Azot od lat kojarzy się z profesjonalnym zastosowaniem. Wykorzystuje się go między innymi w lotnictwie, przemyśle, a także motorsporcie. Nic więc dziwnego, że pojawił się również w ofercie warsztatów i wulkanizatorów. Za dodatkową opłatą możemy zamiast zwykłego powietrza napełnić opony azotem.
Tylko czy w samochodzie używanym na co dzień rzeczywiście zauważymy różnicę?
WIDEORytm miejsca. Mazda CX-60
Azot już znajduje się w twoich oponach
Na początek warto rozprawić się z podstawowym nieporozumieniem. Zwykłe powietrze nie jest pozbawione azotu - ten gaz stanowi około 78 proc. jego składu. Oprócz niego mamy przede wszystkim tlen, a także niewielkie ilości innych gazów i – w zależności od warunków – pary wodnej.
Azot wykorzystywany do pompowania opon jest natomiast znacznie czystszy i pozbawiony dużej części wilgoci. To właśnie jego właściwości sprawiają, że może być interesujący w zastosowaniach profesjonalnych. Nie oznacza to jednak, że po napompowaniu opony azotem dzieją się w niej jakieś cuda.
Czy azot rzeczywiście lepiej utrzymuje ciśnienie?
To jeden z najczęściej powtarzanych argumentów zwolenników azotu. Cząsteczki gazu mają nieco inne właściwości niż składniki powietrza, a azot jest również mniej podatny na przenikanie przez niektóre materiały. W praktyce może to oznaczać wolniejsze uciekanie gazu z opony. Nie należy jednak oczekiwać spektakularnej różnicy.
Co więcej, często można spotkać się ze stwierdzeniem, że azot "nie reaguje na temperaturę". To nieprawda. Azot również zmienia ciśnienie wraz ze zmianą temperatury. Opona rozgrzana podczas jazdy będzie miała inne ciśnienie niż zimna, niezależnie od tego, czy znajduje się w niej azot, czy powietrze.
Różnica polega przede wszystkim na mniejszej zawartości wilgoci w azocie. W przypadku profesjonalnych zastosowań może mieć to większe znaczenie, ale podczas codziennej jazdy samochodem trudno mówić o przełomowej korzyści.
Mniejsze spalanie i dłuższa żywotność opon?
Zwolennicy azotu wskazują również na potencjalne oszczędności. Skoro ciśnienie ma być utrzymywane nieco dłużej, opona może pracować w bardziej optymalnych warunkach. Prawidłowe ciśnienie rzeczywiście ma ogromne znaczenie dla zużycia opon i paliwa.
Tyle że kluczowe jest tutaj słowo "prawidłowe". Jeśli kierowca regularnie sprawdza ciśnienie i uzupełnia je w razie potrzeby, korzyść z zastosowania azotu będzie niewielka. Znacznie większym problemem jest jazda na niedopompowanych kołach.
Nie ma więc większego sensu wydawać pieniędzy na azot, a następnie przez kilka miesięcy nie zaglądać do zaworów. Regularna kontrola ciśnienia jest zdecydowanie ważniejsza niż rodzaj gazu znajdującego się w oponie.
Azot może mieć sens, ale nie dla każdego
Czy warto dopłacać za azot? Dla przeciętnego kierowcy odpowiedź jest prosta: raczej nie. Jeżeli wulkanizator oferuje napełnienie czterech kół azotem za dodatkowe 20-30 zł, nie jest to majątek. Nie należy jednak oczekiwać, że samochód nagle zacznie mniej palić, opony przestaną tracić ciśnienie, a ich żywotność znacząco wzrośnie.
Nie oznacza to jednak, że azot jest całkowicie pozbawiony sensu. Jego właściwości mogą być przydatne tam, gdzie precyzyjna kontrola ciśnienia ma duże znaczenie, a opony pracują w ekstremalnych warunkach.
Dlatego azot znajduje zastosowanie między innymi w motorsporcie. Podczas jazdy po torze temperatura opon i ciśnienie mogą zmieniać się bardzo szybko, a przewidywalność zachowania ogumienia ma ogromne znaczenie. Podobnie można uzasadnić jego wykorzystanie w niektórych zastosowaniach przemysłowych czy specjalistycznych. W takich przypadkach dodatkowy koszt ma znacznie więcej sensu niż w zwykłym samochodzie osobowym.
Jest jeszcze jeden problem
Nawet jeśli zdecydujemy się na azot, nie możemy później traktować opony jak zamkniętego układu. Ciśnienie trzeba kontrolować i w razie potrzeby uzupełniać.
Jeżeli zabraknie azotu, a jesteśmy na trasie, oczywiście możemy użyć zwykłego kompresora. Nie ma powodu jechać na niedopompowanym kole tylko dlatego, że wcześniej zostało ono napełnione azotem. Domieszanie powietrza sprawi po prostu, że gaz w oponie nie będzie już tak czystym azotem.
W praktyce oznacza to również, że nie trzeba panikować, gdy podczas awaryjnego dopompowania azotowej opony użyjemy zwykłego powietrza.