Elektryk na wsi: pan Tomasz chwali się, że "dzięki słońcu jeździ za darmo"
Internetowi przeciwnicy samochodów elektrycznych często powielają mit, że takie auta to jedynie moda w dużych miastach. Nam udało się dotrzeć do rolnika, który swoim autem elektrycznym z napędem 4x4 wjeżdża niemal tam, gdzie traktor.
Pan Tomasz jest zaprzeczeniem typowego kierowcy samochodu elektrycznego – nie mieszka w mieście, nie goni za modą i nie interesują go spory "elektryk czy auto spalinowe". Mieszka na wsi, na obrzeżach miasta powiatowego w Wielkopolsce i prowadzi wspólnie z rodziną gospodarstwo rolne.
Zapytacie więc: dlaczego zdecydował się na model elektryczny? Pan Tomasz wybrał Subaru Solterrę, ponieważ szukał samochodu z napędem na cztery koła. Skoro akurat upatrzone auto dostępne było tylko w wersji elektrycznej – właśnie taką decyzję podjął. Zresztą, oddajmy głos naszemu rozmówcy.
Wirtualna Polska: Pewnie ma Pan świadomość, że wśród mieszkańców wsi i rolników samochody elektryczne nie są jeszcze tak popularne jak np. w miastach?
Pan Tomasz: Na początku sam się z tego śmiałem. Rolnik i elektryk. Brzmiało jak żart. Zresztą sąsiedzi nawet dziś potrafią pukać się w czoło, gdy o tym rozmawiamy. Całe życie jeździłem samochodami, które musiały mieć duży silnik, solidny napęd i być bardzo wytrzymałe. Diesel, pickup lub terenówka, nic innego. Jednak wie Pan, z wiekiem człowiek często zmienia swoje przyzwyczajenia. Dzieci przejęły dużą część obowiązków w gospodarstwie, nie muszę już tak ciężko pracować jak kiedyś. To też miało wpływ. Oczywiście, nie powiem, że nagle wpadłem na pomysł, że chcę jeździć samochodem elektrycznym i szukałem takiego auta. To była decyzja, której sam się nie spodziewałem.
W jaki sposób więc padła taka, jakby nie patrzeć, nieoczywista decyzja?
Po prostu uznałem, że na starość należy mi się nieco komfortu (śmiech). Chciałem więc auta wygodnego, zacząłem szukać jakiegoś SUV-a – byle miał mocny silnik i napęd na cztery koła. Padały różne propozycje, długo się zastanawiałem. Podczas wizyty w Poznaniu mijałem salon Subaru. Piętnaście lat temu miałem auto tej marki i dobrze je wspominam. Uznałem, że wstąpię. Spodobała mi się Solterra, ale zaskoczył mnie fakt, że to auto dostępne tylko właśnie jako elektryczne. Porzuciłem więc temat na kilka tygodni. Przyznam jednak, że ciągle o tym myślałem – może to nie taka dziwna decyzja, skoro na drogach widać już dość dużo tych aut? Ostatecznie syn namówił mnie, aby spróbować. I tak w 2024 roku kupiłem elektryka.
Szukał Pan samochodu w takim właśnie budżecie czy ostatecznie auto kosztowało Pana więcej niż zaplanowana kwota?
Ceny ostatnio zwariowały. Bardzo trudno jest kupić w miarę dużego, wygodnego SUV-a z napędem na cztery koła w cenie poniżej 200 tys. zł. Po tym jak podjęliśmy z synem decyzję, kontaktowaliśmy się z salonem dwa czy trzy razy. Okazało się, że weszła akurat wyprzedaż rocznika i opłacalny leasing, a do tego jeszcze 30 000 zł dofinansowania, które otrzymałem po kilku miesiącach od zakupu. Samochód ostatecznie kosztował mnie tyle co inny, benzynowy SUV tej marki. Z tym, że moje auto było jednak znacznie dynamiczniejsze.
Można powiedzieć, że wybrał Pan samochód elektryczny ze względu na komfort jazdy i osiągi. Nie interesowały Pana niższe koszty lub względy ekologiczne?
Osiągi to za dużo powiedziane – ja nie jeżdżę szybko. Potrzebowałem po prostu auta z napędem na cztery koła i na tyle mocnego, żebym nie zakopał się na łące czy w polu. Oczywiście, do typowej jazdy po gospodarce mamy też starszego pick-upa, ale dobrze wiedziałem, że tym autem też nie raz zjadę z asfaltu. Pytał Pan o ekologię... Początkowo nie miało to takiego znaczenia, ponieważ jestem odporny na reklamy i przekonywanie mnie do różnych nowości. Dopiero po kilku tygodniach jazdy zrozumiałem, że to rzeczywiście są ważne zalety. Auto nie hałasuje i nie ma rury wydechowej, to ważne dla mojego komfortu jazdy, ale w sumie też dla środowiska.
Mieszka Pan w domu, a więc mogę wywnioskować, że właśnie tam ładuje Pan ten samochód?
Tak, to prawda. To jedna z tych rzeczy, która ostatecznie wpłynęła na decyzję. Podczas zakupu sprzedawca zaproponował mi za niewielką dopłatę ładowarkę domową i usługę jej zamontowania w garażu. Kiedyś wydawało mi się to dziwne, żeby codziennie podłączać auto do gniazdka. Już wystarczy, że ładuję telefon… Dziś już wiem, że to wielka wygoda. Nie muszę jeździć specjalnie na stacje paliw, auto "tankuję" w garażu, przez noc. Do tego, ile ja tych kilometrów zrobię? Mam auto ponad rok i na liczniku jest 11 tys. km. Rzadko przejeżdżam więcej niż 50 kilometrów dziennie, a więc wystarczy żebym ładował samochód raz w tygodniu. Wszystkie te kwestie ładowania czy zasięgu w ogóle nie są dla mnie problemem.
Wróćmy na chwilę do kosztów… Czy to był dla Pana argument za wyborem auta elektrycznego?
Oczywiście, to jasne, nikt nie chce przepłacać. Ja jednak zawsze jeździłem autem terenowym, z napędem 4x4, z dużym silnikiem. Więc akceptowałem to, że koszty jazdy są duże. Poprzedni samochód spalał najmniej 10 litrów oleju napędowego na 100 km, więc za paliwo płaciłem sporo. Teraz? Ceny paliw też zwariowały, więc tym bardziej jest mi do śmiechu – to zaskakujące, ale jeżdżę w zasadzie za darmo (śmiech).
Za darmo?
No, może nieco przesadzam… Syn kiedyś sprawdzał, że dzięki ładowaniu w domu jazda kosztuje mnie tyle, co 3 litry paliwa na 100 km. Tak mocne i wygodne auto spalające 3 litry? Poza elektrykami to niemożliwe. Sam Pan przyzna – jak za darmo! Zresztą, pół roku temu dałem się namówić na kolejną nowość. Zamontowaliśmy na dachu naszego domu panele fotowoltaiczne. Do nich też otrzymaliśmy kilka tysięcy złotych dofinansowania. Panele zasilają także ładowarkę do mojego auta. Chyba nie przesadzę, gdy powiem, że od kwietnia do października jeżdżę właściwie za darmo. A w pozostałe miesiące kosztuje mnie to tyle, co wspomniane 3 litry oleju napędowego na "setkę". Syn już coś wspomina o magazynie energii, bo wtedy możemy korzystać z "darmowego prądu" cały czas. Jeszcze decyzja nie zapadła, ale to pewnie kwestia czasu. Przyznaję, że dziś zupełnie inaczej patrzę na nowe technologie.
Jeździł Pan głównie autami terenowymi, teraz ma elektrycznego SUV-a. Czy spełnia on wszystkie potrzeby w kwestii napędu?
Ależ oczywiście, jeszcze mnie nie zawiódł. Czy to zima, ulewa czy ładna pogoda, nie ma miejsca, do którego bym nie dojechał. Co ciekawe, moje Subaru ma dwa silniki elektryczne – nie wiedziałem wcześniej, że istnieje coś takiego. Auto ma dzięki temu sporo ponad 200 KM i duży prześwit, a do tego tę imponującą cechę, czyli brak konieczności oczekiwania aż silnik wkręci się na obroty. Dotykam pedał gazu i jadę. O komforcie jazdy też sporo mogę powiedzieć. Mam swoje lata, kręgosłup pobolewa. Muszę przyznać, że to najwygodniejsze auto jakim jeździłem. Cisza jest nie do opisania, początkowo była wręcz bardzo dziwna. Potrafi sobie Pan wyobrazić, że moje poprzednie terenowe auta z dieslem nie były ciche.
Oczywiście, różnica musi być odczuwalna. Pozostaje pytanie, czy swoim samochodem jeździ Pan tylko po okolicy czy zdarzają się też dłuższe trasy?
Raczej poruszam się w okolicy domu czy do najbliższego miasta. Świadczy o tym chociażby przebieg auta – jak wspominałem. Kilka razy w miesiącu muszę być natomiast w Poznaniu, a to jakieś 90 kilometrów ode mnie. Taka trasa to jednak żadne wyzwanie, bo te 180 km w obie strony pokonuję na mniej niż połowie akumulatora. Czasem ruszam też autem nienaładowanym do pełna i zdarzyło mi się korzystać z tych szybkich ładowarek. Akurat mam je bardzo blisko miejsca, do którego jeżdżę. Zostawiam tam auto, a jak wracam, jest już naładowane do pełna. Jednak to rzadkość, bo niemal zawsze ładuję w domu.
Nie planował Pan zakupu auta elektrycznego, ale tak wyszło. Jednak na pewno miał Pan różne obawy. Jak dziś patrzy Pan na to, co jeszcze chwilę temu wydawało się przeszkodą?
Nie wiem czy mogę powiedzieć, że miałem dużo obaw. Po prostu nigdy nie myślałem wcześniej poważnie o takiej opcji jak elektryk. Po kilku rozmowach z synem i po wizycie w salonie dowiedziałem się na tyle dużo, że wiedziałem, czego się spodziewać. Nie czytałem też opinii w internecie, a jak wiemy, bywają one różne. Do tego, moim zdaniem, nie zawsze są prawdziwe. Najbardziej zastanawia mnie, a wręcz chyba śmieszy, dlaczego ludzie narzekają, że takie samochody mają mały zasięg. Następnie każda z tych osób pokonuje dziennie od 20 do 100km... Rozumiem tych kierowców, którzy codziennie jeżdżą po całej Polsce – dla nich może wydawać się to trudne. Choć przyznam, że po moich doświadczeniach jestem już na tyle śmiały, że bez problemu wybrałbym się swoim autem dalej. Chyba nawet będzie okazja, bo na ferie zimowe planujemy pojechać na rodzinny urlop w Tatry. To 460 kilometrów.
Będzie Pan namawiał sąsiadów do przesiadki do samochodu elektrycznego?
Nie, nic takiego. Ja raczej nie wtrącam się w cudze sprawy, więc o namawianiu nie ma mowy. Część znajomych nadal się dziwi, że tak wybrałem. Część coraz odważniej dopytuje o szczegóły i myślę, że w przyszłym roku pojawi się kolejne auto elektryczne w okolicy. Takie zmiany przychodzą z czasem.
Po Pańskich wypowiedziach wnioskuję, że nie zamierza Pan wracać do samochodu spalinowego?
Dobre pytanie – nie zastanawiałem się nad tym. Jednak ma Pan chyba rację, nie widzę żadnych argumentów za taką zmianą. Można powiedzieć, że dokonałem szalonego wyboru, ale dziś jestem pewien, że to była dobra decyzja.
Dziękuję bardzo za rozmowę!
Dziękuję, pozdrawiam.