Fiat Grande Panda z bliska. Zabawny, wygodny i plastikowy
Po zachłyśnięciu się elektromobilnością Fiat wraca do tego, co potrafi robić najlepiej: do przystępnych cenowo, miłych dla oka i dających się lubić aut. Nowa Grande Panda wjedzie na rynek jako hybryda i elektryk. Zapraszam do wideo!
Z zewnątrz od razu widać, że jest to Panda. Charakterystyczny, kanciasty desing pozostał, mamy też "pikselowane" światła i chociażby przetłoczenia na drzwiach krzyczące z daleka "PANDA". Współczuję już firmom wyciągającym "wgniotki" bez lakierowania. Grande Panda ma mniej niż 4 metry długości, 1,76 m szerokości i bagażnik liczący 412 litrów. Być może przestrzeń nie zrobiła na mnie tak dużego wrażenia jak np. w Hyundaiu Insterze, ale i tak można bez problemu podróżować w cztery osoby, a i dwóch rosłych mężczyzn nie będzie miało problemu z miejscem na szerokość.
Wnętrze? Tak, jest tu dużo plastików (zwłaszcza na boczkach drzwi), ale łatwo je wyczyścić. Kierownica jest już bardzo przyjemna w dotyku, fotele są wygodne, obsługa – banalna. Wersja, którą widzicie na zdjęciach, to La Prima, topowa, której ceny sięgają już niemal kwot sześciocyfrowych.
Przeczytaj moje pierwsze wrażenia z jazdy Grande Pandą
Pod maską mamy kolejną generację trzycylindrowego silnika - wcześniej znanego jako PureTech, ale zmieniono już w tej jednostce tyle względem pierwowzoru, że nie powinien już sprawiać problemów. 100 KM dostaje jeszcze zastrzyk w postaci 28 KM z silnika elektrycznego umieszczonego przy skrzyni, więc parkujemy i toczymy się w mieście bezemisyjnie.
Taki układ hybrydowy łączony jest z przekładnią automatyczną, choć niestety bez łopatek przy kierownicy. Pierwsze wyniki spalania są optymistyczne (6,1 l przy 120 km/h), ale nie są to dokładne pomiary - auto było jeszcze "na dotarciu".