Pierwsza jazda: Porsche Macan GTS - przede wszystkim Porsche
Litery GTS widniejące na samochodach Porsche oznaczają, że jest to wersja "dla tych, którzy się znają". Dla lubiących zaangażować się w prowadzenie. Po prostu dla poszukujących sportowych wrażeń i frajdy z jazdy. Czy taka odmiana w ogóle pasuje do elektrycznego SUV-a? Odpowiedź jest zaskakująca.
O tym, że Porsche zdecydowało się zakończyć żywot swojego najpopularniejszego modelu, a raczej przejść w nim na napęd elektryczny, powiedziano już chyba wszystko. Niemcy zrozumieli błąd ograniczania oferty, już szykują model spalinowy, ale też cały czas pracują nad elektrykiem. Właśnie pojawia się kolejna odmiana elektrycznego Porsche Macana. Tym razem jest to GTS. Wersja o tym oznaczeniu pojawia się w każdym kolejnym modelu marki z Zuffenhausen i przyznam, że zawsze jest to dla ciekawe, a nawet zaskakujące.
Nigdy nie jest to topowa i najmocniejsza odmiana. Te mają oznaczenie Turbo (dziś już stosowane bardzo swobodnie, nawet w przypadku elektryków). GTS jest słabszy. Wolniejszy na prostej. Jednak to właśnie ta wersja jest tą bardziej sportową, która skuteczniej pokonuje zakręty i wywołuje przy tym sporo satysfakcji z dynamicznej jazdy.
GTS nie omija żadnego modelu w ofercie - również SUV-ów. Nie jest więc niespodzianką, że Porsche przygotowało właśnie taką odmianę również swojego elektrycznego Macana. Patrząc na suche liczby wpisuje się ona niemal idealnie między wersje 4S i Turbo. Jest tak zarówno pod względem mocy (571 KM), ceny (od 480 tys. zł), jak i osiągów (3,8 s do 100 km/h). Jednak to tylko część obrazu.
Wideopremiera: Porsche Cayenne - najlepszy elektryk na świecie?
Nie tylko wygląd
W GTS-ie nie chodzi tylko o idealne uzupełnienie oferty (choć to też było celem). To ma być Macan o nieco innym charakterze. Niemcy lubią ubierać wszystko w wykresy, więc i sens GTS-a przedstawili na jednym. Mówiąc krótko - wersja ta ma dostarczać najwięcej emocji podczas jazdy, przebijając pod tym względem nawet Turbo, zarazem nie będąc wcale najmocniejszą odmianą.
Sam napęd to nieco osłabiony układ dwóch silników znanych z wersji Turbo. Zatem ten tylny jest bardziej wydajny i wytrzymały na ekstremalne traktowanie. GTS w standardzie ma pakiet Sport Chrono. Ale przede wszystkim stworzone specjalnie dla tej odmiany nico zmienione, obniżone o 10 mm zawieszenie pneumatyczne. Porsche chwali się, że w efekcie uzyskano bardzo nisko umieszczony środek ciężkości, a to przekłada się na lepsze prowadzenie.
Oczywiście nie zabrakło też stylistycznych wyróżników Macana GTS. Tradycyjnie dla tej odmiany dolne elementy zderzaków i progi są czarne. Na drzwiach znalazły się czarne paski z oznaczeniem wersji, przednie światła mają ciemne wykończenie, a do tego dostępne są felgi stworzone specjalnie dla GTS-a - standardowo 21-calowe, a w opcji 22-calowe. Również we wnętrzu jest bardziej rasowo, bardziej sportowo, ciemniej i oznaczeniami wersji GTS (choć nadal, jak to w najnowszych Porsche, jest sporo plastiku piano black). Wszystko uzupełnia dobiegający z głośników dźwięk "napędu" wyróżniający tę wersję. Nadal uważam, że jest to kwestia dyskusyjna i sztuczna, ale muszę przyznać, że w trybie Sport Plus ścieżka dźwiękowa jest przyjemna i wcale nie irytuje (co bywa normą w wielu elektrykach).
Jeździ jak Porsche
Pierwsze jazdy Macanem GTS Porsche przeprowadziło na górskich drogach w okolicy Nicei. To pokazuje pewność Niemców. Przedgórze Alp to fantastyczne trasy, które jednak w prosty sposób potrafią pokazać niedociągnięcia. Niejedno auto prezentowane w tym miejscu nie dorastało do wymagań, jakie stawiają tamtejsze kręte drogi łączące szybkie odcinki z bardzo technicznymi serpentynami. Do tego dzień przed tym, jak miałem okazję zapoznać się z elektrycznym Macanem, cały dzień padał deszcz, a w wyższych partiach leżał śnieg. Krótko mówiąc - przyczepność nawierzchni potrafiła się zmieniać kilka razy na dystansie kilkudziesięciu metrów. Zdradliwe warunki, a mowa tu o ważącym 2395 kg SUV-ie, który ma 571 KM (podczas zwykłej jazdy 516 KM) i do 955 Nm.
Zaczynam jednak na drogach przez mniejsze miejscowości, pełne progów zwalniających i nie zawsze idealnego asfaltu. I już pierwsze zaskoczenie. Wbrew temu, co można było się spodziewać, GTS cały czas jest niezwykle komfortowym autem. W trybie Normal to po prostu wygodny rodzinny SUV. Co ciekawe, Sport daje więcej wyczucia i charakteru, ale nadal amortyzacja i ukrywanie nierówności są zaskakująco dobre. Dopiero Sport Plus jest tym ustawieniem, na którym wrażenia się w pełni sportowe.
Nie zrozumcie mnie źle. Już na tych "spokojniejszych" trybach Macan GTS jest jednym z najlepiej prowadzących się elektrycznych SUV-ów, ale przy Sport Plusie bez wątpienia jest pretendentem o zwycięstwo w tej kategorii.
Szerokie i przyczepne opony (które z tyłu mają blisko 30 cm szerokości) wgryzają się w asfalt tak skutecznie i tak pewnie, że aż trudno mi uwierzyć. Dopiero w najbardziej śliskich miejscach auto zaczyna tracić przyczepność, ale też nie ma tu żadnej paniki. Wszystko pozostaje pod kontrolą, a Macan zadziwia ogromnymi pokładami przyczepności. O sportowym charakterze niech świadczy rozkład masy - 52 proc. na tyle i 48 proc. z przodu. W jeździe (również też najwolniejszej, podczas parkowania) pomaga też skrętna (o maksymalnie 5 stopni) tylna oś.
Niezależnie, czy mowa o szybkim łuku, czy ciasnej nawrotce niemiecki SUV uzasadnia obecność liter GTS w nazwie. Mnie nachodzi tutaj filozoficzna myśl - czy to w ogóle potrzebne? Jak niewielki ułamek klientów skorzysta ze sportowych możliwości Macana? W praktyce to przecież samochód wykorzystywany do dojazdów do pracy, wożenia dzieci do szkoły i wypadów na zakupy. Czy ten cały wysiłek włożony przez inżynierów i technologia, która podbija cenę w rzeczywistości mają sens? I wtedy przypominam sobie sytuację z Rangę Roverem. To luksusowe auto w praktyce nie potrzebuje żadnych terenowych zdolności, ale klienci płacą za samą świadomość, że samochód je oferuje.
I tak też jest w tym przypadku. Za logo Porsche stoi coś więcej. Ten samochód po prostu musi dobrze jeździć. I wiedza, że jeśli tylko by się chciało, to stojący w garażu SUV będzie jeździł na torze na poziomie sportowych coupé, jest tym, co wyróżnia markę z Zuffenhausen. Macan GTS jest "po prostu" elektrycznym SUV-em, ale przede wszystkim jest to Porsche.
Ja sam czuję się, jakbym chwilę wcześniej zapomniał, z jakim samochodem mam do czynienia. Macan GTS zaskoczył mnie swoją skutecznością podczas dynamicznej jazdy. Nie oczekiwałem aż tyle. Czy coś bym zmienił? Zaskakująco niewiele, ale przede wszystkim działanie hamulców. Porsche chwali się mocą rekuperacji na poziomie 240 kW. Super, ale sama praca pedału hamulca ma problem typowy dla elektryków. Jest nienaturalna i trudna do wyczucia. Na początek efekt jest słaby, jakby samochód ledwo zwalniał i dopiero zdecydowanie mocniejsze wyprostowanie nogi daje zamierzony efekt.
Elektronika też w cenie
Elektryczny samochód marki premium niejako z definicji musi być gadżeciarski. Brak najnowszych technologii dawałby spory niedosyt. Nawet jeśli nie każdy będzie korzystał ze wszystkich opcji, to po prostu nie wypada pozostawać w tyle za popularniejszymi modelami, które też stale wprowadzają zaawansowane nowinki techniczne. Porsche o tym wie i Macan oferuje naprawdę sporo.
Trzy ekrany (w tym jeden przed pasażerem) to dziś oczywista opcja. Zresztą ten trzeci działa tak, że na postoju jego obraz widać z każdego kąta, a podczas jazdy kierowca nie dostrzeże tego co pasażer. Dzięki temu na prawym fotelu można ogląd filmy czy grać w liczne gry (do których kontrolerem może być też smartfon). Przed kierowcą natomiast znajduje się zaawansowany HUD z rozszerzoną rzeczywistością, która ułatwia nawigację, ale najbardziej spektakularnie działa w trybie adaptacyjnego tempomatu i utrzymywaniu pasa ruchu. Oczywiście Porsche potrafi samo też ten pas zmienić. Funkcje autonomiczne obejmuję też samoistne cofanie po pokonanym wcześniej odcinku (przydatne, gdy wjedzie się gdzieś, skąd trudno wycofać) albo pamięć do 5 nauczonych wcześniej manewrów parkowania.
Z opcji, które ja osobiście bardzo cenię, Porsche umożliwia też dodanie wirtualnego kluczyka do portfela na iPhonie, Apple Watchu czy kompatybilnych urządzeniach z Androidem. Co ważne, jest to najnowsza wersja tej technologii i działa tak kluczyk zbliżeniowy - wystarczy mieć przy sobie telefon lub zegarek, aby samochód się odblokował i uruchomił.
Jeśli chodzi o parametry elektryczne to też jest dobrze. Może Macan nie jest liderem rynku i ustępuje nadchodzącemu Cayenne na prąd, ale i tak maksymalna moc ładowania to 270 kW, a bateria ma 95 kWh netto, co przekłada się na niezły zasięg (choć wielkie przyczepne opony skutecznie zwiększają zużycie prądu).
Elektryczny Macan GTS jest więc kompletnym produktem godnym metki premium i pełnoprawnym Porsche, choć jeszcze bardziej jest po prostu rodzinnym SUV-em.