danej chwili pojazdem, będzie on musiał dostarczyć do służb wypełnione przez użytkownika auta oświadczenie o przyjęciu (lub odmowie przyjęcia) mandatu. Odpowiednie oświadczenie ma być dołączane do wspomnianego pisma o wykroczeniu. Do tej pory właściciel miał tylko obowiązek wskazania kierującego — skończy się więc podawanie danych fikcyjnych osób, których potem GITD nie było w stanie namierzyć.

Oprócz samej odmowy przyjęcia mandatu właściciel auta będzie mógł uniknąć kary, przedstawiając dokumenty potwierdzające, że w chwili wykroczenia nie był już właścicielem pojazdu, jego pojazd został wcześniej skradziony lub w chwili wykroczenia działał w stanie wyższej konieczności.

Co prawda właściciel pojazdu dalej będzie mógł zignorować pisma od GITD i tym samym uniknąć dopisania punktów karnych, ale będzie musiał liczyć się z dotkliwą karą finansową. W przypadku braku odpowiedzi w ciągu 30 dni od otrzymania korespondencji zostanie na właściciela nałożona opłata administracyjna, której wysokość będzie zależeć od popełnionego wykroczenia. W przypadku przekroczeń prędkości będą one wynosić:

  • do 30 km/h - 1500 zł,
  • od 31 km/h do 40 km/h - 2400 zł,
  • od 41 km/h do 50 km/h - 3000 zł,
  • od 51 km/h do 60 km/h - 4500 zł,
  • od 61 km/h do 70 km/h - 6000 zł,
  • powyżej 71 km/h - 7500 zł

W przypadku przejazdu na czerwonym świetle opłata administracyjna wyniesie 3 tys. zł, natomiast przy wjeździe na zamknięty przejazd kolejowy – 6 tys. zł. Co ciekawe, projekt zakłada nałożenie kary o 20 proc. niższej, jeśli właściciel lub użytkownik pojazdu uiści ją w ciągu 30 dni od otrzymania zawiadomienia o jej nałożeniu.

Należy jednak pamiętać, że mamy do czynienia z projektem, który musi przejść wiele etapów legislacyjnych. Jego ostateczny kształt może więc ulec pewnym zmianom. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z założeniem ustawodawcy, nowe przepisy mogą wejść w życie 1 stycznia 2028 r.

Wybrane dla Ciebie
MOŻE JESZCZE JEDEN ARTYKUŁ? ZOBACZ CO POLECAMY