Skradziono Bugatti Mate Rimaca. Chorwat ruszył za złodziejem w Porsche 911

Mate Rimac, szef Bugatti Rimac, przeżył nerwowe chwile, gdy spod siedziby firmy w Chorwacji zniknął jego Bugatti Chiron. Kradzież zarejestrowały kamery, a zanim ktokolwiek zorientował się, co się stało, sprawca miał blisko godzinę przewagi. Rimac postanowił sam włączyć się w pościg.

Bugatti ChironBugatti Chiron
Źródło zdjęć: © Instagram, Materiały prasowe | Bugatti, Mate Rimac
Filip Buliński

Do całej sytuacji doszło przez pozornie błahy szczegół: kluczyki były w środku auta. Mate Rimac w oświadczeniu na Instagramie wyjaśnił, że od lat miał zwyczaj zostawiania kluczy w samochodach, nawet tych wartych kilka milionów euro – także w modelach Bugatti czy Rimac Nevera. Uważał, że okolica oraz sama Chorwacja są na tyle bezpieczne, iż nic złego nie powinno się wydarzyć. Przez długi czas ta praktyka nie przynosiła negatywnych skutków – aż do ostatnich dni.


DLA CIEBIE
30 LAT ŠKODY OCTAVIA. IKONA POD LUPĄ: Akta wszechstronności

Kiedy zauważono, że wykorzystywany przez pracowników Bugatti Chiron należący do Rimaca zniknął z terenu zakładu, najpierw próbowano ustalić, czy ktoś nie zabrał samochodu na jazdę próbną, co było często praktyką wśród zatrudnionych. Dopiero po wymianie wiadomości wyszło na jaw, że auto trafiło w niepowołane ręce, a sprawca zdążył już opuścić obiekt. Rimac powiadomił policję, ale postanowił też sam ruszyć za złodziejem – akurat pod ręką miał Porsche 911 z pełnym bakiem.

Położenie Chirona można było śledzić na bieżąco dzięki rozbudowanym systemom telemetrycznym. Z przekazywanych danych wynikało, że sprawca wypracował sobie ok. godziny przewagi i poruszał się w kierunku Słowenii. Monitoring obejmował nie tylko lokalizację, ale też m.in. prędkość samochodu oraz poziom paliwa. Rimac i jego współpracownicy przesyłali te informacje policjantom w ramach grupowego czatu, licząc, że uda się przechwycić auto na granicy.

Scenariusz z zatrzymaniem na granicy nie doszedł do skutku – Chiron dojechał aż do Austrii, gdzie zaczęło brakować mu paliwa. Rimac relacjonował, że podejrzany dolał połowę baku, by móc kontynuować jazdę autem z czteroturbodoładowanym, 8-litrowym W16. Nie zapłacił jednak za tankowanie. Finalnie mężczyzna został zatrzymany przez austriacką policję, m.in. dzięki obecności jednego z funkcjonariuszy na wspomnianym czacie.

Po odzyskaniu samochodu Mate Rimac zdecydował, że nie będzie wnosił oskarżenia wobec zatrzymanego – tłumaczył to współczuciem dla mężczyzny oraz jego trudną przeszłością. Taka decyzja nie przesądzała jednak o braku konsekwencji – ze względu na wartość Bugatti Chirona sama kradzież pozostawała poważnym przestępstwem.

Ostatecznie auto wyszło z całego zdarzenia prawie bez szwanku: odnotowano jedynie niewielkie uszkodzenia przedniego zderzaka, ale naprawa, jak twierdzi Rimac, nie będzie najmniejszym problemem. Prezes Bugatti zwraca też uwagę, że mogło skończyć się znacznie gorzej – zwłaszcza gdyby kierowca stracił kontrolę nad maszyną o mocy 1500 KM.

Rimac udostępnił też zapis z monitoringu, na którym widać przebieg kradzieży. Na nagraniu mężczyzna, paląc papierosa, krąży po terenie zakładu, po czym trafia na kluczyki pozostawione w Chironie. Postanawia więc wsiąść i odjechać. Co ciekawe, według relacji prezesa Bugatti mężczyzna pojawił się w firmie, bo chciał ubiegać się o zatrudnienie.

Incydent przełożył się na procedury bezpieczeństwa w przedsiębiorstwie. Rimac zapowiedział, że kluczyki nie będą już zostawiane na terenie fabryki. Podkreślił też, że bez wiedzy i zgody firmy nie da się "spokojnie" korzystać z samochodu, ponieważ zespół ma dostęp do danych pozwalających na stałe monitorowanie auta. W efekcie podobna historia nie powinna się powtórzyć.

Wybrane dla Ciebie
NIE WYCHODŹ JESZCZE! MAMY COŚ SPECJALNIE DLA CIEBIE