1 lipca nie nastąpiła rewolucja w przepisach. Rząd jest daleki od dotrzymania słowa w sprawie zmian

Po zmianach łatwiej będzie o utratę prawa jazdy
Po zmianach łatwiej będzie o utratę prawa jazdy
Źródło zdjęć: © Policja
Tomasz Budzik

01.07.2020 11:29, aktual.: 22.03.2023 11:03

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Na przełomie 2019 i 2020 r. premier Mateusz Morawiecki zapowiedział rewolucję w kwestii przepisów o pieszych i zatrzymywaniu praw jazdy. Zmiana miała nastąpić 1 lipca. Choć ten dzień już nadszedł, nic takiego się nie stało. Tymczasem Polska jest w ogonie unijnych państw pod względem bezpieczeństwa.

Zmiany utknęły

W połowie grudnia 2019 r. podczas zorganizowanej przez Orlen akcji promującej bezpieczeństwo premier Mateusz Morawiecki zapowiedział szybkie zmiany w prawie, które mają doprowadzić do poprawy poziomu bezpieczeństwa na polskich drogach. Na początku 2020 r. wyznaczono termin wprowadzenia tych nowelizacji - 1 lipca 2020 r. Niestety, z planów rządu nic nie wyszło. Choć termin ten minął, projekt nowelizacji, który miał wprowadzić zmiany, wciąż jest na dość wczesnym z punktu widzenia przebiegu legislacyjnego etapie konsultacji publicznych. Kiedy jest szansa na jego wprowadzenie?

Odpowiedź na to pytanie nie jest prosta. Wiele zależy od woli polityków. Jeśli ta się pojawi, można wyobrazić sobie ekspresowe tempo prac prowadzonych w kierunku przedłożenia nowelizacji w Sejmie na najbliższe posiedzenie. To jednak odbędzie się dopiero 22 lipca.

Po pierwszym czytaniu projekt czeka skierowanie do komisji i powrót na Wiejską. Kalendarz sejmowy nie określa na razie posiedzeń od końca lipca, więc nie wiadomo, kiedy projekt mógłby trafić pod głosowanie. Potem jeszcze trzeba będzie poczekać na podpis prezydenta i upłynięcie vacatio legis. Ile będzie ono trwać? Tego też jeszcze nie wiemy. W aktualnej wersji projektu nowelizacji czytamy: "Ustawa wchodzi w życie z dniem 1 lipca 2020 r".

Tekst nowelizacji to zaledwie dwie strony. Jednak nawet jeśli założymy rekordowe tempo prowadzenia procesu legislacyjnego, trudno wyobrazić sobie, by zmiany nastąpiły przed końcem wakacji. A termin wprowadzenia rewolucji w prawie nie był przypadkowy, bo to właśnie podczas letniej przerwy od nauki ma miejsce najwięcej potrąceń pieszych i rowerzystów, a sezon wyjazdów nasila problem piractwa drogowego.

Na co czekamy?

Projekt nowelizacji wprowadzi trzy istotne zmiany. Pierwszą jest jasne określenie w Prawie o ruchu drogowym tego, jak kierowcy powinni zachowywać się względem pieszych. Co ciekawe, projekt, wbrew rozpowszechnionej opinii, nie daje pierwszeństwa pieszemu przed przejściem. Nakazuje jednak kierowcy ustąpienie pierwszeństwa pieszym wchodzącym na przejście i - co oczywiste - znajdującym się na nim. Ustawa po nowelizacji nakaże również kierowcy zbliżającemu się do przejścia zachowanie szczególnej ostrożności i zmniejszenie prędkości.

Drugą nowością ma być zlikwidowanie różnych limitów prędkości dopuszczalnej w terenie zabudowanym w zależności od pory doby. Po zmianach ma być to zawsze 50 km/h, czyli tyle, na ile obecne przepisy ograniczają tam prędkość od 5 rano do 23. W pozostałych godzinach można jednak jechać zgodnie z prawem 60 km/h.

Trzecią zmianą ma być wprowadzenie zasady, w myśl której kierowca na trzy miesiące utraci prawo jazdy za przekroczenie dozwolonej prędkości o więcej niż 50 km/h niezależnie od miejsca, gdzie dojdzie do wykroczenia. Dziś jest to możliwe jedynie w terenie zabudowanym. Zdaniem rządu ta zmiana ma zwiększyć liczbę zatrzymywanych co roku praw jazdy o nawet 40 tys.

Rzeczywistość skrzeczy

Zaproponowane przez rząd zmiany prawa mają zbliżyć polskie przepisy do tych, które obowiązują w większości europejskich państw. Odwołanie do zachodu kontynentu nie jest przypadkowe, bo mamy względem krajów "starej Unii" wiele do nadrobienia.

Według danych za 2019 r. opublikowanych przez Europejską Radę Bezpieczeństwa w Transporcie (ETSC) Polska plasuje się na trzecim od końca miejscu pod względem liczby śmiertelnych ofiar wypadków drogowych na milion mieszkańców. Z wynikiem wynoszącym 76,6 zdołaliśmy zdystansować jedynie Bułgarię (89,7) i Rumunię (96,0). Średnia europejska wyniosła 51,0, a Norwegia i Szwecja mogły pochwalić się wynikami na poziomie 20,3 oraz 21,6. Oczywiście nie bez znaczenia jest tu zamożność tych państw. O tym, że Polska mogła osiągnąć więcej, przekonują jednak przykłady trzech krajów podobnych do nas: Estonii (39,3), Słowacji (45,0) oraz Słowenii (49,0).

Oczywiście sama zmiana prawa nie przyniesie nam poprawy statystyk do poziomu reprezentowanego przez europejskich liderów. Wiele trzeba zrobić na polu kształcenia komunikacyjnego w szkołach, kontroli nad poziomem praktycznej nauki jazdy czy poprawy infrastruktury drogowej. Dość powiedzieć, że kontrola przejść dla pieszych przeprowadzona w 2019 i 2020 r. przez GDDKiA pokazała, że tylko 36 proc. takich miejsc nie wymaga żadnych poprawek dla zwiększenia poziomu bezpieczeństwa dla pieszych. Bez wprowadzenia nowelizacji prawa nie zmienimy jednak mentalności polskich kierowców, a ta w przypadku wielu zmotoryzowanych pozostawia wiele do życzenia.

Źródło artykułu:WP Autokult
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (19)