Polscy kierowcy niemal bezkarni. Od innych krajów UE dzieli nas przepaść

Sami policjanci nie są w stanie zapewnić odpowiedniego stopnia kontroli
Sami policjanci nie są w stanie zapewnić odpowiedniego stopnia kontroli
Źródło zdjęć: © Policja
Tomasz Budzik

28.03.2022 14:27, aktual.: 14.03.2023 12:45

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

W Polsce ryzyko otrzymania mandatu za przekroczenie prędkości jest bardzo niskie. Co więcej, główny ciężar karania wykroczeń spoczywa u nas na policji. W krajach UE, które mogą poszczycić się wyższym poziomem bezpieczeństwa drogowego, jest inaczej.

Polska przepaść

W 2021 r. na polskich drogach doszło do 22,8 tys. wypadków, w których zginęło 2245 osób. Od lat nasz kraj plasuje się w ogonie Unii Europejskiej pod względem poziomu bezpieczeństwa w ruchu. Dlaczego tak się dzieje?

Bez wątpienia wpływ na to ma gorsza sieć dróg szybkiego ruchu, bardziej zaawansowany wiek pojazdów używanych przez naszych rodaków czy wątpliwy poziom szkolenia kandydatów na kierowców. Jednak to nie wszystko. Jak wynika z nowego raportu Europejskiej Rady Bezpieczeństwa Transportu (ETSC), Polska jest jednym z tych europejskich państw, w których przekraczanie dozwolonej prędkości najczęściej uchodzi na sucho.

To można wywnioskować z porównania dotyczącego liczby mandatów nałożonych w 2020 r. w przeliczeniu na 1000 mieszkańców danego kraju. Największe ryzyko "wpadki" istnieje w Austrii, gdzie w 2020 r. na tysiąc mieszkańców mandaty otrzymało 560 osób. W Luksemburgu były to 392 mandaty, w Holandii — 366 mandatów, w Belgii — 352, na Łotwie — 230, we Francji — 205, w Estonii — 182, a na Litwie — 140 mandatów.

Polska uplasowała się na 14. miejscu wśród państw, które dostarczyły ETSC kompletne dane. W 2020 r. w przeliczeniu na tysiąc mieszkańców mandaty za prędkości otrzymało u nas 69 osób. Niższy wynik zanotowano m.in. w Finlandii (56 mandatów), na Słowacji (46), w Czechach (41), w Niemczech (34) czy Szwecji (22). W części z tych krajów niska liczba w dużej mierze może wynikać jednak z faktu, że tamtejsi kierowcy po prostu przestrzegają przepisów. Aby przekonać się, że w Polsce tak nie jest, wystarczy krótka przejażdżka.

Poczucie bezkarności sprawia, że kierowcy coraz mniej przejmują się przepisami drogowymi. Jest jednak coś jeszcze.

Mandaty są już wysokie, ale ryzyko kary wciąż jest małe
Mandaty są już wysokie, ale ryzyko kary wciąż jest małe© Policja

Fotoradary są słabe

Jak pokazują dane ETSC, Polska jest jednym z krajów, w których system fotoradarów jest najsłabszy. W 2020 r. tylko 24 proc. mandatów zostało u nas nałożonych na kierowców wskutek działania fotoradarów. Spośród krajów, które przesłały ETSC kompletne dane, mniejszy odsetek – 15 proc. – był tylko na Słowacji.

W Czechach aż 69 proc. mandatów za przekroczenie prędkości kierowcy otrzymują z fotoradarów. Na Węgrzech jest to 87 proc., w Danii i Francji 94 proc., w Luksemburgu 95 proc., a w Holandii aż 99 proc. W każdym z tych państw liczba śmiertelnych ofiar wypadków drogowych w przeliczeniu na milion mieszkańców jest niższa.

Jaki wniosek płynie z danych ETSC?

Jednoznacznie można powiedzieć, że na tle innych państw Europy mamy słabo rozwinięty system fotoradarów. Aktualnie GITD dysponuje liczbą 513 urządzeń różnego typu. W Finlandii, gdzie sieć dróg jest krótsza niż w Polsce, pracuje ponad 1000 urządzeń, a w o wiele mniejszej od Polski Holandii jest ich ok. 1400. Każde takie urządzenie odciąża policję, która może zająć się innymi wykroczeniami, zamiast stać przy poboczu z ręcznym miernikiem prędkości.

Skuteczność polskich fotoradarów może też obniżać to, że — zgodnie z przepisami — muszą być one pomalowane na jaskrawy kolor i poprzedzone odpowiednim znakiem. I nie chodzi tu o skuteczność rozumianą jako liczba nałożonych mandatów. Miarą sukcesu działania systemu fotoradarów jest zachowanie kierowców. W Polsce przepisy powodują, że kierowcy zwalniają przed fotoradarami i przyspieszają tuż po ich minięciu. Urządzenia bez wątpienia wpływają na bezpieczeństwo, ale bardzo punktowo. Mniej więcej na odcinku 100-200 metrów.

W Austrii czy Szwajcarii o fotoradarach nie ostrzegają żadne znaki, a same urządzenia nie wyróżniają się kolorem czy kształtem na tle różnych elementów infrastruktury drogowej. Mogą być więc wzięte przez kierowców za kamery służące do monitorowania ruchu na skrzyżowaniu czy zamontowane na wiaduktach urządzenia do bezprzewodowej komunikacji.

Co zmienić?

ETSC radzi, by w krajach o niskiej liczbie fotoradarów, a Polska bezsprzecznie do nich należy, zdecydowanie zwiększyć ich liczbę, zwłaszcza w miastach, gdzie najczęściej dochodzi do potrąceń pieszych, a te często mają tragiczne skutki. W Polsce do końca 2023 r. na drogach w nowych miejscach pojawi się 100 urządzeń do automatycznego karania kierowców łamiących przepisy. Z danych ETSC wynika, że trzeba ich o wiele więcej.

Źródło artykułu:WP Autokult
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (20)