Złotówki nie dołożyłem – tekst, który mrozi mi krew w żyłach. Choć wydaje się, że mówi o tym samym co fraza o braku wkładu finansowego, w praktyce jest dużo groźniejszy. Jeśli ktoś uważa, że zakup samochodu kończy wydatki związane z jego posiadaniem, powinien poważnie się zastanowić, czy nie lepiej zostać przy komunikacji publicznej. Zakup samochodu to jedno, jego utrzymanie to drugie, a utrata wartości to trzecia największa dziura w naszej kieszeni, jaką zrobi nam nasz wóz. Nawet najbardziej niezawodne samochody wymagają regularnego serwisu. Wymiany płynów eksploatacyjnych, rozrządu, filtrów to absolutne podstawy. Wielokrotnie oglądałem auta, do których nikt „nie dołożył złotówki”. Najbardziej jaskrawym wspomnieniem jest pewna Toyota Corolla, auto znane ze swego nudnego charakteru, ale i dużej niezawodności. Sprzedający zachwalał przez telefon, że samochód poza kosztami paliwa nie wymagał żadnych wkładów finansowych. Jak dosłownie trzeba było potraktować te informacje, zorientowałem się na miejscu. Corolla miała połyskujące drutami opony, resztki oleju na bagnecie, który konsystencją i wyglądem przypominał mazut (odsyłam do Google), pustynię w zbiorniczku płynu do szyb, co wskazywało, że właścicielowi nie był on potrzebny, o czym świadczyła również przednia szyba ze śladami brudu dokładnie wtartymi w szkło za pomocą twardych jak kamienie piór wycieraczek. Kiedy wiedziałem już, z czym mam do czynienia i podarowałem sobie zakup tej okazji, postanowiłem się jeszcze przejechać, żeby zobaczyć co można zrobić z niezłym przecież autem. Po odpaleniu silnika dobiegł mnie odgłos przeraźliwie jęczącej pompy wspomagania kierownicy, suchy zbiorniczek oleju wyjaśnił dlaczego. Po przejechaniu kilkunastu metrów auto rozhuśtało się do tego stopnia, że uderzałem głową o podsufitkę. To wykończone amortyzatory dały ten niespodziewany efekt. Zaskoczony takim zachowaniem chciałem zwolnić, ale po naciśnięciu hamulca usłyszałem jedynie przenikliwy dźwięk szlifowanych resztkami klocków tarcz hamulcowych. Na dobitkę sprawdziłem papiery. Auto nie było przerejestrowane (oczywiście), ostatni przegląd miało zrobiony dwa lata wcześniej, a ubezpieczenie skończyło mu się przed czterema miesiącami.