Kiedy używane, oryginalne części samochodowe są dobrym wyborem?
Nowy zderzak z ASO za kilka tysięcy, lusterko droższe niż cały weekendowy wyjazd, reflektor w cenie pół auta… Brzmi znajomo? Nic dziwnego, że coraz więcej kierowców rozważa używane, oryginalne części. Pytanie tylko: kiedy to sprytny sposób na oszczędność, a kiedy proszenie się o kłopoty?
Jeszcze kilka lat temu wybór był prosty… Chcesz mieć święty spokój – bierzesz nowe, oryginalne części. Chcesz oszczędzić – decydujesz się na zamienniki, różnej jakości. Tymczasem rynek się zmienił. Samochodów jest więcej, sporo z nich trafia na demontaż po kolizjach, końcu leasingu czy szkodach całkowitych.
Z takich aut zdejmuje się oryginalne elementy wciąż w bardzo dobrym stanie, a kierowcy zaczęli zadawać sobie pytanie: "Skoro mogę mieć oryginał dużo taniej, to po co przepłacać?".
Odpowiedź brzmi: to zależy. Są sytuacje, w których używana, oryginalna część to strzał w dziesiątkę. I takie, w których lepiej nawet na nią nie patrzeć.
Kiedy używana, oryginalna część ma naprawdę dużo sensu?
Zacznijmy od dobrej wiadomości: jest cała lista elementów, które spokojnie można kupować z drugiej ręki – pod warunkiem, że wiemy, co robimy i skąd bierzemy daną część.
Elementy karoserii i oświetlenie, czyli zderzaki, błotniki, maski, klapy bagażnika, drzwi, lusterka, reflektory – to klasyka, jeśli chodzi o części z demontażu. Uderzył ktoś w nas na parkingu? Rdza zaatakowała nadkole? Ktoś uszkodził bądź wyrwał nam lusterko? Oryginalny element używany będzie pasował idealnie (fabryczne mocowania, wymiary), często ma już lakier w identycznym kolorze, a kosztuje ułamek tego, co nowy z salonu.
Wnętrze – plastiki, fotele, przełączniki. Pęknięty panel, wytarte pokrętło, urwane kratki nawiewu, podrapany boczek drzwi? To rzeczy, które nie wpływają bezpośrednio na bezpieczeństwo, ale mocno obniżają komfort i wygląd auta. Używane, oryginalne elementy wnętrza to świetne rozwiązanie – szczególnie, gdy producent za nowe liczy sobie absurdalne kwoty.
Zawieszenie i elementy mechaniczne (z głową). Wahacze, amortyzatory, sprężyny, piasty – tu już potrzeba odrobiny rozsądku, ale również da się znaleźć sensowne używane części, np. z młodszych aut po niewielkich kolizjach. Ważne, żeby szukać części z udokumentowanym przebiegiem lub opisem pochodzenia, a także unikać elementów, po których widać ślady "dzwonów", spawów czy amatorskich napraw.
Elektronika i moduły, czyli np. sterowniki, panele klimatyzacji, radio, moduły szyb, czujniki parkowania, zegary – to elementy, które nowe potrafią kosztować krocie, a używane często działają perfekcyjnie. W tym przypadku ważne jest dopasowanie numeru części, sprawdzenie zgodności z konkretną wersją silnikową/rocznikiem, czy możliwość ewentualnego zwrotu, jeśli elektronika nie będzie współpracować z naszym samochodem.
Felgi i niektóre elementy osprzętu silnika. Oryginalne felgi (zwłaszcza aluminiowe) z demontażu to klasyk – przy dobrej ofercie można oszczędzić ponad połowę ceny. Podobnie z niektórymi elementami osprzętu silnika (np. kolektory, obudowy, mocowania), o ile nie są to podzespoły, które naturalnie się zużywają.
Kiedy nie wykorzystywać używanych części?
Są jednak obszary, w których nie powinno się oszczędzać:
Układ hamulcowy, czyli klocki, tarcze, przewody hamulcowe – to typowo eksploatacyjne części – powinny być nowe, odpowiednio dobrane do auta. Jeśli decydujemy się na oszczędności, róbmy to np. poprzez wybór renomowanego producenta zamienników.
Opony to jedyny punkt styku auta z drogą. Tu naprawdę warto postawić na jakość. Dlatego jeśli nie masz wiedzy i doświadczenia, nie szukaj oszczędności.
Elementy bezpieczeństwa biernego, czyli poduszki powietrzne, napinacze pasów, pasy – tutaj odpowiedź jest prosta: nigdy nie sięgaj po używane.
Mocno eksploatowane elementy silnika, tj. turbosprężarki, sprzęgła, dwumasy – tu margines błędu jest bardzo mały, więc powinno się je wymieniać na nowe.
Skąd wziąć używane części i nie żałować?
Używane, oryginalne części to nie polowanie na przypadkowych szrotach, tylko coraz częściej normalne zakupy online – z opisem, zdjęciami, numerami katalogowymi i opiniami o sprzedającym.
Co więcej, warto również dokładnie oglądać zdjęcia (czy są ślady napraw, spawów, wyraźnych uszkodzeń), a także czytać opinie o sprzedawcy i opis (czy podaje przebieg, źródło, stan). Dobrą praktyką jest też konsultacja z mechanikiem – wielu z nich nie ma nic przeciwko montowaniu używanych oryginałów, jeśli tylko są dobrze dobrane.
Używane części to często sprytny wybór
Używana, oryginalna część może być:
- tańsza niż nowy zamiennik,
- lepiej dopasowana (fabryczne parametry i jakość),
- bardziej ekologiczna – zamiast wprowadzać do obiegu nowy element, dajemy drugie życie temu, który wciąż może dobrze służyć.
Kluczem jest świadomość, co można brać używane, czego lepiej unikać i od kogo kupujemy.
Różnica między rozsądną oszczędnością a niebezpiecznym kompromisem nie leży w samej idei "używanej części", ale w tym, jak mądrze do tematu podejdziemy.
Jeśli więc następnym razem usłyszysz w warsztacie wycenę nowego zderzaka, lampy czy elementu wnętrza, nie panikuj. Zanim stwierdzisz, że "nie stać Cię na naprawę", sprawdź, czy w zasięgu kilku kliknięć nie czeka na Ciebie oryginalna część z drugiej ręki, która pozwoli naprawić auto porządnie – i nie zrujnować przy tym portfela.