Amerykanie rezygnują z systemu start/stop. Już nie będzie obowiązkowy
Amerykańska Agencja Ochrony Środowiska (EPA) ogłosiła wycofanie regulacji dotyczących systemu start/stop w pojazdach. Zmiany są częścią szerokiej polityki deregulacyjnej prowadzonej przez administrację Trumpa.
Systemy start/stop od lat stosowane w pojazdach spalinowych mają tyle samo zwolenników co przeciwników. Ci pierwsi mówią o korzyściach ekologicznych i niższym zużyciu paliwa. Drudzy natomiast kwestionują sensowność jego działania i twierdzą, że przyczynia się on do szybszego zużycia podzespołów pojazdu.
Od wielu lat start/stop był obowiązkowym wyposażeniem pojazdów nie tylko w Europie, ale i USA. Teraz się to zmieni. Lee Zeldin, szef amerykańskiej EPA, ogłosił ważne zmiany, które kończą obowiązek stosowania tej funkcji.
Tak się żegna legendę. Fabryka Dodge'a Vipera posłuży za muzeum
Nowe przepisy ogłoszone przez EPA znoszą nie tylko obowiązek stosowania systemu start/stop, ale i wszelkie ulgi dla producentów, którzy montowali to rozwiązanie w swoich pojazdach. Oznacza to, że start/stop prawdopodobnie zniknie z wielu popularnych modeli, a w niektórych będzie stanowił raczej płatną opcję niż wyposażenie standardowe.
Decyzja jest wynikiem szerszego pakietu deregulacji wprowadzonego przez administrację Trumpa, która to rezygnuje z przepisów z 2009 roku dotyczących gazów cieplarnianych. W dużym skrócie - amerykańskie władze uznały, że gazy te nie stanowią zagrożenia dla zdrowia. Obrońcy tego sposobu myślenia podkreślają, że zniesienie regulacji wpłynie znacząco na obniżenie cen nowych aut w USA. Pożyjemy - zobaczymy.