Zmiany trudno dostrzec na pierwszy rzut oka. Jeśli jednak przyjrzymy się dokładniej, zauważymy matrycowe światła LED, które będą standardem w wersjach Style i R-Line. Wzorem innych modeli pojawiły się też świetlne pasy z przodu i z tyłu łączące reflektory oraz tylne lampy.
Nowy jest także zderzak, w którym światła przeciwmgłowe zastąpiono pionowymi LED-ami. Tylny zderzak również się zmienił, choć więcej uwagi przykuwają lampy ze wstawkami w kształcie litery X. Co ciekawe, za sprawą wizualnych zmian zwiększyła się długość nadwozia. T-Cross po liftingu mierzy 4135 mm – o 27 mm więcej niż dotychczas.
A co z wnętrzem? Tu dzieje się mniej, lecz warto wspomnieć o cyfrowych wskaźnikach, które będą standardem w każdej wersji. Mogą mieć przekątną 8 lub 10 cali. Towarzyszy im wyświetlacz multimediów w rozmiarze od 8 do 9,2 cala, wykorzystujący najnowsze oprogramowanie.
Volkswagen popracował także nad jakością, stosując lepsze materiały i dekoracyjne przeszycia. Klienci mogą też liczyć na bogatsze wyposażenie standardowe, choć wiele zależy od wybranej specyfikacji.
Szczegóły wraz z cenami powinniśmy poznać niebawem. Wiadomo jednak, że gama silników nie ulegnie zmianie. Bazą wciąż będzie 95-konne, benzynowe 1.0. Będzie też mocniejsza, 115-konna odmiana z automatem w opcji oraz topowy, 150-konny wariant 1.5 oferowany wyłącznie z przekładnią DSG.