Na razie możemy mówić głównie o wyglądzie, a ten zmienił się tylko nieznacznie. Nowy Wrangler prezentuje się po prostu jak model po liftingu. Klasyczna sylwetka, a nawet stylistyka obecnej generacji została zachowana, choć złagodniała. Zdecydowanie nowocześniejsze jest oświetlenie. Nie zabrakło natomiast tak klasycznych elementów jak zewnętrzne zawiasy drzwi, zapinki maski czy grube, dobre w chwycie klamki. Jeep Wrangler wciąż ma być prawdziwą terenówką, najlepszą i właściwie jedyną w swojej klasie.
Pierwsze zdjęcia pokazują zarówno czterodrzwiową odmianę Limited jak i krótką, ekstremalnie terenową Rubicon. Zatem oferta pozostanie ta sama, co obecnie. Rubicon jest wersją, którą można nieco ogołocić – z dachu i drzwi – a także położyć przednią szybę.
Wiadomo, że konstrukcja Wranglera się nie zmienia. Jest postawiony na klasycznej ramie, a pomiędzy kołami znajdują się dwa sztywne mosty. Natomiast o rewolucji można mówić w kwestii jednostek napędowych. Prawdziwi puryści tego modelu najbardziej obawiają się czterocylindrowej jednostki benzynowej 2,0 z turbodoładowaniem, która najpewniej będzie oferowana na europejskim rynku zastępując klasyczne V6. Zdaniem miłośników Wranglera, 2-litrowy silnik będzie za słaby i zbyt delikatny. Może być łączony z 8-biegowym automatem.
Amerykanie mogą spać w miarę spokojnie, ponieważ pojawia się coraz więcej plotek na temat zmodyfikowanego silnika benzynowego 3,6 Pentastar, który jest idealnym źródłem napędu do tego auta, ale w Europie może być nieoferowany ze względu na normy spalin. Nie ma natomiast wątpliwości co do tego, że Wrangler będzie wyposażony w sprawnie działający, prosty napęd na cztery koła i reduktor.
Premiera kolejnej generacji kultowego Jeepa, ikony aut terenowych, nastąpi 29 listopada podczas Los Angeles Auto Show. Zatem już niebawem.