Toyota C‑HR 1,8 Hybrid - Toyota taka jak nigdy
Gdy zamykam oczy i ktoś mówi Toyota, to w pierwszej kolejności widzę Corollę, w drugiej Yarisa, a w trzeciej napęd hybrydowy. Jak zbudować Toyotę, która nikomu się nie śniła i z jednej strony będzie kompaktowa, jak dawna Corolla, z drugiej innowacyjna jak deska rozdzielcza pierwszego Yarisa, a dopełnieniem całości będzie dobrze znany napęd hybrydowy? Odpowiedzią na wszystko jest Toyota C-HR.
Toyota C-HR 1,8 Hybrid - test, opinia
Compact Hybrid Revolution – tak według Toyoty powinno się rozwijać nazwę modelu. To ofensywa w nowym i świetnie się sprzedającym segmencie crossoverów, ale zrealizowana w trochę odmienny niż u konkurencji sposób. Zamierzeniem konstruktorów było zbudowanie auta modnego, wpisującego się w aktualne trendy, a jednocześnie bardzo bliskiego typowemu, dobrze zaprojektowanemu kompaktowi.
Crossover jak niezły kompakt
Tak kompaktowi! Co dla wielu może być pewnym zdziwieniem. C-HR wygląda na znacznie mniejsze auto niż jest w rzeczywistości. Kształty nadwozia i odbiór auta na zdjęciach wydają się sugerować konkurenta w postaci Nissana Juke’a, a nowa Toyota jest od niego aż o 21 centymetrów dłuższa. Rywalem, którego w pierwszej kolejności wymieniają przedstawiciele marki jest Nissan Quashqai, którego wymiary są bardzo podobne jak opisywanego modelu.
Aby jeszcze lepiej spozycjonować C-HR zauważmy, że jego rozstaw osi jest jedynie 2 centymetry mniejszy niż w obecnej generacji RAV4 i sporo większy niż w generacji poprzedniej. Jednocześnie jest to auto, którego sylwetka nie jest tak bardzo pudełkowata jak innych SUV-ów, a chce bardziej przypominać podniesione coupe. To pokazuje, że tym modelem Toyota próbuje pozyskać zupełnie nowych nabywców, którzy dotąd nie kierowali swoich kroków ku salonom tej marki.
Wygrana jeszcze przed startem
Póki co udaje się to znakomicie. Auto, które oficjalnie zadebiutuje w salonach w drugiej połowie stycznia 2017 do drugiej połowy listopada zebrało w Polsce aż 1000 zamówień, co jest wydarzeniem o tyle istotnym, że jest to najlepszy wynik C-HR w całej Europie. To sukces pokazów statycznych w wybranych salonach i zakupom przez internet. W ten drugi sposób auto zakupiło aż 200 klientów.
To potwierdza badania focusowe, które mówiły, że wygląd jest kluczowym argumentem przy zakupie auta tej klasy. Tutaj C-HR ma duży atut, bo trudno przejść obok niego obojętnie. To Toyota, której nigdy byśmy się nie spodziewali i mi osobiście ta bryła bardzo się podoba. Bardzo dobrze wygląda w szarym, srebrnym i niebieskim kolorze. Trochę gorzej w białym, czarnym i brązowym, gdzie ciekawe załamania karoserii nieco giną w jednorodnej barwie nadwozia.
Jedynym problemem tej udanie narysowanej bryły, o szerokich nadkolach i usportowionej linii jest to, że tylna klamka jest na tyle wysoko, że większość dzieciaków sama nie otworzy sobie drzwi z zewnątrz, a większość dorosłych będzie miała zagadkę, w jaki sposób ją otworzyć. Tak czy inaczej dzięki temu auto wygląda atrakcyjniej, a przecież nie każdy użytkownik ma dzieci. To wada funkcjonalna, ale efekt wizualny był tego warty.
Atrakcyjnie i funkcjonalnie
Równie atrakcyjnie narysowany jest kokpit, który jednak ma typową dla marki łatwość obsługi. Najważniejsze funkcje sterowane są przełącznikami, a dotykowy jest jedynie ekran nawigacji, który nieco zaburza stylizację tego wnętrza. Najbogatsze wersje podzielić można na te skierowane do osób lubiących elegancję (wersja Prestige, o stonowanej kolorystyce) i te o bardziej krzykliwych, kolorowych barwach (Dynamic, widoczna na zdjęciach wnętrza).
Materiały są typowe dla nowszej gamy Toyoty – góra deski jest miękka, boki drzwi natomiast dość twarde, ale o ciekawej fakturze materiału. Podoba się skóra typu nappa na kierownicy, czy estetyczny drążek skrzyni biegów, a nieco irytuje modny czarny plastik konsoli środkowej, który należałoby nieustannie przecierać z kurzu i odcisków palców. Wszystko jest bardzo dobrze zmontowane, nie wydaje z siebie żadnych dźwięków (nawet na sporych nierównościach) i ma się wrażenie, że będzie dość trwałe.
Kabina rozmiarami przypomina typowego kompakta. Miejsca jest wystarczająco dla czterech osób, a dużym zdziwieniem jest ilość przestrzeni nad głowami pasażerów drugiego rzędu siedzeń. Siedzi się stosunkowo nisko – fotele umieszczone są na wysokości typowej dla auta osobowego, a nie crossovera, a obniżona linia przedniej szyby zapewnia dobrą widoczność z miejsca kierowcy.