Rekordowy wzrost. Polacy rzucili się na auta elektryczne
Polska jest liderem wzrostu sprzedaży samochodów elektrycznych w Europie. Czy nagle pokochaliśmy auta na prąd? A może po prostu się to opłaca?
Jeśli zauważasz ostatnio na polskich drogach więcej samochodów elektrycznych, to nie jest to złudzenie. Rok 2025 to był prawdziwy boom elektromobilności nad Wisłą. Licząc zarówno nowe, jak i używane, sprowadzone do Polski auta osobowe oraz dostawcze, łącznie na naszych ulicach przybyło 52 679 elektryków - informuje Polskie Stowarzyszenie Nowej Mobilności. To o blisko 120 proc. więcej niż wyniósł wzrost w 2024 r. Przy niewielkiej do tej pory liczbie aut na prąd oznacza to zwiększenie ich całkowitej liczby aż o 65 proc. do 132 358 sztuk. Zmiany są więc bezprecedensowe. Przynajmniej patrząc na wartości procentowe.
W dużej części wynika to z niskiej bazy. Mówiąc krótko - skoro do tej pory elektryki były marginesem sprzedaży, to tak imponujące różnice są łatwiejsze do osiągnięcia. Polska zaliczyła największy wzrost udziału aut BEV w ogólnej sprzedaży w całej UE. Jak podaje PSNM, był to skok z 3 proc. rynku nowych samochodów w 2024 r. do 7,2 proc. w 2025 r. Oczywiście nadal jest to sporo mniej niż wynosi średnia europejska (19,5 proc.). Jednak wyraźnie widać zmianę nastawienia Polaków. O elektromobilności mówi się od lat, ale to 2025 r. był u nas przełomowy. Co spowodowało tę dużą zmianę?
Odpowiedź jest prosta - pieniądze. A dokładniej dwa aspekty z nimi związane - dopłaty z programu NaszEauto oraz tańsze samochody elektryczne. Rządowy program dofinansowywania był krytykowany, zmieniał się w trakcie obowiązywania, ale ostatecznie można powiedzieć, że osiągnął założony cel. Choć NaszEauto miało powolny start, to w drugiej połowie roku posypały się wnioski o dopłaty. Im bliżej wyczerpania puli 1,23 mld zł przeznaczonych na ten program, tym więcej zgłaszało się chętnych. Jak podsumowuje PSNM, ostatecznie NaszEauto zamknęło się 39 259 wnioskami. Z czego pewna część przypadła na styczeń i początek lutego 2026 r., więc będzie też miała pewien wpływ na statystyki w 2026 roku.
Średnia kwota dofinansowania w ramach programu NaszEauto wyniosła 31 500 zł, a to znacząca obniżka ceny, jaką musieli zapłacić klienci decydujący się na samochód elektryczny. Nierzadko już samo to powodowało, że był on nawet tańszy od spalinowego odpowiednika.
Drugą niemniej ważną kwestią były ceny wyjściowe aut na prąd. Tak jak przeciętna elektryczna osobówka kupiona w Polsce w 2024 r. kosztowała 254 022 zł, tak w zeszłym roku było to już średnio 199 945 zł. Jak podkreśla PSNM - jest to spadek aż o 21 proc. I to nie uwzględniając dofinansowania z NaszEauto.
Skąd taka zmiana cen? Wynika to z dwóch rzeczy. Z jednej strony wielu producentom zależy na sprzedaży elektryków, gdyż to pozwala obniżyć średnią emisję i spełnić europejskie wymogi. Przypomnijmy - koncerny, których dostarczane klientom w UE samochody będą przeciętnie emitować za dużo, będą musiały płacić kary. Dlatego w wielu przypadkach sprzedaż aut elektrycznych przy niższych marżach może się po prostu opłacać. Jednak z drugiej strony nawet firmy takie jak Tesla robią wszystko, aby być konkurencyjne. Zresztą pokazuje to fakt, że ostatnio amerykańska marka wprowadziła tańsze wersje Standard dla Modelu Y i Modelu 3.
To też odpowiedź na drugi, jeszcze mocniej wpływający na średnie ceny trend. Na rynku pojawia się coraz więcej tanich elektryków i to one zaczynają dominować w polskich statystykach sprzedaży i w ten sposób zdecydowanie obniżają średnią cenę kupowanych u nas aut na prąd. Przykłady?
Co prawda nadal najpopularniejszym nowym elektrykiem nad Wisłą jest Tesla Model Y, ale na drugim miejscu znalazł się mały BYD Dolphin Surf - model wyceniany aktualnie 97 700 zł. Gdy możliwe były jeszcze dofinansowania z NaszEauto miejskie auto w praktyce kosztowało poniżej 70 tys. zł, a dziś trudno znaleźć takie ceny aut benzynowych. Zresztą po trzeciej Tesli Model 3, zaraz za podium znalazł się Citroën e-C3, a pierwszą piątkę zamyka niewielki Leapmotor T03, który teraz w promocji ma cenę 73 900 zł, a w zeszłym roku był nawet tańszy.
Choć tanie modele i dofinansowanie były głównymi motorami wzrostu sprzedaży elektryków, to nie jest to ich cały obraz rynku. Istnieje też druga strona skali. Samochody na prąd znane są z tego, że w stosunkowo niezłych cenach mogą oferować ogromną moc napędu i świetne przyspieszenie. W końcu dużo taniej i łatwiej zrobić potężny silnik elektryczny niż spalinowy. Jak informuje PSNM, widać to właśnie w segmencie najmocniejszych aut. W 2025 r. zarejestrowano w Polsce 9217 samochodów o mocy ponad 500 KM. Aż 4789 (czyli 52 proc.) z nich to były auta BEV.
Na pewno jakiś, choć może mniejszy wpływ na sytuację ma kwestia użytkowania samochodów elektrycznych w Polsce. Chodzi oczywiście o sieć ładowarek. Zgodnie z danymi zebranymi przez PSNM, w 2025 r. w naszym kraju liczba punktów ładowania wzrosła o 36 proc. Co znaczące - rozwój powolnych punktów AC się zmniejszył (nawet w liczbach bezwzględnych ich przyrost był mniejszy niż w 2024 r.), natomiast rozwój sieci ładowarek DC cały czas jest bardzo szybki (+65 proc.). Otwarto rekordowo dużo takich punktów, a do tego coraz częściej pojawiają się huby z kilkoma słupkami o dużej mocy.
Widać też, że największa zmiana ma miejsce w podróżowaniu po kraju. Chyba każdy, kto próbował jeździć po Polsce elektrykiem jeszcze parę lat temu, pamięta, że przypominało to planowanie poważnej operacji logistycznej. Teraz, przynajmniej na głównych trasach, przestaje to być problemem. Widać to zresztą na liczbach. Na trasach TEN-T (czyli wchodzących w skład kluczowych europejskich arterii tranzytowych) liczba punktów ładowania wzrosła w 2025 r. ponad dwukrotnie - z 267 do 556.
Rok 2025 przyniósł ogromną zmianę w Polsce. Jednak pojawia się pytanie, czy to chwilowy trend, czy będzie on utrzymany. I chyba tylko najwięksi optymiści i entuzjaści samochodów elektrycznych wierzą, że tak będzie. Choć przez nieco ponad miesiąc 2026 r. stał jeszcze pod znakiem programu NaszEauto, to jego koniec na pewno mocno odbije się na sprzedaży samochodów elektrycznych. Wszystko wskazuje na to, że szansa na utrzymanie ich popularności leży w kwestiach ekonomicznych - jeśli zakup elektryka będzie opłacalny, to Polacy będą je kupować. To zarazem tak proste, jak i tak trudne dla producentów samochodów.