Chińscy producenci samochodów coraz śmielej radzą sobie poza granicami swojej ojczyzny, śmiało rozszerzając swoje wpływy w Europie czy Ameryce. Budzi to ogromne emocje, a także pcha do działania nie tylko dominujące do tej pory w branży motoryzacyjnej koncerny, ale również i polityków.
Prezydent USA Joe Biden podjął chociażby decyzję o znacznym zaostrzeniu ceł na pojazdy elektryczne pochodzące z Chin. Od sierpnia 2024 r. wzrosną one z 25 proc. do aż 100 proc. Cła na półprzewodniki z Państwa Środka uległy zaś podwojeniu i wyniosą one 50 proc.
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
WIDEORytm miejsca. Mazda CX-60
Unia Europejska zaś kończy proces sprawdzania wpływu chińskich państwowych dotacji na funkcjonowanie tamtejszych marek samochodowych. Według zakulisowych doniesień konsekwencją śledztwa, którego szczegóły mają zostać ujawnione w czerwcu, również ma być znaczne podniesienie ceł.
Podczas gdy niektórzy producenci krytykują domniemane plany UE, w innym tonie wypowiadają się rządzący. Dobrym przykładem jest tutaj włoski minister przemysłu, Adolfo Urso.
W sobotę 25 maja polityk wystąpił w miejscowości Trento na konferencji biznesowej. Urso, cytowany przez włoski portal "Agenzia Nova" zaapelował do Komisji Europejskiej o podjęcie zdecydowanych działań i "pójście w ślady USA". Zagroził on, że w przeciwnym wypadku europejska motoryzacja zostanie spisana na straty i nie będzie w stanie podjąć walki z chińskimi przedsiębiorstwami.
Stany Zjednoczone stawiają już czoła tytanicznemu wyzwaniu ze strony Chin. Pójście w ich ślady jest nieuniknione i należy to zrobić szybko. Potrzebna jest asertywna polityka przemysłowa, oparta na wspólnych zasobach, która chroni europejskie firmy. W przeciwnym razie europejski przemysł zostanie zmieciony z powierzchni ziemi.