"Nocne trasy to norma". Były kierowca autokaru mówi o powodach

Przyczyny tragicznego wypadku polskiego autokaru na Węgrzech wciąż są badane, ale jedna z hipotez wskazuje na zaśnięcie kierowcy. Pojawia się więc pytanie - dlaczego autokary wożą turystów nocą? Chodzi o koszty, ale też o komfort pasażerów.

Wypadek polskiego autokaru na WęgrzechWypadek polskiego autokaru na Węgrzech
Źródło zdjęć: © PAP | ZOLTAN MATHE
Aleksander Ruciński

Tragiczny wypadek polskiego autokaru na Węgrzech wstrząsnął opinią publiczną i ponownie otworzył bolesną dyskusję na temat bezpieczeństwa przewozów pasażerskich. Do katastrofy doszło w niedzielę o godzinie 1:00 w nocy na autostradzie M3, ok. 140 km na wschód od Budapesztu.

Pojazd przewożący 59 osób – polskich pielgrzymów wracających z Medziugorie do domów na Podkarpaciu – nagle zjechał z prostego odcinka drogi, wpadł do rowu i przekoziołkował. 12 osób zginęło na miejscu, a kilkadziesiąt zostało rannych.

Węgierska policja jako wstępną przyczynę wskazała zaśnięcie za kierownicą. Pojawia się więc pytanie, dlaczego autokary turystyczne jeżdżą w środku nocy, kiedy ryzyko zaśnięcia jest wysokie?

Biologię trudno oszukać

Czas między godz. 2 a 5 rano to okres, w którym organizm człowieka wchodzi w fazę najgłębszego snu i naturalnie domaga się odpoczynku. Jeśli dodamy do tego kilkusetkilometrowy, prosty odcinek autostrady, włączony tempomat i jednostajny szum silnika, pojawia się zjawisko tzw. hipnozy drogowej oraz skrajnego znużenia. W takich warunkach sekunda nieuwagi, mikrosen lub zbyt późna reakcja na przeszkodę mogą skończyć się tragicznie.

Potwierdzają to ludzie związani z branżą. Były kierowca autokarów turystycznych, który chce zachować anonimowość, przyznaje, że jazda autostradą z włączonym tempomatem bywa bardzo nużąca, a wielu kierowców nie lubi jeździć nocą. Robią to jednak, bo takie są realia branży, wynikające nie tylko z kosztów, ale i oczekiwań pasażerów.

Czas to pieniądz

- Nocne trasy to norma. Łatwiej zapłacić za kierowcę, który pojedzie w nocy niż za dodatkowe noclegi dla całej wycieczki - wyjaśnia były kierowca autokaru turystycznego. Zastąpienie noclegów dla kilkudziesięciu pasażerów kosztem dniówki drugiego kierowcy drastycznie obniża końcowy koszt wyjazdu. W realiach masowej turystyki czy wyjazdów parafialnych, gdzie klienci skrupulatnie oglądają każdą złotówkę, taka decyzja ma wpływ na opłacalność całego przedsięwzięcia.

Tym bardziej że z perspektywy pasażera nocny przejazd wydaje się idealnym i komfortowym rozwiązaniem. Trasy z Polski na Bałkany czy na południe Europy zajmują nawet kilkadziesiąt godzin. Wybierając podróż nocną, turyści mogą przespać sporą część drogi i rano obudzić się w miejscu docelowym, wykorzystując dzień na zwiedzanie lub odpoczynek.

Z logistycznego punktu widzenia noc niesie za sobą również korzyści drogowe. Ruch na autostradach jest wtedy znacznie mniejszy, dzięki czemu łatwiej ominąć dzienne, wielokilometrowe korki wokół europejskich metropolii. Podróż jest bardziej przewidywalna - łatwiej zaplanować trasę i konkretną godzinę przyjazdu.

Legalnie, ale czy bezpiecznie?

Przepisy prawa bardzo restrykcyjnie regulują czas pracy kierowców, a nowoczesne tachografy cyfrowe uniemożliwiają manipulacje. Na długich trasach standardem jest podwójna obsada, a kierowcy zmieniają się za kółkiem zgodnie z przepisami. Żadne, nawet najbardziej rygorystyczne prawo, nie oszuka jednak ludzkiej biologii.

Katastrofa pod Mezőkeresztes nie jest odosobnionym przypadkiem, ale częścią powtarzającego się od lat schematu. Trasy bałkańskie, a w szczególności powroty z Medziugorie, zapisały się czarnymi zgłoskami w historii polskiego transportu. Prawie identyczny wypadek wydarzył się niemal równo 4 lata temu w Chorwacji. 6 sierpnia 2022 r. polski autokar jadący do tego samego sanktuarium zjechał z autostrady na północ od Zagrzebia i wpadł do rowu. Do tragedii doszło o godzinie 5:40 rano, zginęło 12 osób, a chorwaccy biegli jednoznacznie wskazali na zaśnięcie kierowcy.

Dokładnie ten sam scenariusz rozegrał się dwadzieścia lat wcześniej, w lipcu 2002 r., również na Węgrzech. W katastrofie nad Balatonem, spowodowanej znużeniem drogą i błędem przemęczonego kierowcy o godzinie 6 rano, zginęło 19 polskich pielgrzymów.

Do długiej listy dopisać trzeba także wypadek pod Berlinem z 2010 r., gdzie zmęczenie nocną, monotonną jazdą odebrało kierowcy ułamki sekund potrzebne na reakcję obronną, co kosztowało życie 14 osób.

Wszystkie te katastrofy łączy uderzające podobieństwo: prosta droga, sprawny technicznie pojazd, podwójna obsada i krytyczne godziny poranne lub nocne, w których ludzki mózg odmawia posłuszeństwa.

Kolejna tragedia pokazuje, że debata o bezpieczeństwie w turystyce autokarowej nie powinna dotyczyć wyłącznie kontroli stanu technicznego pojazdów czy trzeźwości załogi. To także głębokie pytanie do nas – konsumentów, organizatorów i pasażerów – czy pogoń za jak najtańszą i maksymalnie skompresowaną w czasie ofertą nie oznacza zbyt dużego ryzyka?

Wybrane dla Ciebie
NIE WYCHODŹ JESZCZE! MAMY COŚ SPECJALNIE DLA CIEBIE